Archiŭ

Natałka Babina. Bośnija i Hiercahavina, abo Eŭropa vialikich faraonaŭ

№ 51 (208), 18 — 26 śniežnia 2000 h.


 Natałka Babina

Bośnija i Hiercahavina,
abo Eŭropa vialikich faraonaŭ

 

“Viadoma, ja tłustaja. Jakoj jašče maju być, naradziŭšy piaciora dziaciej? Jasna, nia Tvihi! I niama čaho mnie pra heta lišni raz nahadvać, — razdražniona dumała ja, čaplajučy na nos soniečnyja akulary i adhortvajučy staronki. — Jašče b prapanavaŭ na dyjetu sieści! Nie prapanuje, viedaje, što nia siadu”.

Raptoŭna, jak i zaviałasia, ja supakoiłasia. Piatnaccać hadoŭ razam! Heta supakojvaje, navat kali muž ranicaj skaža, što ŭ ciabie tłustaja śpina. Zaraz mužava hałava (nia tłustaja) vidniełasia niedzie la dalahladu, amal tam, dzie źlivalisia Adryjatyčnaje mora i nieba. Piaciora dziaciej ź viskatam hulali ŭ beryka — marskoha, nakolki ja razumieła. A ja čytała.

“U cary Ehiptu, — zvyčna pierakładała ja francuskija słovy, adrazu vystrojvajučy ich pavodle praviłaŭ biełaruskaj movy, — boskaja i čałaviečaja sutnaści źlilisia ŭ niepaŭtornuju asabistaść, u vobraz cyvilizacyi, jakaja praisnavała niekalki tysiačahodździaŭ. Davajcie ž vypravimsia ŭ vandroŭku i adkryjem ich śviet. Davajcie ŭšanujem pamiać faraonaŭ Ehiptu i adkryjem dla siabie adnu z najvialikšych staražytnych cyvilizacyjaŭ, jakaja pradstanie pierad našym začaravanym pozirkam”.

Ja źniała akulary i paciorła pieranośsie. Niešta pieraškadžała zasiarodzicca. Niaŭžo hetaja niedarečnaja, ale absalutna nie złaŭmysnaja zaŭvaha muža?

My viedali adzin adnaho sa škoły. Adnojčy ŭ treciaj klasie ja śpisała ŭ jaho raŭnańnie na kantrolnaj — mabyć, z hetaha momantu treba adličvać pačatak našaha siabroŭstva. Siabroŭstva dziŭnaha, jakoje ź planetaryju ŭ parku Horkaha i koŭzanki la mahazynu “Elektronika”, hetych nieabchodnych atrybutaŭ mienskaha malenstva, płaŭna pieraciakło ŭ biestałkovaje junactva, što raźviało nas u roznyja baki, kab potym znoŭ źvieści ŭ čas, ciažki dla abaich. Pažanilisia my, suprać voli jaho i maich baćkoŭ, kali ja čakała dzicia — i nie ad jaho. Jon ža na tuju paru mieŭ niepryjemnaści — nastolki ž naturalnyja dla maładoha mužčyny, jak ciažarnaść naturalnaja dla maładoj žančyny. Maja fraza hučyć tajamniča i dvuchsensoŭna, a ŭsio było vielmi prosta: jaho dastavaŭ KHB. Kaho ŭ tyja časy nie dastavaŭ KHB! Sakurśnik Źmitra, chłopiec, jaki jaho załažyŭ, jakraz i byŭ baćkam majho majučaha naradzicca dziciaci.

U nas sa Źmitrom nie było prycirki. Abciorlisia my adzin ab adnaho raniej, za siem hadoŭ vučoby ŭ škole. Z taho momantu, kali stali žyć razam, skončyłasia biestałkovaje junactva.

Pad haračuju ruku ja, byvała, paprakała Źmitra roznymi ŭjaŭnymi i realnymi jaho hrachami. Jon nikoli nia tycnuŭ mnie maim pieršyncam i tym, što było da šlubu. Z taho samaha času, kali na śviet źjaviłasia Juhasia, jon staviŭsia da jaje tak piaščotna, jak tolki moža baćka stavicca da vielmi kachanaha dziciaci.

Da treciaha dziciaci ja pracavała. Admysłova najmała niańku, a sama pisała buhaltarskija prahramy na zamovy roznych firmaŭ. Kruciłasia, jak treska ŭ pałoncy. I prykładna z tym samym vynikam. Adnojčy ŭ adnoj paŭlehalnaj firmačcy mnie zakazali raspracoŭku poŭnaha pakietu prahramnaha zabieśpiačeńnia — vielmi terminova i vielmi doraha. Kali ja pryniesła svaju pracu, ustalavała i navučyła persanał karystacca, dyrektar, jasna hledziačy mnie ŭ vočy, skazaŭ, što sytuacyja pamianiałasia i jon nia moža zapłacić mnie tak, jak my damaŭlalisia. A moža — u dziesiać razoŭ mieniej.

Doma, adčyniŭšy dźviery, ja pabačyła: niańka na kuchni pałudnuje razam sa svajoj dačkoj, jakaja prychodziła z matkaj z nahody kanikułaŭ, a maje padšyvancy, sami saboju, zajmalisia ŭ svaim pakoi i vybiehli mnie nasustrač, pierapeckanyja šminkaj.

Plunuŭšy i raścioršy, ja nahnała niańku razam ź jaje dačkoj, vykinuła ŭ śmietnik zvarany joju pałudzień, vypiła kavy, źjeła chleba z masłam i admyła dziaciej ad kasmetyki. Zapłaciła adnamu chłapcu z toj firmački, kab jon zaparoŭ usio, što ja nastvarała, u hamancy zastałosia try zubry, dva zajcy i vaviorka, a taksama praściradły roznakalarovych vizytovak...

Majo rašeńnie pakinuć pracu było dla Źmitra šturškom, strełam startavaha pistaleta, dazvołam na vyjezd. Jon pakinuŭ zavod i zaniaŭsia prodažam vazonaŭ. Akazałasia, z prodažu chatnich kvietak u Biełarusi možna žyć.

Davoli chutka my kupili dom u Sielhaspasiołku, i tut, u nietrach staroha Miensku, siarod višniovych sadoŭ, sabak, šynamantažoŭ i benzakalonak, łaźniaŭ, vierbaŭ, katedžaŭ, što vydajuć na baptysckija malelnyja damy, kala rezydencyi indyjskaha pasła, unijackaj parafii śviatoha Jazepa i hurtovaha bazaru słaniečnikavych siemak, tak chutka, jak heta dazvoliła pryroda, źjavilisia na śviet jašče dvoje našych dziaciej.

Čym było majo žyćcio ŭ hetym viry?

Nie kvaktańniem nad siedałam, heta napeŭna. Kali adnojčy, nakryvajučy na stoł, paŭžartam ja skazała: “Dy ja ž idealnaja žančyna, u jakoj viačera zaŭsiody hatovaja a pałovie na siomuju!” — Źmicier adazvaŭsia całkam surjozna: “Niama žančyny, bolš dalokaj ad ideału, čym ty!” Ja dumaju, jon, jak zaŭždy, mieŭ racyju.

Nie čaradoj adnastajnych chatnich spravaŭ.

Nie pićciom biaskoncaj harbaty za biaskoncymi plotkami ź biaskoncymi siabroŭkami — u mianie prosta niama siabrovak.

Tady čym?

Jaki tajamničy sens aśviačaje ŭsio heta: brudnaje miesiva na listapadaŭskich vulicach, “Ikarusy” z partretami Puhačovaj u salonach, zadački za pieršuju-druhuju-treciuju klasy, banalnuju kulinaryju na Krapotkina, cyharetu štoviečar, jakuju z vychavaŭčych mierkavańniaŭ ja dazvalaju sabie tolki tady, kali ŭsia maja piaciorka mocna śpić? Što ja kładu dzieciam u rancy razam z kanapkami dla pierakusu, nalivaju ŭ kubki razam z ranišniaj kakavaju, zapuskaju ŭ serca mašyny razam z zapalnaj sumieśsiu, u toj čas, kali fary śvieciać praz noč, a dzień nastaje tolki naminalna?

Jaki niaŭłoŭny duch, jaki Boh chavajecca siarod natoŭpaŭ tłustych žančynaŭ, u kijoskach “Biełsajuzdruku”, u praśmiardziełych zalach aerobiki, u pyle nad scenaj Kupałaŭskaha? Jamu achviara — kantejnery rytualnych jajek na palicach kramaŭ pad Novy hod. Ale mnie, žančynie z tłustaj śpinaj, jon nia daść siabie pabačyć, až pakul nie zaciahnusia tłuščam z usich bakoŭ.

— Mama!

Ja padniała vočy i adruchova zažmuryłasia — Taraska, hulajučy, sypanuŭ mnie žmieniu piasku ŭ vočy. Jak ni starałasia, ja nie mahła ich raspluščyć. Da taho času, jak padbieh vyklikany z mora tata, ja ŭžo płakała kryvavymi (litaralna) ślaźmi, a dvoje małodšych, niahledziačy na maje ŭhavory, vyli.

Muž advioz mianie ŭ akruhovuju bolnicu, dzie z-pad paviek dastali niekalki malupasieńkich askiepačkaŭ škła, što akazalisia siarod piasčynak. Doktar nastojaŭ, kab ja chacia b na sutki zastałasia ŭ bolnicy. Ja nia vielmi i praciviłasia. Za dziaciej ja nie chvalavałasia: u hateli budzie dobry dohlad.

Na vočy mnie nałažyli paviazki-kuliski. Nieŭzabavie ŭ maju pałatu pryvieźli jašče niejkuju žančynu. Medsiastra skazała, što heta pažyłaja pani, jakoj vydalili kataraktu, i što jana peŭny čas prabudzie razam sa mnoj.

Kali ŭ vas jość hrošy, dyk aperacyja na kataraktu ŭ charvackaj bolnicy adbyvajecca tak, što praz hadzinu vy možacie iści dadomu. Kali z hrašyma horaj, vam pryjdziecca niejki čas pravieści ŭ bolnicy. Ale i ŭ hetym vypadku nia treba lažać sutki nieruchoma, jak heta patrabujecca ŭ nas.

Ležačy ŭ svaich paviazkach, jak u šorach, ja čuła, jak maja susiedka varušycca, uzdychaje, narešcie pytajecca:

— A chto tut?

Nia viedajučy, što adkazać, ja maŭčała.

— A chto tut, chalera jasnaja?

Ja zaśmiajałasia i padniała adnu kulisku, kab pabačyć svaju susiedku.

I jana sprabavała razhledzieć mianie starečym vyćviłym vokam. Była jana vielmi ŭ hadach, chudaja, čystaja, smuhlavaja, jak usie tut, u balničnym sinim chałacie.

— Vam nielha padymać paviazku! — zapratestavała ja. — Vy ž tolki pa aperacyi!

— Heta nia toje voka, zdarovaje, — adkazała jana. — Ty z čužoha kraju?

— Ale.

Staraja, apuściŭšy paviazku na voka, abmacvała koŭdru vakoł siabie, parenčy, tumbačku, ścianu. Namacaŭšy radyjo, uklučyła jaho:

O, Mariana!

Sładko śpiš ty, Mariana!

Mnie žal budiť tiebia,

Ja stanu ždať…

Sałodkija słovy rasiejskaj pieśni, sałodki hołas z dynamiku. Mabyć, pryvykła, kab radyjo było zaŭsiody ŭklučanaje.

— Hetuju pieśniu śpiavali žaŭniery, kali stajali ŭ nas u vioscy pa vajnie, — skazała staraja. — Ante pradavaŭ im aviečki.

— Pa jakoj vajnie? — pierapytała ja.

— Pa tamtoj, ź niemcami, — adkazała staraja. — U žaŭnieraŭ možna było brać łupiny — prychodź, abiraj bulbu ŭ takija vialikija čyhuny, a łušpajki možaš zabirać sabie. Pakul dzieci ŭ mianie dziaržava nie zabrała ŭ internat, ja ich tymi łupinami i karmiła. Dobra, što ich zabrali — tam i apranali, i vučyli. Tak i vyhadavalisia jany nie kala mianie.

Saško, apošni, ros užo sa mnoj. Jon naradziŭsia pozna, starejšyja byli ŭžo pa škole, ja dumała, u mianie skončyłasia na saročcy, ale ž na tabie, maješ — puza raście! Kinułasia da daktaroŭ — rabiecie abort, a jany kažuć — pozna, dzicio ŭžo vialikaje. Čaho ja ni rabiła: i z vyšyni skakała, až serca zachodziłasia, i ciažkoje varočała, i padpiarezvałasia mocna — aničoha nie dapamahło. Ot i naradziła. Chaty tady nie było, my ŭ aŭčarni žyli. Saško vielmi pryhožańki byŭ. Jak tam maja bratavaja kazała? “Pravilnyja rysy tvaru, pravilnyja rysy tvaru!”

— Čamu ž vy žyli ŭ aŭčarni?

— A raskidali našu chatu. Miažu tady ciahnuli. Skazali, nia možna, kab na miažy žyć, voś i raściahnuli. My tady nia tut žyli, a na poŭnačy, daloka, u harach kala voziera Bledna. Maja ziamla, moj pasah, zastałasia ŭ Hiercahavinie, a aŭčarnia akazałasia ŭ Charvatyi. Praŭda, za ziamlu nam troški spłacili. Dyk za tyja hrošy potym mała što nie zabili!

Doktar, spraktykavany da aŭtamatyzmu, ruchajučysia nastolki ž chutka, naskolki biasšumna, źjaviŭsia ŭ pałacie, kab zakapać mnie vočy i źniać paviazki, a staroj zrabić injekcyju pad pavieka, i prapaŭ. Staraja navat nie zrazumieła, što adbyłosia, tolki tvar jaje raptam staŭ razhublenym, i jana, pierarvaŭšysia na paŭsłovie, spytałasia:

— A što heta było?

— Heta doktar prychodziŭ, zrabiŭ vam... — ja nie mahła ŭspomnić, jak budzie pa-charvacku hetaje słova i skazała pa-polsku — zastrzyk.

— Ukoł? — zdahadałasia staraja. — Nie, nia ciažkaja aperacyja, mahu ŭsim kazać, kab tolki Boh daŭ dapamahło.

Jana pamaŭčała, ale ŭzbudžanaść z-za niazvykłych abstavin dy ad pryrody enerhičnaja natura patrabavali kali nia dziejańniaŭ, dyk choć słovaŭ. Staraja vidavočna była z tych, chto havoryć tady, kali choča, i pra toje, ab čym dumaje.

— Ja, miłaja pani, u žyćci nie lažała ŭ bolnicach, heta ŭpierša. I dzieci naradziła biaz bolnic... Pa Sašku miesca doŭha nie vychodziła, Ante vyklikaŭ doktara. Toj zrabiŭ mnie niejki ŭkoł, sieŭ u kutočku i pahladaje — to na ruku na hadzińnik, to na mianie, a to na aviečki.

Takaja kałatnieča tady była! Raz uzimku tre było jechać pa drovy praź miažu, u Bośniju, bo tam byŭ les. Sašku, musić, tady hady z try było. Pasadziła jaho na zapiečak, kab ciaplej — a my ŭ aŭčarni piečačku złažyli. Dała harochu dy dźvie skrynački, kab pierasypaŭ, i pajechali. A maroz! Jedu, a jak špary zojduć u paznohci — saskoču z sankaŭ dy biahu, kab sahrecca. A duša nie na miescy — jak tam mały ŭdoma sam, ci nia ŭlez kudy, ci nie zamierz — bo zimoj šerań sa ścienaŭ nia schodziła. A Ante i źleźci nia moh — tolki pakichikvaŭ dy horbiŭsia na sankach. Astma ŭ jaho była, usio žyćcio chvareŭ, praz toje i da Cita jaho nie zabrali...

— A čamu vy pa drovy jeździli zimoj? Čamu nia letam?

— Dyk za rakoju les byŭ, letam brodu nie było. Zimoj, jak lod stanie, to ŭžo i pa drovy ŭsie jeduć. A les nielha vysiakać. Dyk skradaješsia i ahladaješsia, kab laśnik dzie nia vyjšaŭ, piańki śviežyja śnieham prysypaješ, kab nie śviacili.

I voś toj raz ja ŭvaliłasia ŭ pałonku. Biahu, za ahłoblu ŭchapiŭšysia, dy płaču, bo choładna. Ažno vyskokvajuć z-za kupy na darohu hraničary. Ja dumała, jany buduć nas hanić, što praź miažu jedziem, a jany adrazu da Ante sihanulisia šukać hrošy — znali, što nam spłacili za ziamlu, dumali, što hrošy z saboj vozim, bo ŭ aŭčarni schavać niama dzie. Adzin kaža: davaj hrošy, a to zaraz zastrelu, skažu, što ŭciakaŭ.

A ja staju dumaju: chaj by, i praŭda, jaho zastrelili, jamu ŭsio adno nie žyćcio ź jaho ekzemaju dy astmaju, i mnie ad jaho nijakaj dapamohi. Tolki karmi, a pracavać nia moža. Ja i drovy rubaju, i za płuham sama chadžu. Ante ž svajo ćvierdzić: niama hrošaj, addali za pazyki. A toj hraničar kaža: nu, dyk malisia, Ante, bo zaraz tabie kaniec budzie — i strelbu padvodzić.

Ale, musić, Boh jaho strymaŭ. Apuściŭ jon strelbu, rukoj tolki machnuŭ. A druhi ŭžo kania vyprahaje — taki zakon byŭ, što kali praź miažu kaniom jedzieš dy złoviać, dyk kania zabirajuć.

Ja jak buchnu na kaleni, i ŭ lamant: prašu, malu napramiły Boh, kab tolki kania pakinuli. Bo jak biez kania?! Viasna pryjdzie — jak bieź jaho?! Jak drovy biez kania daciahnuć? A tapić ža niama čym, zamierźniem, dzicia zamierźnie!

Ale chiba ich umoliš? Toj, što strelbaj pałochaŭ, kaža: bačyš, Ante, jakaja ŭ ciabie baba, za ciabie nie prasiła, a za kania prosić. I pajšli sabie, i kania našaha paviali.

A ŭ Ante z taho ŭsiaho prystup staŭ. Pavaliŭsia jon, biedny, na drovy i rotam duch łović, až śsinieŭ. Što rabić? Uziałasia ja za ahłobli, dyj paciahnuła i sani, i drovy, i Ante. Dobra, što troški z hary było. Ciahnu voz, a adzieńnie na mnie źvinić, spadnica pa nahach bje — usio čysta lodam pakryłasia.

Dabralisia dadomu — ja pierš-napierš da akienca, pahladzieć, ci choć z Saškom usio dobra. Baču, siadzić na zapiečku, ihrajecca. Apuściłasia ja na pryzbu, adčuvaju, nia ŭstanu. Ale ž treba — Ante ŭsiaredzinu zavieści, zatapić, pieraapranucca.

Ciahnu Ante, tolki dźviery pryčyniła, a Saško z radaści da mianie jak kiniecca:

— Macinka, macinka!

Jaki niačysty duch mianie pad ruku vadziŭ! Pchnuła ja jaho ad siabie, kab pad nahami nie mataŭsia, nie pieraškadžaŭ baćku vieści. Jon upaŭ, dy, musić, paškodziŭ sabie što. Z taho dnia ŭ jaho staŭ raści horbik.

...Pasłuchaj, ty možaš zavić mnie chustku, vo tut jana, pad paduškaju?

Ja znajšła lohkuju žoŭcieńkuju chuścinu i zaviła staruju, zaviazaŭšy kancy pad padbarodździem. Ślapaja, u paviazkach na vačach, jana lažała na śpinie, vyciahnuŭšy ŭzdoŭž cieła chudyja ruki ź vialikimi dałoniami.

Uvajšła sanitarka, pažyłaja i spakojnaja, i spytałasia ŭ staroj, ci nie patrebnaja pani vutka.

— Davaj!

Troški paśla sanitarka pryniesła staroj viačeru. Staraja jeła z apetytam, jakoha ja ad jaje nie čakała, a kavałak chleba praciahnuła sanitarcy:

— Reštu adniasi nazad, mo kamu nie chapiła, dyk dasi.

Adrazu paśla viačery, pierachryściŭšysia i pamaliŭšysia, staraja zasnuła.

Chutka, jak zaŭždy na poŭdni, ściamnieła. Ja hladzieła ŭ vakno śviežapralečanymi vačyma. Unizie, pad haroj, bliščeła pad miesiacam mora — čornaja prorva, poŭnaja rybaŭ i pačvar. Bliščeła i hara: šmatlikija ahieńčyki lichtaroŭ i vokan, cuh aŭtamabilnych faraŭ na darozie. “O, Mariana, — kruciłasia ŭ hałavie. — Sładko śpiš ty, Mariana! Mnie žal budiť tiebia, ja stanu ždať…”


Kamientary

Ciapier čytajuć

Biełarusy na pieršym miescy ŭ rehijonie pa śmiarotnaści ad chvarob serca i sasudaŭ12

Biełarusy na pieršym miescy ŭ rehijonie pa śmiarotnaści ad chvarob serca i sasudaŭ

Usie naviny →
Usie naviny

U Francyi šaściarych hruzinaŭ asudzili za luboŭ da ruskaj kłasiki2

U Homieli piensijanier paŭstahodździa zachoŭvaŭ revalvier uzoru 1895 hoda. Na jaho danios syn5

«Lepš vykinuć, čym addać?» Fiermier pakazaŭ, jak vykidaje kłubnicy, i vyklikaŭ abureńnie17

«Ja 400 dalaraŭ addała, kab ich patrucić, a ludzi hadujuć!» Kim ludzi zamianiajuć katoŭ i sabak praz alerhiju

«Kitajanka» abiacała navučyć žychara Dobruša dobra zarablać. Ale zarabiła tolki sama

«Saŭdepaŭski adpačynak pa košcie piaci zorak u Turcyi». Biełaruska vyklikała dyskusiju, raskrytykavaŭšy sanatoryj na Naračy12

U Šumilinskim rajonie da škoły pryjšło miedźviedziania VIDEA1

Ofis Cichanoŭskaj: Pavodziny Charysavaj nielha apraŭdać ciskam34

Tramp zajaviŭ, što pahadnieńnie ZŠA ź Iranam płanujecca padpisać u niadzielu1

bolš čytanych navin
bolš łajkanych navin

Biełarusy na pieršym miescy ŭ rehijonie pa śmiarotnaści ad chvarob serca i sasudaŭ12

Biełarusy na pieršym miescy ŭ rehijonie pa śmiarotnaści ad chvarob serca i sasudaŭ

Hałoŭnaje
Usie naviny →

Zaŭvaha:

 

 

 

 

Zakryć Paviedamić