Z redakcyjnaje pošty
Našy ŭ horadzie
Adklikajusia na rubryku «Našy ŭ horadzie». Moj adras – bar «Drukar» u Miensku, na płoščy Jakuba Kołasa. Ci to blizkaść hetaj ustanovy da zaŭsiodnaha miesca zboru mitynhoŭcaŭ, ci to žadańnie zrabić svaju kaviarniu jak maha bolš adpaviednaj biełaruskaj naźvie, ci jakaja jašče pryčyna, ale što takoje «filižanka kavy» tut viedajuć. I navat mohuć adkazać «Kali łaska». Akramia hetaha, u «Drukara» jość jašče adna zahadkavaja asablivaść. Ni ŭ vodnym inšym bary asabista ja nie sustrakaŭ takich pryhožych klijentak. Jak fotamadelki — vysokija, strojnyja, zaharełyja, z zavabnymi vačyma. I čaściej za ŭsio biez kavaleraŭ. Moža niedzie pablizu j sapraŭdy znachodzicca jakoje reklamnaje ahiencva, a moža j nie reklamnaje... A moža pryhažuni taksama šanujuć rodnuju movu. Zajdzicie niejak uviečary ŭ «Drukar» i pierakanajciesia ŭ praŭdzivaści maich słovaŭ.
Uładzik ź Miensku
***
Dałučajusia da rubryki Źmitra Bartosika «Našy ŭ horadzie» i vykładu svoj pohlad na prablemu, akaličnaści, umovy j vynik užyvańnia biełaruskaje movy pryvatnymi asobami ŭ hramadzkich miescach u Biełarusi ŭ lipieni 2000 h., a taksama — paspalitavańnie ŭ biełaruskaj movie asobaŭ biełaruskamoŭnych pamižsobku, naviazańnie kantaktaŭ pa-biełarusku ź inšamoŭnym spadarstvam (vypadak byłych viaskovych žycharoŭ u Miensku).
Žyvučy ŭ Biełarusi, niemahčyma nie spatyknucca, nie pačuć biełaruskaje movy. Mova žyvie ŭ hałovach mienčukoŭ-biełarusaŭ (bo ŭ horadzie asialiłasia j bahata ludziej ź inšych krajoŭ) na roŭni instynktaŭ, samazachavańnia. Heta dobra vidać, kali miančuk-biełarus addadzieny emocyi, kali lamantuje, kryčyć «hvałt». Zirnicie na znajomych, na siabie: u niastačy my šukajem, dzie zarabić, uziać hrošy. Badaj, hetaje słova «hrošy» pajadnała b kali nas usich, roznamoŭnych dy j niamych lićvinaŭ sa ščyrymi biełarusami taksama. Šykoŭnaje słova, jakoje j treba vučycca vymaŭlać hodna — kali bolšaść u nas, spadarstva, zarablaje tyja hrošy štodnia svaim rozumam, racyjaj, chitrykami, rukami, karkam, kryvioju ci niaspańniem pa načoch.
Zarablajučy hrošy, my štodnia ich i raschodujem. Ale ŭ kramie ci ŭ šynku śviadomaść balšyni nakiravanaja, naturalnym čynam, na prydbańnie nieabchodnaha ci na atrymańnie pryjemnaha, mała zdarovych sapraŭdy ludziej, chto refleksavaŭ by svaju movu j vymovu ŭ dyjalohu z handlarkaju ci tym šynkarom. Pačynaješ rabić toje tolki tady, kali ŭžo tolki pa-rasiejsku jak śled, hładka nia ŭmieješ. Kali ž tvoj handlar, šynkar, karčmar ci milicyjant z bratam svaim palicyjantam nie razumiejuć tvaich słovaŭ, paŭtaraješ zachady, pierabirajučy ŭ hałavie ŭsie prydatnyja synonimy («šklanku harbaty, kali łaska» — «harbaty porcyju, kali łaska» — «adnu harbatu, kali łaska» — «šklanku «Dyłmach», kali łaska» — «adnu porcyju «Dyłmach», kali łaska»). Patychaje dzivactvam, schalastykaj i, mo chto jašče dadaść, ździekam z movy. A ja nia budu zvažać na heta, jak i na jakuju nehatyŭnuju reakcyju maich surazmoŭcaŭ — nie maja sprava vyklikać na ichnych tvarach pryjaznyja ŭśmieški svajoju movaju («jak Vy pryhoža havarycie», «Vy, musić, na fiłfaku vučyciesia», «dobra, što Vy tak pa-biełarusku, tre, kab bolej tak»), bo hetaja ŭśmieška ŭ kramnikaŭ i milicyi (!!!) pavinna być prafesijnaju. Ja chiba što kažu «dziakuj», kali niečakana svaimi biełaruskimi słovami dastaju źnižku ŭ handlaroŭ (pieršy pavierch HUMu, krama ad pravaha boku, dzie pradajuć kasety j kružełki) ci kali paźbiahaju spahnańnia štrafu (elektryčka Miensk—Maładečna). Ale ŭ kožnym razie mnie ž nichto nie pavinien rabić tych źnižak, a mnie naležyć nabyvać bilet, jak naležyć jaho nabyvać usim biełarusam, što karystajucca dziaržaŭnym transpartam — jak naležyć biełarusam ź dziaržavy Respubliki Biełaruś karystacca biełaruskaj movaj, dziaržaŭnaj movaj. Praciah skazu nia jdzie. Spynimsia tut i vierniemsia da pačatku.
Čamu paviałosia tak, što, prykładam, šanoŭny čytač «Našaj Nivy» spadar Vitaŭt ź Miensku kaža pra marnaść pieravychoŭvańnia ahresiŭnych hamadryłaŭ, što varoža biaruć biełaruskuju movu, dy nahadvaje j padaje padziejaŭ, što «mova tym časam nikudy nie padzieniecca j nie zahinie», adyli ja, prychodziačy ŭ kramu, šukaju zrazumiełyja synonimy niaŭciamnym handlaram? Spadar Vitaŭt, musibyć, žartuje ci pravakuje, kali kaža, što my prychodzim u restaracyju jeści, a nia mitynh čynić. Tak, jeści, ale ž i pierakinucca słovam ci, kali treba, daznacca ŭsich plotak ad siabroŭki, sustrecca z chłopcam. I biedavać, što ŭ adkaz jašče nie pačuješ, jak maje być, biełaruskaje movy ci ź nieviadomych pryčynaŭ rabić zamovu na jakoj inšaj movie samoj — heta niejkaje hłupstva, bo dobry kielner musić viedać, spadarstva, bahata słovaŭ z roznych movaŭ (praca ŭ jaho hetkaja, dy j pakul ža ž pryjaždžajuć u našuju krainu hości —niemcy, anhielcy, movy hetyja ž vučać spradvieku ŭ škołkach). Adzinaje chiba što kielneru pryjdziecca nachilicca j prysłuchacca našaje zamovy ŭvažliviej, nam ža nia hrech paŭtaryć druhim razam, ale z hodnaściu, spadary, z hodnaściu i nia treba havaryć hołasam cišejšym, čym my štodnia razmaŭlajem, prykładam, sa svajoju radzinaj. Pamiatajcie, što naprykancy Vy pakidajecie hrošy, što Vy nie prajdziśviet, što Vy možacie patrabavać hodnaha da siabie staŭleńnia tolki svajoju hodnaj pastavaj, hodnaju vymovaju svaje biełaruskaje movy.
Pišu hetyja radki i pradčuvaju ŭśmiešku spadara Vitaŭta, čałavieka ŭdvaja starejšaha za mianie, što ŭ hady svajho bajavoha junactva mieŭsia pieravychoŭvać surazmoŭcaŭ dy prabić ścianu varožaści, dy pryjšoŭ da dumki nie pakładać na hetuju spravu hierojaŭ ułasnaha zdaroŭja i nervaŭ. Spadarstva! U vypadku, kali paspalitavańnie ŭ biełaruskaj movie jakim bokam škodzić Vašamu zdaroŭju ci psuje nervy, maŭčycie ci havarycie ŭ inšaj movie, bo stać hierojem mahčyma i padpisaŭšy chacia adnaho svajho siabra na «Našu Nivu», «Navinki» ci «Arche». Kažučy pra škodu zdaroŭju, nia maju namieru pakieplivać, bo maju prykład ułasnaje matuli, što, jak pierabrałasia ŭ siamju muža, musiła pierachodzić u haradzkuju, staličnuju trasianku, bo dla mužavaj radziny vioska atajasamlivałasia ź dziareŭniaj. Mabyć, nikomu ź siońniašnich saraka-sarakapiacihadovych nie davodziłasia, praŭdzivym čynam, samachoć tolki pierachodzić u inšuju movu, jakaja, zvanaja rasiejskaj (russkim jazykom), rabiłasia na inšych vusnach tutejšaj trasiankaju, jakuju mahčyma abiarnuć na praŭdzivuju dychtoŭnuju movu, kali trochi raźjušyć staličnaha biełarusa — łajanka, jana ź biełaruskimi słovami budzie sakaŭniejšaj.
Kaliści ŭ časy svajho bajavoha vieku na pytańnie «čamu pa-biełarusku?» ci «što ty maješ, supraćpastaŭlajučy siabie śvietu?», adkazvała, što maju biaździetnaha dziadźku, stryječnaha brata baćki, jaki za majo starańnie, paśladoŭnuju biełaruskaść i dobruju vučobu (pry žadańni dabaŭlałasia, što i za najaŭnaściu biełaruskamoŭnaha chłopca) pakidaje mnie spadčynu. Kazała — i vieryli. Heta niebłahaja hulnia, kali jašče j paśla skazać cikaŭnamu surazmoŭcu, što nijakaha dziadźki niama, bo heta žart usio — śmiajucca ŭsie, pytańniaŭ durnych bolej nie zadajuć, ale pačynajuć čamuści ličyć paśla zucham, razumnaj dzieŭkaj. Kali razvažać dalej, dyk zdajecca, što ŭ takim padmanie jość štości navat čaroŭnaje, niejkaja navat ekzystencyjnaja chłuśnia, padman, jaki daje vyjhrać čas, za jaki treba ŭstalić svaju siamju, vyhadavać dzieci, papiarednie, mahčyma, i naviarnuŭšy ŭ svaju movu jakoha duža haradzkoha chłopca. Adyli hetaja hulnia z ujaŭnym padmanam surazmoŭcy nia ciešyć mianie apošnija try hady i padajecca naturalnymi pavodzinami nia bolej, čym zamaŭleńnie spadarom Vitaŭtam «čašiečki kofie», jak padajecca nienaturalnym užo spadaru Vitaŭtu nastroj biełarusavańnia Źmitra Bartosika, kali adzin stały spadar parajvaje maładziejšamu pakaštavać stravy «Rośsija vas nie zabudiet» — dychtoŭny prykład, jak svaracca vyšlachietny biełarus (našto pakazvać svaju biełuju kostku dy cieraz heta tolki stacca biełaj ptuškaj) ź niaŭrymślivym bardam (pašukać mo archietypu ŭ sprečcy Kupały z Łastoŭskim?). Mo heta prykmieta, što čas majho bajavoha junactva z padściobvańniem aficyjantaŭ i kramaroŭ minuŭ, ale da paćvielvańnia adnadumcaŭ i ŭniknieńnia svaich žadańniaŭ (nie pišu dumak, bo, kab zamović kavy, paŭtaryŭšy kielneru «kali łaska, kavy», kali toj spužaŭsia słova «filižanka», a Vy nie skazali «kubačak», dumać bahata nia treba, jak i nie abaviazkova być usiaviednym, kab havaryć pa-biełarusku) dy prychavańnia žadańniaŭ napieradzie maju dvaccać hadoŭ (sp. Vitaŭtu — 39).
Kaniečnie, zaŭsiody lahčej kapylić svoj «biełaruski nos», kali maješ kišeniu hrošaj ci jakoha zamožnaha dziadźku. Ale, padobna, što ŭ hetym śviecie niemahčyma čaho patrabavać ci šukać, nia mieŭšy svajoj ułasnaj pretenzii, svaich uzoraŭ pavodzinaŭ, svajoj, urešcie, alternatyvy, jakoj i treba trymacca ŭžo ž i śviadoma j paśladoŭna.
Z pavahaju,
Ała Sidarovič, 20 hadoŭ, Miensk
R.S. Spadarstva, chiba ciažka, pieradajučy paviedamleńni cieraz pejdžynhavuju suviaź, rabić heta pa-biełarusku? Nia treba ŭščuvać niepiśmiennych telefanistak za niaviedańnie movy — dyktujcie pa składoch dy ŭžo i biez karotkaha «ŭ» ci ekanomcie čas i nabiarycie numar kampanii druhim razam, mo patrapicie na bolš uciamnuju dziaŭčynu.
Nie čužomu ž kamu pieradajacie.
Kamientary