Krymskaja elehija
Kali niaścierpna piače sonca, nievialički plaž Simieizu zatłumleny darešty, mora raptam usio zaciahnuła niejkimi vodaraściami j meduzami, a naha raz-poraz vykopvaje z kamianioŭ niedakurki j abhortki ad maroziva, my ź siabroŭkaju vyrašajem źmianić abstanoŭku dy pajechać na dzień u Jałtu — kolišniuju “ŭsiesajuznuju zdraŭnicu” i, badaj, samaje viadomaje na Zachadzie krymskaje miesta.
Stareńkija vulicy vielmi nahadvajuć Simfieropal, a navat i kijeŭski Padoł: staradaŭnija brukavanki, śpioka, vuzkija źvilistyja vulicy dy załatyja kupały cerkvaŭ. Hetkija ž paŭsiudnyja McDonalds'y z adnolkavymi “MkFłuri”, “Morozivo Rižok” dy “Čikien MkNahiets 9 šmatočkiv”. Leninskaja nabiarežnaja, niby brytanski Brajtan, na šmatludnych plažach zaharajuć top-less i kałamuciać vadu maskoŭskija dziaŭčatki. Nabyvajem turystyčnuju mapu Jałty j adrazu ž zaŭvažajem na joj vulicu Bahdanoviča i paznačeńnie taho miesca, dzie paeta adpačyvaŭ u hatelčyku ŭ 1909 h. Dabiracca daloka: śpiarša treba jechać kolki prypynkaŭ na ržavym tralejbusie, potym uzdymacca vułkami jašče mo z paŭhadziny. Pa darozie možna naviedać dom-muzej Čechava, dzie akularnyja panny z prydychańniem i pašanaju raspaviadajuć pra Antona Pałyča j jahonych znakamitych haściej — Horkaha, Rachmaninava dy Šalapina. A vašyja niaŭrymślivyja podumki ŭžo na kilametar vyšej za słavutuju Biełuju daču.
Biantežyć u hetym mieście sucelnaja adsutnaść šyldaŭ z nazvami vulic — niajnačaj hetak zachavany kalaryt čechaŭskaje pary. Narešcie apynajemsia na niejkim brudnym źvilistym zavułku. Prachodzim tudy j nazad — anivodnaje zhadki pra Maksima nie vidać. Peŭna, pamylilisia. Zapytvajem u vypadkovaj kabiety, jak zaviecca vulica, i čujem u adkaz: “Bahdanoviča, a vam kaho treba?” Tchnie cybulaju j kisłaj kapustaj, švendajucca kudłatyja sabaki, haniajuć špulak murzatyja padšyvancy. Potym zaŭvažaješ maleńkuju ściežku pamiž hłuchoj ścianoj i śmiećcievymi bakami, jakaja viadzie va ŭtulny dvoryk, dzie sapraŭdy pryhoža zachavałasia sparuda byłoj haścinicy. Na mury — memaryjalnaja doška: “Tut adpačyvaŭ biełaruski paet”. Sochnie bializna na viaroŭkach, na schodach hulajucca dzieci, u adnym z voknaŭ halokaje niejkaja maładzica...
Niedaloka ad vulicy Bahdanoviča niakidki ŭvachod na vializnyja staryja kłady. Nasustrač vychodzić mahutny achoŭnik z sabakam. Jon raspaviadaje, što mohiłki staryja, što tut pachavany “navat Birukoŭ”. Adrazu zhadvajecca čytanaje ŭ Arłova “da mahiły niejkaha Birukova” i robicca jasna, što my tam, dzie treba. Alejaŭ šmat. Chodzim, chodzim. Raptam pobač sa schodami zaŭvažajem słupok, na jakim brunatnaju farbaju vyviedziena “Bahdanovič” i namalavanaja strełka. “Arłoŭ”, — znoŭ milhaje ŭ hałavie, i praz kolki sekundaŭ my staim la mahiły Maksima. Naŭkoła hajučy spakoj i ciepłynia. Nad pomnikam źvisaje jałovy łapik, na jakim umacavanyja bieł-čyrvona-bieły pasok i srebnaja vyjava Pahoni.
Adčuvajecca addalenaść i samotnaść, a razam z tym — uzdym i pačućcio strymanaje vieličy j hodnaści. Nia tak i šmat siudy prychodzić pilihrymaŭ, tamu adčuvaješ siabie adnym z abranych. Pakidajem vianočak, čytajem malitvu i zhadvajem vieršy Bahdanoviča. Ci varta było b pieravieźci pareštki paeta ŭ Miensk? Kali pryjšoŭ siudy sam, dyk dumaješ, što nie — nia varta.
...Pasažyry viečarovaha aŭtobusa ź cikavaściu prysłuchoŭvajucca da našaj biełaruskaje movy. Nietutejšaja, ale amal zrazumiełaja. Mo słavaki jakija ci čechi?..
Vital Stachijevič
Kamientary