BIEŁ Ł RUS

Vosy-Kalosy, koŭdra i kamsamolski bilet

15.05.2000 / 13:00

Nashaniva.com

№ 19 (176), 10 — 15 traŭnia 2000 h.


 

Vosy-Kalosy, koŭdra i kamsamolski bilet

 

19 studzienia 1943 hodu fašysty całkam spalili nievialičkuju viosačku ź dziŭnaj nazvaj Vosy-Kalosy, što raźmiaščałasia siarod lasoŭ i bałotaŭ pamiž Hłuskam i Asipovičami. Spalili ź ludźmi, jakija nie paśpieli ŭciačy ŭ les. Pra vajennuju historyju hetaj vioski raspaviadaje były jaje žychar Mikałaj Bułavacki.

 

«Jak pačałasia vajna, mnie było 9 hadoŭ, ja ŭžo druhuju klasu skončyŭ.

U toj samy dzień maci z Marusiaj (majoj siastroj) u Miensku była. Dziaŭčynka zachvareła, dy tak, što hłuskija daktary nie mahli dapamahčy, dali nakiravańnie da staličnych śviaciłaŭ...

Pryjechała ŭ Miensk, a tam bambiožka. Poŭny vakzał narodu, mituśnia, nichto ź joju havaryć nia choča, ničoha nie tłumačać. Kryčać, lezuć pa kvitki niekudy jechać. Niechta ŭsio ž paspahadaŭ na chvoraje dzicia, dapamahli ŭziać kvitok nazad da Asipovičaŭ.

Staić, čakaje ciahnika. Razhavaryłasia ź niejkaj habrejkaj, taja j kaža: “U vas dzicia takoje chvoraje, vam nia treba jechać dadomu, a treba abaviazkova da daktaroŭ...” I ŭhavaryła durnuju maci. Taja pradała joj svoj kvitok i znoŭ pajšła daktaroŭ šukać. Joj kažuć: “Što ty, baba! Uciakaj adsiul, bo chutka tut usio rušycca budzie! I sama zahinieš, i dzicia zahubiš!..” Jana ŭ ślozy, dy jznoŭ na vakzał. A tam šče bolšaja mituśnia, kryki, łajanka...

Niejak ža jana ŭlezła ŭ vahon, dajechała da Asipovičaŭ. Pryjšła dadomu pieššu ź dziciem na rukach, heta kilametraŭ z dvaccać. Dziakavać Bohu, siastra ŭsio ž niejak vypraviłasia paźniej, šče tre było joj paŭtary hady pažyć.

Naprykancy červienia ci mo ŭžo napačatku lipienia pryjechali ŭ viosku niemcy na furmankach. Dyvizija naša raźbita była i jaje pareštki pa lesie rassypalisia. Dyk tyja niemcy złavili dvuch sałdataŭ. Viali ich pierad saboj i bili. Chto štykom šturchaŭ, chto šompałam pa hałavie. Potym ich rasstralali.

Abhledzieli viosku i pajechali. Tydni praz dva pryjechaŭ kamendant z Zavałočycaŭ na dvuchkołcy. Śmieła tady jeździli, nie bajalisia. Partyzanaŭ jašče nie było, a sałdaty z raźbitaj dyvizii pa lasach chavalisia, nie vytyrkalisia. Pryjechali ŭsiaho ŭdvoch, kamendant i vaźnica, z takimi formačkami dla jajek, jakija ciapier u kožnaj kramie, a tady my ich upieršyniu pabačyli. Pryjechali: “Davaj jajki, kurki!” Chto kuru prynios, chto jajek naźbiraŭ. Jany heta ŭsio zabrali i pajechali. Cicha-mirna.

Jašče kolki razoŭ pryjaždžaŭ kamendant, ale j niačasta.

A sałdaty ŭ lesie kučkavacca pačali, aficery pačali atrady źbirać.

Niejak, užo poźniaj vosieńniu, jechali 12 niemcaŭ na ravarach. Prajechali Masty (vioska takaja była pamiž Jaŭsiejevičami i Vosami, jaje taksama paźniej spalili), a za Mastami ich i pastralali ŭsich. Paśla taho ŭžo pa adnym nia jeździli, jak toj kamendant. Kali jechali, dyk čałaviek pa sorak.

Zimoj užo pačali pryznačać palicajaŭ i starastaŭ. U Vosach-Kalosach nie znajšłosia nivodnaha palicaja. U susiednich vioskach, u Miažnym, u Bortnym, — tam praz chatu. A ŭ nas nivodnaha. Pryjechali adnojčy starastu pryznačać — nichto nie pahadziŭsia. Skazali: “Padumajcie!” I pajechali.

Zavitaŭ u viosku Pałaniejčyk, jon tady ŭžo partyzanski atrad źbiraŭ, i kaža dziadźku Ciarentu (heta maciaryn brat): “Stanavisia! A to pryviaduć jakoha hada, budziecie tut na dybačkach chadzić. Treba, kab svoj čałaviek byŭ”. Tak i staŭ Ciarenta starastam. Paśla vajny jaho źbiralisia sudzić za heta, ale Pałaniejčyk tady jašče žyvy byŭ, uratavaŭ.

A zima 42-ha hodu maroznaja pačałasia. Pad Novy hod marazy hradusaŭ pad tryccać. Partyzanskich atradaŭ u našych lasach tady było ŭžo čatyry. U ziamlankach choładna, zamiarzajuć. Voś i pajšli adahravacca pa vioskach. U Vosach i Kalosach atrad Šašury atabaryŭsia. Jakraz pierad Novym hodam pryjšli i raśsialilisia pa chatach. A štab byŭ u Ryhora Karala.

Adtul i vyłazki rabili. Złavili niejak palicaja, pryviali ŭ viosku, chacieli strelnuć. Toj uzmaliŭsia, što budzie z partyzanami suprać niemcaŭ vajavać. A jahony brat u hetym atradzie byŭ. Pavieryli, nie rasstralali. A jon uciok da niemcaŭ i niemcam usio raskazaŭ.

Vypravili niemcy pad Kalady ŭ viosku karnuju ekspedycyju. Partyzany paŭciakali ŭ les. I viaskoŭcy, chto sprytniejšy, paŭciakali. Zastalisia staryja i niamohłyja. Zajšli ŭ chatu Karala. Ryhor uciok u les, a jahony brat Ivan, invalid finskaj vajny, nia zmoh uciačy. Jaho j rasstralali. I jašče dvoch mužykoŭ, kaho złavili. Žančyn i małych nie čapali.

Pazabirali śvińni, karovy, kury. Na ŭsiu viosku pakinuli try ci čatyry karovy — dla dziaciej, maŭlaŭ. Usio astatniaje pavieźli ci pahnali — “kab bandytaŭ nie karmili”.

Praz sutki viarnulisia partyzany, znoŭ raśsialilisia pa chatach, chadzili na zadańni. Mabyć, dapiakli niemcam, bo zadumali jany bolš žorstkuju karnuju aperacyju.

Heta na Vadochryšča było... Baba Kacia napiaredadni viečaram zvaryła kućciu. Ranicaj my sieli śniedać. I tut niechta z susiedziaŭ zajšoŭ, skazaŭ, što partyzany pieradali, kab ratavalisia, kab išli ŭ les, bo nabližajucca karniki. Partyzany taksama kinuli viosku i padalisia ŭ les.

My chutka paśniedali i pajšli ŭ les, jak i ŭsia vioska. Chto ŭ kłunak sioje-toje źviazaŭ, u lasioncy za plečy ci ŭ miašku — usie niešta niasuć. A ŭ nas partyzany pakinuli niejkaha chvoraha kania, vysokaha i vielmi chudoha. A pobač žyŭ Ivan Juzikaŭ, niejki naš svajak: jaho žonka Mania i Ciarentava žonka Aniuta byli siostrami. Juzikaŭ — heta pa baćku, a proźvišča — Kłyha. U Ivana kaliści było dva kani i była zbruja ŭsia. Koniej u jaho zabrali partyzany. A sani i zbruja zastalisia.

Nu dyk voś, zaprehli my našaha kania ŭ Ivanavy sani i pajechali. Ivan z Maniaj i synam Vałodziem. I my — Marusia, Raja, ja i maci. Dziaŭčynkam — 5 i 7 hadoŭ. Darosłyja jšli pieššu, a dziaciej na voz pasadzili. I nakłali na voz siakija-takija pažytki — pa miašku žyta, padušku, koŭdru, šče sioje-toje.

Pryjechali my ŭ les, tam byŭ nievialički partyzanski budan ź jałovych halinak, jašče letam zrobleny. Vakoł hetaha budana ŭsie i raźmiaścilisia.

Raskłali kaścior, kab pahrecca, a tut “rama” lacić, samalocik taki, — my chto kudy, davaj zalivać hety kaścior. Načavali biez ahniu, bajalisia.

Noč ciažkaja była. Marazy sapraŭdnyja chryščenskija. A śniehu napadała šmat, dy na niamiorzłuju ziamlu, bałota pravalvałasia. Pravaliśsia, namoknieš, a tut maroz hradusaŭ pad 20—25.

Mnie ŭžo było kala adzinaccaci hadoŭ, moža j lahčej, čym małym. Ale ŭsio adno — siadziš, zadremleš. Hladź: prymiorz. Vysiakać treba.

A ź niemaŭlatami zusim biada. Jany to ŭmočacca, to abmarajucca. Ich treba pierapavić. A jak raskrucić na marozie? Maleńki ahieńčyk u budanie raskładuć, kab pry choć jakim ciaple pieraspavivać dziaciej. A tut dym u vočy lezie, dzieci kryčać, płačuć. Ich sucišajuć, chucieńka mianiajuć pialuški, pakul znoŭ nie abmočacca.

Dzień nastupiŭ pachmurny. Mužyki pajšli, pahladzieli ź lesu: naša babka Kacia doma zastałasia, u piečy palić, dym z komina vidać. Skazali nam. Voś tady zachaciełasia dadomu, na piečy pahrecca!

Mužyki chadzili-chadzili, hladzieli-hladzieli ź lesu. Usio cicha. Niekalki starych doma zastalisia, tam dymok z komina. I ničoha bolš nie vidać.

Z paŭdnia tak nudzilisia. A potym pačali źbiracca dadomu, chacia b adahrecca. Maŭlaŭ, na noč nia pryjduć, a z ranicy znoŭ źbiažym.

Vyjechała maci vozam ź lesu. A baba Kacia ŭbačyła, što jana jedzie, vybiehła, machaje chustkaj. Chacieła papiaredzić, kab nia jechała, bo niemcy ŭ vioscy. A maci dumała, što taja radujecca jaje viartańniu i jašče kaniu naddaje. A kali ŭžo padjechała blizka i pačuła, što Kacia kryčyć, tady ŭžo pozna było. Niemcy ŭ maskchałatach sa śniehu paŭstali, i jana apynułasia ŭ ačapleńni.

Pajechała dadomu. Tam na piečy jašče dvoje dziaciej siadzieli — Kola Šymčyk, na hod za mianie starejšy, i Tońka, dziaŭčynka z Mastoŭ, pryjšła da svajakoŭ, ale tych nie znajšła, bo jany ž u lesie byli, dyk siadzieła ŭ nas. Maci pasadziła dziaciej, kaho pryviezła, za stoł, kab haračym supam nakarmić. Ale tut zajšli niemcy i zabrali maci i babu Kaciu. Zahadali im iści tudy, dzie ŭsich ludziej źbirali. Maci jašče dali niečuju karovu hnać tudy ž, a babie dali ŭ ruki koš z tryma kurami nieści. Babka pačała prasicca ŭ niemca, kab adpuściŭ dadomu, bo tam dzieci, ich pakarmić treba. Jon urešcie zabraŭ u jaje toj koš, daŭ joj vyśpiatka pad zad tak, što ledźvie nie raściahnułasia na darozie. Ale ŭsio ž jana, davolnaja, pabiehła da chaty.

Prybiehła, pasadziła dziaciej za stoł, pačała im supu nalivać. Zajšoŭ niemiec, adrazu streliŭ z parabeluma joj u hałavu. Jana ŭpała. Potym pačaŭ dziaciej stralać za stałom — pok-pok-pok-pok. Usich čatyroch. Potym ubačyŭ dziaciej na piečy. Tońku adrazu zastreliŭ, taja pačała valicca na Kolu. I toj pačaŭ valicca pad jaje ciažaram. Niemiec streliŭ u Kolu, ale nia trapiŭ, tolki vopratku kula prarezała. Kola ŭpaŭ i lažyć, maŭčyć. Niemiec tady razrezaŭ siańnik, raścierušyŭ sałomu pa padłozie, z kufra ŭsio pavytrasaŭ, šukaŭ mo niešta kaštoŭnaje, potym čyrkanuŭ zapałkaj, kinuŭ jaje ŭ sałomu i pajšoŭ. Jašče z dvara prykładam pavybivaŭ šyby. Pavaliŭ dym. Kola vykaraskaŭsia z-pad Tońkinaha cieła, vybraŭsia na dvor, pahladzieŭ, što nikoha niama, zabieh za chleŭ i zakapaŭsia ŭ stoh siena. Tam lažaŭ, pakul ahoń da stoha nie dabraŭsia. Jak stoh pačaŭ hareć, a heta było ŭžo pad viečar, jon vylez sa stoha i pabieh u les. Niechta stralaŭ, ci pa im, ci nie pa im, ale jon prybieh u les i raskazaŭ usim, što bačyŭ.

Nienadoŭha ŭratavaŭsia. Za try dni da vyzvaleńnia jaho zabrali niemcy, zavieźli ŭ Babrujsk, i dzie jon dzieŭsia, nikomu nie viadoma.

Maci tady paviali razam ź inšymi babami. Jany jašče niekalki karoŭ hnali pad pryhladam. Jana pa darozie ŭciakła. Ale heta asobnaja historyja.

Tych, chto zastalisia ŭ vioscy, starych i małych, sahnali ŭ kałhasnaje humno na tym pasiołku, zakryli, zabili žerdkami i zapalili. I pra heta možna asobna raspaviadać.

A my zastalisia ŭ lesie. Siadzim, dumajem, što rabić. Vioski niama. Kudy padacca? A ŭ mianie j maci niama, nikoha niama. Chto byŭ z svajakoŭ, tyja ŭ inšym miescy chavalisia. Tut nichto nia svoj. Usie źbirajucca razychodzicca. Chto darosły, dy jašče mužyk, dyk tamu praściej. Jon i les viedaje i ŭvohule bolš viedaje. A žanki ź dziećmi? Što im rabić?

Vyrašyli, što ŭsim razam nielha, bo niemcy lohka znojduć pa śladach. Treba razychodzicca paasobku. Kali złoviać, dyk adnaho-dvuch, ale ž nia ŭsich.

I pačynajuć razychodzicca — chto kudy. A što mnie rabić? Maci sa mnoj pakinuła niapoŭny miašok žyta, sukonnuju samatkanuju koŭdru ŭ kletki i padušku.

Ivan biare tuju koŭdru i reža jaje na šeść častak, na šeść parcianak. Abuvajecca sam, abuvaje Vałodziu, syna, i dźvie parcianki addaje žoncy, Mani. Taja pahladzieła i kaža:

— Što ž ty robiš? Nielha!..

A ja pobač siadžu i ŭsio čuju.

— Nielha, — kaža jana, — pry žyvym dziciaci.

— Ničoha, — adkazvaje Ivan, — jaho ŭsio adno da ranicy ŭžo nia budzie. Nie dažyvie.

Jany abulisia, sabralisia i pajšli. Čamu mianie z saboj nia ŭziali? A navošta ja im treba? U samich charčoŭ na jaki tydzień. A mianie ž karmić treba. I ciahać z saboju. Tut sami nia viedajuć, kudy jści, što rabić... Padušku i miašok z žytam pakinuli, nie zabrali. Svajo žyta było, a kolki ž panieści možna.

Ja zastaŭsia. Ale treba ž i mnie kudy padavacca. Ja pajšoŭ za niejkaj žančynaj. Jana azirnułasia i kaža: “Vuń tudy z mužykom pajšli. Moža, tam ciabie prymuć”. Pakul ja pierabiraŭsia z adnaho śledu na druhi, usie źnikli, nikoha nie vidać. Ja j pajšoŭ niejkim śledam. Iści ciažka było. Śnieh hłyboki i rychły, pravalvajeśsia. Prajšoŭ mo jakich metraŭ dźvieście ci trysta. Ciamnieć pačało. Strašna stała. Šapku-vušanku naciahnuŭ, ruki ŭ rukavy schavaŭ, skukožyŭsia j sieŭ pad chvojkaj. Tak i prasiadzieŭ usiu noč.

Pavinien byŭ zamierznuć. Ale ž Boh nia daŭ.

Stała raźvidnieć. Baču, biažyć pa lesie susiedka naša Chryścina ź dźviuma dziaŭčynkami svaimi. Ubačyła mianie, až spužałasia. Padyšła bližej, zavojkała:

— Ustavaj!

A ja ŭžo ŭstać nie mahu. Jana za kaŭnier padniała. Ščoki pacierła, ruki pacierła, pavadziła za ruku vakoł sasny. Ja niejak raschadziŭsia. A jana ŭsio nakazvaje:

— Nia stoj! Prysiadaj, chadzi...

Ja tak chadžu i chadžu. A jana raspaliła ahoń, dastała kaciałok, nabrała ŭ jaho śniehu, pastaviła na ahoń, zakipiaciła, dastała z torby žyta, kinuła žmieniu ci dźvie ŭ kaciałok. Zvaryła, dała mnie pajeści, dačok pakarmiła, sama trochi źjeła. Łyžka adna była, dyk my siorbali pa čarzie.

Ja kala ahniu adahreŭsia, pajeŭ haračaha, — užo j paviesialeŭ. Chryścina pahladzieła, adviarnułasia dyj kaža sama sabie:

— Voś, Boža moj, Boža! Heta ž treba, kab pamierła, a jano žyvie.

Paviarnułasia da mianie dy kaža:

— Nu što ž, dzicia, ty ž nam nia treba. Pojdziem my. A ty jdzi voś pa hetym śledzie. Tam buduć mužčyny. Moža, jany tabie jak dapamohuć.

Zabrała dačok dy pajšła pa lesie. A ja pajšoŭ tudy, kudy jana pakazała. Prajšoŭ jakich metraŭ mo trysta, dalej roznyja ślady stali pierasiakacca. Ludziej šmat chadziła pa lesie. I ŭprava, i ŭleva, dzie ŭzad, dzie ŭpierad, i vialikija ślady, i małyja. Heta ž ja ciapier mahu ŭ śladach razabracca. A tady što ja tam bačyŭ — nu, u łapciach stupili, a ŭ jaki tam bok chto jšoŭ — Boh jaho viedaje. Ja pachadziŭ pa adnym śledzie, potym pierajšoŭ na druhi, nibyta toj samy... Pachadziŭ-pachadziŭ, iznoŭ sieŭ pad sasnu. Dyj chutka viečar nastupiŭ. Nia pomniu, nia viedaju, kolki ja siadzieŭ. Moža, pieranačavaŭ tak, moža nie. A potym... Chryścina pieradała dziadźku Ryhoru, što ja tam niedzie jašče nie zamiorz. A ŭ dziadźki niejki kaniok byŭ, jon i pryjechaŭ na hetaje miesca šukać.

Ja siadžu pad sasnoj na kukiškach, skaleŭ tak, što j padniacca nie mahu. Čuju, niechta kryčyć “Kola! Kola!..” Niechta kliča Kolu, a ja j nia dumaju, što heta mianie, siadžu. Pavaročvaju hałavu (a ruki-nohi ŭžo j nia słuchajucca), baču: z-za drevaŭ niechta jedzie čornym kańkom. Jedzie i kryčyć: “Kola!..” Ja pryhledzieŭsia, paznaŭ dziadźku, ale kryknuć nia moh. Jon mianie sam prykmieciŭ, padjechaŭ, łajacca pačaŭ: “Čaho ž ty nie adklikajeśsia?! Ja ciabie doŭha šukaju!” A ja siadžu i maŭču.

Jon mianie padniaŭ, raścior, prymusiŭ patupać tudy-siudy. Dastaŭ z-za pazuchi kavałak niejkaha blina, daŭ pahryźci dyj šparka pajechali.

Padjaždžajem da hrebli, kab pierajechać bałota i raptam čujem huł mašyny. A my siarod sienakosu na adkrytym miescy.

Jon chucieńka razvaročvaje kania, daje mnie ŭ ruki dubiec i kaža: “Hani, jak možaš, pa našym śledzie nazad!” A sam u druhi bok, u kusty pabieh. Ja pa tym kani dubca-dubca, dy što ž — ja nie kiravaŭ nikoli kaniom. Hety koń u niejkaha łazovaha kusta ŭlez, ubłytaŭsia tam i staić, niama kudy bolš biehčy. I ja siadžu na saniach, i koń čorny na kuście. A pa darozie mašyna jedzie. Ja jaje bačyŭ, a ci bačyli adtul mianie — Boh jaho viedaje. Nichto nie spyniŭsia, nia strelnuŭ. Moža j nie zaŭvažyli, bo ŭžo viečareła.

Potym dziadźka padbiahaje: “Aj-jaj-jaj! Nu ja ž tabie kazaŭ: pa śledzie jedź! A ty što zrabiŭ?.. Jany strelnuli b — ty ž by tut i zastaŭsia! I mianie b znajšli, zabili!” Ja siadžu, maŭču, bo što tut kazać.

Dziadźka dapamoh kaniu vybłytacca z kusta, prajechaŭ krychu, potym kania pad kust pastaviŭ, sam vyjšaŭ na darohu, pachadziŭ-pasłuchaŭ. Mašyny ŭžo nie čuvać, pajšła tudy ŭ bok Vosaŭ. Jon uskočyŭ u sani i dubcom pa kani.

Tolki my pierajaždžajem hreblu, užo źjaždžajem ź sienakosu ŭ kusty — i tut hetaja mašyna jedzie nazad. Jon hetamu kaniu jak naddaŭ i naprastki pa bałocie, nia hledziačy nijakich daroh. “My ž, — kaža, — darohu pierajechali, tam našy ślady zastalisia. Ubačać — biada budzie!”

Praŭda, mašyna jak išła, tak i pajšła, nie spyniłasia.

Pryvioz u svoj stan. Tam ciotka Stepa niešta varyła, sup niejki. Dy mo jakuju škvarku tudy kinuła. Smačny zdaŭsia mnie!..

Mianie z Tamaraj, ichniaj dačkoj, pakarmili, potym sami stali jeści. A ŭžo ściamnieła. Raptam čujem: šuch-šuch-šuch... Čałaviek niejki jdzie. Nie adtul, adkul my pryjechali, a z druhoha boku. Što za čałaviek? Moža, niemcy jakuju abłavu naładzili? I koń rasprežany, pryviazany da biarozy. Zaprahacca ŭžo niama kali. Jany što ŭ ruki schapili, dziaciej za ruki — i ŭciakać! I sup niedajedzieny zastaŭsia.

Dy kolki tam prabiažyš! Śnieh pa kalena i bałota niezamierzłaje. Dvaccać metraŭ prabiažyš i zadychajeśsia. Raptam čujem niejki sipły hołas: “Ludzi dobryja! Čakajcie!” Prysłuchalisia, nibyta žanočy hołas. Idzie, vyjšła na ahoń. Hladzim — adna žančyna. Nu, jak adna, to nia strašna. Varočajemsia. Žančyna padychodzić da ahniu, za biarozu abchapiłasia, staić. Dziadźka kaža: “Boža moj! Heta ž Ańcia!” Hladžu — sapraŭdy maci. A jana, jak snop, buch u śnieh. Lažyć i ŭstać nia moža, vymučyłasia.

Ryhor sa Stepaj jaje padniali, prynieśli ŭ budan. Tam nasłana było siena, pakłali na siena, nakryli. Prynieśli supu, ale jana j nia jeła.

I tolki nazaŭtra, ustaŭšy, abazvałasia: “Synok! Idzi siudy!” I pajšli my tady ź joju šukać svajo.

Pryjšli na raniejšaje miesca. Tam toj miašok z žytam stajaŭ i paduška lažała. Paduška taja j ciapier sa mnoj. Nasypku, zdajecca, pamianiali ŭžo, i pierja dabaŭlali, ale paduška taja.

Pajšli ŭ viosku, raskapali papiališča, dzie sklep stajaŭ, znajšli piečanuju bulbu. Źvierchu jana zusim zhareła, a źnizu tolki śpiakłasia. Šče j nie pramierzła.

Nakapali toj bulby i pajšli na Rudniu žyć. Tam i dažyli da vyratavańnia ŭ Hanny Cimašychi.

...Ź Ivanam Juzikavym my sustrakalisia zatym časta. Ja pra ŭsio heta nikomu nie kazaŭ. Było niejkaje adčuvańnie niajomkaści...

Kali baćku zabrali, heta ž było za jakija dva miesiacy da vajny, dyk ja byŭ synam voraha narodu. Mianie heta niejak zaciskała. Ja ŭvieś čas čakaŭ niejkich paprokaŭ, kołkaściaŭ, kpinaŭ. Tamu byŭ niehavarki.

A ź Ivanam sustrakalisia časta. Byli niejkija zastolli, kudy źjaždžalisia svaje. Ja ž byŭ mały jašče, za stałom nie siadzieŭ. Na piečy siadzieŭ ci ŭ jakim kutku ź inšymi dziećmi.

Na moj toj rozum, dyk ja j nia vielmi zrazumieŭ, što adbyłosia. Vajna była — tam usio było nia tak, jak treba. Uražańniaŭ štodzień chapała. Ja pra toje i nie ŭspaminaŭ. Maciery, praŭda, skazaŭ, što dziadźka Ivan koŭdru padraŭ na parcianki...

Jaho pavodziny, jak ja ich ciapier razumieju, vydavali, što jon pomnić toje i jaho heta hniacie. Jon byŭ pry sustrečach sa mnoju niejki naściarožany. Ja adčuvaŭ niešta niepryjaznaje ź jahonaha boku. A jon, mabyć, mianie prosta saromieŭsia. Jamu było niaŭtulna z taho, što ja mahu pra heta niekamu skazać. Dyj navat nie skazać. Zaŭsiody niajomka adčuvaješ siabie pobač z čałaviekam, jakomu niečym zavinavaciŭsia. Jon amal nikoli nie dabyvaŭ da kanca haściej, pry mnie prynamsi. Pryjedzie, kolki čarak pierakulić i — dadomu.

Mabyć, usio ž ja nie davaŭ jamu spakojna žyć. Voś kab ja pamior, zamiorz, dyk heta było b pa praviłach. I jon by spakojna žyŭ dalej. A ja parušyŭ praviły — nie zamiorz, vyžyŭ. Pavinien byŭ pamierci, a žyvu. I tym, što žyvu, nie daju jamu zabyć. Niejak niadobra ja rabiŭ u dačynieńni da jaho, što žyŭ, ja byŭ vinavaty hetym pierad im. Ale ž čym ja moh jamu dapamahčy?..»

 

 

Mikałaj — moj brat. Mnie nakanavana było źjavicca na śviet paśla vajny, bo baćka niejkim cudam viarnuŭsia dadomu i z hod pažyŭ.

Doŭha dumaŭ, paminać tut sapraŭdnaje proźvišča Ivana ci nie. Usio ž čałavieka ŭžo niama na hetym śviecie, adkaz pierad Boham trymaje, što jamu ludzki sud?

Ale ž kali praŭda, dyk niachaj budzie ŭsia. Heta nia tvor Bykava, heta dakument. Chacia i ŭ Bykava amal ničoha nia vydumana, akramia proźviščaŭ.

Raskazanaje bratam — tolki častka paŭtarahadovaj vajennaj historyi vioski. Šmat inšaha ja čuŭ ad niabožčycy-maci.

Adnojčy jana paviedała mnie pra toje, jak u jaje chacie dvuch partyzanaŭ prymali ŭ kamsamoł. Adnaho niadoŭha ŭhavorvali, druhi ž kateharyčna admaŭlaŭsia napisać zajavu. Pierakonvali doŭha i ŭparta, ale chłopiec nie zdavaŭsia (maci i proźvišča jahonaje zapomniła: Pałaniejčyk; mo, jakim svajakom byŭ kamandziru susiedniaha atrada). U chatu zajšoŭ kamandzir z pytańniem, čaho jany tut siadziać.

— Voś hety nia choča pisać zajavy!

— Što, had?! — aščeryŭsia kamandzir. — Chočaš zdacca niemcam, jak pryjduć?

— Nie, — adkazaŭ junak. — Niemcam ja nie źbirajusia zdavacca. Ale zajavy nie napišu.

— Nie napiša, — rasstralać! — hyrknuŭ kamandzir i pajšoŭ.

— Pišy! — kinuŭ niechta chłopcu. Što tam było, maci nia bačyła, bo jana niešta šyła ŭ druhoj pałovie chaty, adździelenaj firankaj. Niejki davoli praciahły čas było maŭčańnie. Zatym niechta skazaŭ:

— Nu, tady chadziem!..

Dalejšaha maci nia viedaje. Raspytvać bajałasia: zanadta cikaŭnyja tady niadoŭha žyli. A chłopca taho bolš nikoli nia bačyła...

Kali maci raskazała mnie hetuju historyju, to, pahladzieŭšy na moj źbiantežany tvar, raptam spachapiłasia:

— Synku! Ty chacia nikomu pra heta nie raskazvaj!

Naturalna, źbiantežycca było ad čaho: saviecki vychavaniec, ja ličyŭ, što pryniaćcie ŭ partyju i adpaviedna ŭ kamsamoł było tady honaram dla kožnaha vajskoŭca ci partyzana. A tut vyśviatlajecca, što zahaniali pad kulami.

Šmat čaho jašče toić niavykazanaja historyja maleńkaj vioski, jakaja adradziłasia paśla vajny i jakuju zatym daźniščyła savieckaja ŭłada. Pryjdzie čas raspavieści pra ŭsio...

Zapisaŭ Michaś Bułavacki


Čytajcie taksama:

Kamientary da artykuła