Taciana Śnitko. 40 mužoŭ charobrych
№ 09 (130) 1999 h.
40 mužoŭ charobrych
Ich atrymałasia niedzie čałaviek z sorak.
Chłopiec, apranuty va ŭsio čornaje, zirnuŭ na viežu z hadzińnikam. Strełki išli da mety z zajdrosnaj upartaściu, nia ruchajučysia na vačach, ale nie spyniajučysia. Ciapier jany rychtavalisia akreślić na płoskaści času čverć cyferblatu, syścisia ŭ prostym kucie. Ale ludzi ŭžo nie stajali kupkaj, a vyraŭnialisia ŭ kare. Pa ciomna-plamistych šychtach u paŭciemry skakali vohniennyja cieni. Jany vychoplivali taksama kolery troch pałotniščaŭ nad hałovami. Kolery čyrvani na biełym tle.
Praź imhnieńnie zvon sarvaŭsia z vyšyniaŭ viežaŭ haradzienskich chramaŭ i nakryŭ saboj płošču. Uzrušeńnie chvalaj prajšło pa tvarach ludziej z pachodniami. Zvany błasłaŭlali krok.
— Boh nas čuje! — natchniona vyhuknuŭ adzin.
— Žyvie Biełaruś! — recham daniesłasia ŭ adkaz.
«...Žyvie viečna!» — znoŭ padumaŭ u hety čas Nieviadomy čałaviek. Zvany zaśpieli jaho niepadalok, na samym rahu płoščy. Abiarnuŭšysia, jon ubačyŭ kalonu — i ŭsio zrazumieŭ.
***
— Bojka ŭ Horadni? — pierapytvajuć mianie znajomcy j nieznajomcy. Kalehi, milicyjanty, apazycyjanery. Bolšaść ź ich kaža, što «čuli štoś takoje!..». Čutki vakoł haradzienskaha šeścia rastuć. Jak trava ŭ krasaviku. Jak kurs dalara.
— Heta, napeŭna, nia našyja byli. Naš ściah mahli ŭziać rasiejskija fašysty... hebisty... roznyja pravakatary.
A heta kaža moj znajomy milicyjant. Znajomy, miž inšym, i svaim kolišnim «palavańniem» na mienskich vuličnych akcyjach. Potym amal słova ŭ słova toje ž paŭtaraje znajomy beenefaviec, na jakoha niekali palavaŭ toj milicyjant. Potym, demanstrujučy numar «Navinaŭ» z šychtom nieviadomych ludziej, bolšaść znajomych davodzić pra tajemny vizyt zamiežnych ekstremistaŭ. «Mo, to byli unsoŭcy, mo, čačency navat...». Dobra, choć sabie kosaŭskija albancy. Ale... Čamu ŭsio ž nie biełarusy?! Čamu my sami ŭ sabie źniavierylisia z-za hetaj mazachisckaj «talerantnaści»?!
My pryvykli, što «našyja» — heta značyć «vuzkaje koła hetych revalucyjaneraŭ» i «strašna dalokija jany ad narodu». I my ŭsich ich viedajem u tvar, akramia chiba što paŭmityčnaha Mirona. My sami nia vierym u mahčymaść pośpiechu.
Urešcie adzin chłapiec, jakoha nijak nie zapadozryš u zališniaj łajalnaści da režymu, uračysta abviaščaje: «I ja tam byŭ!» — i znachodzić siabie na zdymku ŭ «Navinach». U samym kancy šerahu, dzie ni chalery nie razhledzieć. «Vy žadajecie padrabiaznaściaŭ? O, vy atrymajecie ich! Ja tam byŭ». Miod-piva piŭ, šanoŭny. Na žal, u Miensku tolki. Sama bačyła.
U pryncypie, niakiepska, što ŭsim chočacca być hierojami. Ale voś kali karcić zdavacca imi — heta hamon. Pryjechali.
I tut ja ŭspomniła pra Nieviadomaha Čałavieka. 25-ha jon musiŭ być mienavita ŭ Horadni. Jon pavinien byŭ abaviazkova znajścisia. Nieviadomy Čałaviek (z vašaha dazvołu, budu praciahvać nazyvać jaho hetak) u hieroi nia rvaŭsia, usiavieda ź siabie nia ŭdavaŭ. Takim nia treba chłusić.
Pieršyja jahonyja słovy pry našaj sustrečy:
— Što, i ty taksama «išła ŭ apošnim šerahu»?
Navat pakryŭdzicca zachaciełasia.
Voś što raspavioŭ pra haradzienskija padziei ichny niepasredny vidavočca...
Jany prajšli pa Savieckaj metraŭ sto, kali ich užo čakali. Dźvie mašyny amonu i adna — z «cyvilnymi» milicyjantami. Amonaŭcy byli ŭ broniekamizelkach i z aŭtamatami.
Paśla taho jak milicyjanty pabačyli šycht moładzi va ŭniformach, u ich byŭ stres. Jany nia viedali, što rabić. Ja čuŭ, jak adzin pačaŭ kryčać niešta kštałtu: «Ja zaprošu bazu! Čto nam diełať? Ja zaprašu bazu!..». U «cyvilnych» hety šok prajšoŭ chutčej. «Ich treba spyniać!» — i jany pastavili ŭpopierak šychta milicejski «ŭazik».
Tady ŭ šychcie pačułasia niejkaja karotkaja kamanda. Kalona prosta abyšła mašynu j rušyła dalej — prykładna ŭ toj bok, dzie ŭ Horadni mieścicca čyhunačny vakzał.
Praz metraŭ piaćdziasiat milicyjanty pačali rabić na kalonu drobnyja napady zzadu. Tak by mović, sa śpiny, vybivajučy ludziej z apošniaha šerahu. A na vulicy pry hetym było šmat narodu. Niekatoryja ludzi spačatku pačali aburacca, kryčać: «Hetyja erenješniki, fašysty, kolki možna, užo j da nas dabralisia!» A potym pabačyli ŭ čale kalony try vialikija bieł-čyrvona-biełyja ściahi dy prymoŭkli. Zrazumieli, što heta nie RNIE, a niešta całkam advarotnaje. Vakoł mianie pačulisia kryki: «BNF! BNF! BNF!» Sabraŭsia natoŭp čałaviek pryblizna ŭ dźvieście. Dy tam, la ŭnivermahu na Savieckaj, zvyčajna tusoŭka moładzi...
Mienavita la hetaha ŭnivermahu i ŭspychnuła bojka. Milicyja atakavała zzadu. Ataki adbivali. Častka chłopcaŭ ź pieršych šerahaŭ padałasia nazad i dapamahała vychoplivać svaich tavaryšaŭ, jakich pačali chapać amonaŭcy. Ruch napierad usio ž pavolna praciahvaŭsia. Ale tut padskočyli milicyjanty, jakija jechali napiarejmy. Ja naličyŭ, što tam sabralisia dva «ŭaziki» i try zvyčajnyja patrulnyja mašyny. Padciahvalisia jašče j milicejskija narady z rajadździełaŭ. Kalona vidavočna traplała ŭ abłohu.
Tady ja zaŭvažyŭ: chłopcy, što jšli napieradzie, stanoviacca ŭ bolš ščylny šycht. I raptam pačułasia: «Ru-bon! Ru-bon!»
Narod adrazu ścich. Takoha ŭ Horadni nia bačyli jašče ni razu. Milicyja pačała naskokvać na šycht demanstrantaŭ, ale ŭ rukoch u tych pałali pachodni. Z boku hladziełasia, byccam kalona aščaciniłasia hetymi pachodniami, jak jorš. Z usich bakoŭ, chto b ni sprabavaŭ sunucca ŭsiaredzinu — paŭsiul moh natyknucca na vohnišča. Jak ja bačyŭ, adzin milicyjant sapraŭdy natyknuŭsia, abpaliŭšy tvar. Jon adrazu vyjšaŭ z hulni. Kalona pastupova pačała prasoŭvacca dalej, da rohu Savieckaj, dzie pačynajecca vulica Ažeški.
I voś tut chłopcaŭ sapraŭdy pačali brać u koła. Užo paśpieła najechać proćma mašynaŭ. Vidać, demanstranty vyrašyli ćviorda abaraniacca dalej, bo sami stali ŭ koła. Ja tady padumaŭ: u vypadku, kali b jany vyrašyli praryvać kardon, u ich by, napeŭna, heta atrymałasia. Ale — nie, chłopcy hutaryli ź milicyjaj. Jany pytalisia, chto ź milicyjantaŭ tut hałoŭny.
Demanstranty prasili milicyju dazvolić im prajści pa vulicy Ažeški, abiacali adrazu paśla hetaha razyścisia j ničoha nie parušać. Niechta z kalony napaŭžart prapanavaŭ amapaŭcam tabletki ad hałaŭnoha bolu. Mabyć, mienavita heta ich i razzłavała. Paśla sutyčak jany j tak nie byli ŭ humory. Pieramovy skončylisia tym, što amon pajšoŭ u ataku. Adnak pieršyja ataki znoŭ byli adbityja.
Jašče paśla taho, jak kalona spakojna abyšła pieršuju milicejskuju mašynu, milicyja rabiła vyhlad, što hetaja mašyna voś-voś prataranić šychty. Paru razoŭ «uazik» razhaniaŭsia j na vialikaj chutkaści rezka tarmaziŭ pierad samymi ludźmi. Možna było nie na žart spužacca, nia dziva, što niechta paru razoŭ stuknuŭ pa kapocie. Tam usie byli ŭ stanie šoku — što adzin, što druhi bok.
Častka ludziej, što stajali ŭ natoŭpie razam sa mnoju, pajšła bicca za hetych nieviadomych chłopcaŭ. Znajšlisia niekalki čałaviek, jakija kinulisia bicca taksama, ale — u šerahi milicyi. Vielmi chutka hetyja ludzi niekudy źnikli. Takoje ŭražańnie, što sam amon ich i paplažyŭ tam: adroźnić, chto — što, było duža ciažka. Usie ŭ šokavym stanie, a tut jašče niejkija ludzi mitusiacca! Mianty daŭbli ŭsich, chto pobač.
Utvaryłasia koła pamiž abaroncami j naziralnikami, i ŭ hetym kole biehali milicyjanty. Stajaŭ verchał; z samych pieršych svaich napadaŭ na kalonu bolšaść milicyjantaŭ kidałasia na šeście z takoj hatoŭnaściu, byccam daŭno čakała vypadku...
Bačačy, što razahnać chłopcaŭ nie atrymlivajecca, milicyja ŭžyła haz. Mnie asabista padałosia, što skarystali i zvyčajny haz, i «Čaromchu» (apošniaja była, chutčej za ŭsio, ŭ amona). Z adlehłaści metraŭ u 50 — ja musiŭ adyści — vypuščany haz hladzieŭsia, jak tuman.
Chłopcy pačali raźbiahacca chto kudy. Abaraniacca było niemahčyma: pazalivali vočy, tvary, tam nie było ŭžo čym dychać. Častku adrazu «paviazali». Pakłali na asfalt, bili dubinkami i aŭtamatami. Tolki prykładami, «stvałami», ale było takoje ŭražańnie, što pa ich hatovyja stralać.
Adrazu ž achova abkłała vakzał, u bok jakoha ruchałasia šeście. Pieratrasali ciahniki, uźniali ŭsie pasty, jakija mahli. Pryblizna apoŭnačy na vakzale było ŭžo šmat «ludziej u cyvilnym». Zatrymlivali ŭsich, navat małaletak, aby tyja mieli vyhlad, choć čymś padobny da vyhladu demanstrantaŭ. Prykmietami byli čornyja džynsy, čornyja kurtki, «biercy» — vajskovyja boty na šnuroŭcy. Asablivuju ŭvahu źviartali na boty; chto byŭ u ich abuty — zabirali adrazu bieź lišnich «cyrymonijaŭ». Ja bačyŭ, jak schapili niejkaha chłopca, moža ŭdzielnika šeścia, a mo j nie. Tvaru jahonaha ja nia viedaŭ. Jaho paśla bili ŭ tupiku. Pastavili na raściažku dy metadyčna źbivali. Paźniej vyśvietliłasia, što razam z udzielnikami zabrali niekalki zusim vypadkovych ludziej, sprabavali ich pryšyć da spravy.
Mnohich z tych, chto adychodziŭ, ratavali sami haradziency, minaki, zusim nieznajomyja ludzi. Hetak ciahnułasia ŭsiu noč. Usie, chto paśpieŭ pačuć, što adbyłosia, sustrakajučy ŭ horadzie chłopcaŭ z kalony, litaralna brali za ruku dy vyvodzili ŭ biaśpiečnaje miesca. Rankam na miescy samaj žorstkaj bojki niechta pakłaŭ kvietki j bieł-čyrvona-bieły ściah...»
Čamuści nichto nidzie jašče nie zhadaŭ adnoj cikavaj detali: što adzin z udzielnikaŭ haradzienskaj akcyi pajšoŭ u milicyju dy zdaŭsia sam. Heta, adnak, nie była «jaŭka z pavinnaj». Mienavita hety čałaviek jašče pierad pačatkam niesankcyjavanaj akcyi ŭziaŭ na siabie rolu kamandzira. Potym jon nia moh stryvać taho, što jahonyja ludzi z pałamanymi kaściami, pabitymi hałovami nia ŭsie zmahli vybracca ź miesca paboišča. Jakraz pajšli čutki, što adzin z zatrymanych nibyta patrapiŭ u reanimacyju j moža pamierci. Kazali, jaho bačyli ŭ RAUSie nieprytomnym u łužynie kryvi. Nichto pakul nia viedaŭ, što praŭdaj było tolki apošniaje śćvierdžańnie.
Kamandzir chłopcaŭ pajšoŭ pa rajadździełach u pošukach zatrymanych paplečnikaŭ. Kali vieryć raspoviedam, vyhladała heta prykładna tak. U dziažurku RAUSu zachodzić salidnaha vyhladu dziadźka ŭ formiennaj vopratcy i stroha pytajecca, dzie aryštavanyja demanstranty. Milicyjanty vyciahvajucca pierad im u strunku (dumajuć, što pryjechała niejkaja pravierka) i rapartujuć, što chłopcaŭ tut niama. Tolki z treciaj sproby ŭ trecim pastarunku zamiest «strunki» vynikam zapytu stałasia razhublenaść inšaha kštałtu. Paklikali načalnika.
Usiu adkaznaść za akcyju kamandzir chłopcaŭ uziaŭ na siabie.
U interviju miascovaj presie načalnik paviedamlaŭ ab dziesiatku chulihanaŭ z haradzienskaha Maładoha Frontu, jakija pry vyhladzie amonu «adrazu raźbiehlisia». Pry hetym, ź jahonych słovaŭ, asablivych traŭmaŭ nie było. Miž inšym, zhodna ź milicejskimi aperatyŭnymi zvodkami, dla razhonu demanstracyi byli skarystanyja amon, PPSM, specpadraździaleńni ŭnutranych vojskaŭ i aperytyŭna-vyšukovyja słužby milicyi (pavodle našych źviestak, usiaho kala 350 čałaviek).
Nieviadomy Čałaviek raspavioŭ, jak pry zatrymańniach milicyjanty rezali na chłopcach na kavałki kamuflažnuju formu. Ale sapraŭdnaje zachapleńnie vyklikali «trafei» — skuranyja papruhi. U pastarunku niekatoryja milicyjanty kinulisia tut ža prymiarać abnoŭki, nie źviartajučy ŭvahi na zatrymanych.
Paśla sutačnych adsidak pa administratyŭnaj spravie niekatorych chłopcaŭ vyklikali dla hutarki ŭ KHB. Hebistaŭ najbolš zacikaviła koła, u jakoje demanstranty vystrailisia dziela abarony. Hutarki jaskrava demanstrujuć, što ŭ nietrach łukašenkaŭskich specsłužbaŭ i zaraz žyvie trochhadovaj daŭniny «sprava UNSO».
Adny ŭ Biełarusi bajacca. Bajacca losu Tamary Vińnikavaj, Hienadzia Karpienki, Arnolda Piačerskaha, Juryja Zacharanki. Bajacca źniknuć. Znajšłosia 40 mužoŭ charobrych. Jakija nie bajacca ŭźniknuć.
Taciana Śnitko