«Pakul ja vypłyvaŭ sam, chłopčyk znoŭ zvaliŭsia ŭ vadu, astatnija śmiajalisia»
Vučań 11 kłasa Uładzimir Hrachoŭski vyratavaŭ pieršakłaśnika, jaki ledźvie nie patanuŭ u race Biarezina, što ŭ vioscy Padbiareź na Vałožynščynie.
— Dy i ničoha ja takoha nie zrabiŭ. Prosta vykanaŭ svoj abaviazak užo darosłaha, adkaznaha za ŭčynki čałavieka, – pačynaje Uładzimir pry sustrečy.
Zdareńnie adbyłosia na pieršamajskija śviaty. Uładzimir razam z baćkami pajechaŭ na lecišča, što ŭ vioscy Padbiareź.
— Mama mianie adpraviła ŭ ščaŭje, heta było 1 maja. Ja sustreŭsia sa svaimi byłymi adnakłaśnikami ( ja raniej vučyŭsia tut, u Padbiarezi), i my pajšli da raki.
Na race, jak uspaminaje Uładzimir, kupalisia dzieci.
— Ich tam było čałaviek 20, roznaha ŭzrostu, ad pieršaha da siomaha kłasa. Tam, na race, jość pabudavanaja damba. A pad joj bietonnyja plity, tam zaŭsiody dzieci łaziać. I vady tam pa kostačku. Ale niebiaśpieka ŭ tym, što plity ž nie ŭsiudy. Ja miarkuju, što Loša (tak zavuć chłopčyka, jakoha vyratavaŭ Uładzimir) prosta nie viedaŭ, što plity skončylisia. Stupiŭ na nastupnuju i bułtychnuŭsia ŭ vadu.
Što było dalej, Uładzimir ŭspaminaje ćmiana.
– Pamiataju, što maje adnahodki, ź jakimi ja pryjšoŭ na raku, stajali i śmiajalisia. A da mianie dajšło, što jašče chvilina i nie budzie kaho ratavać. Pamiataju, jak na pavierchni zastałasia tolki Loškina ručka.
Ja nyrnuŭ u vadu, vyciahnuŭ małoha, pastaviŭ jaho na plity. A sam razumieju, što ja da dna nie dastaju i na plity stać niama jak. Pakul ja prymiaraŭsia, jak vyleźci z vady, toj Loška paśliznuŭsia i znoŭ apynuŭsia ŭ vadzie.
Daviałosia jašče raz nyrać i na hety raz ciahnuć jaho da bieraha, mietraŭ 5-7.
Choć i pierapałochaŭsia mały, ale dapamoha daktaroŭ, na ščaście, jamu nie spatrebiłasia, pabieh dadomu tak, ažno piatki zabliščeli.
– Ty viedaŭ raniej, jak treba ratavać z vady čałavieka, vučyli hetamu ŭ škole?
– Ja vučusia ŭ vajenna-patryjatyčnym kłasie ŭ 14-j škole, tamu, kaniešnie, niejkim navykam vučyli. Ale mnie zapomniłasia toje, što čałavieka, jaki tonie, nielha vyciahvać z vady za šyju. Niejkaja dziŭnaja parada. I ja čałavieka, jaki nie tonie, za šyju chapać nie budu.
– Ty ŭ toj momant razumieŭ, što ryzykuješ svaim žyćciom?
– Dy nie dumaŭ ja pra heta! Jak heta nie pafasna hučyć, ale ja nie moh by zrabić inačaj. Usio ž taki pavinien mužčyna amal u 18 hadoŭ adčuvać adkaznaść i praduhledžvać nastupstvy.
Mianie ździviła staŭleńnie maich adnahodkaŭ, jany navat nie pavarušylisia, kab dapamahčy.
A pra svoj učynak ja sam nikomu nie raskazaŭ. Nie liču, što jon niejki hieraičny.
– A jak tady daviedalisia ŭsie pra ŭčynak?
– Tam ža na race narodu kuča była! Dzieci raskazali svaim mamam, jany – majoj, Loška – dyrektaru škoły, dyrektar miascovaj škoły – dyrektaru 14-j škoły, maja dyrektarka paviedamiła ŭ Tavarystva vyratavańnia na vodach. Tavarystva na vodach uznaharodziła mianie na liniejcy ŭ škole.
– Miarkuju, dalejšy los źviažaš z vyratavańniem ludziej?
– Nie, mnie adnaho vyratavanaha dastatkova. Ja vielmi spadziajusia, što takich vypadkaŭ sa mnoj bolš zdaracca nie budzie. Nie, nie tamu, što bolš ratavać nikoha nie chaču, a prosta chaču, kab bolš nie zdarałasia takich vypadkaŭ ni ź dziećmi, ni z darosłymi.