Uładzimier Sodal
Vuhielčyki z popiełu*
Daŭno viadoma: žytło čałavieka, miaścina, dzie jon žyvie, žyŭ, zaŭsiody nahadvajuć pra haspadara. Voś čamu z takoj cikavaściu spaznajom hetyja miaściny, asabliva kali łučacca ź imionami vydatnych ludziej. Niamała jašče takich miaścinaŭ, jakija lažać abłohaj, nie spaznanyja jak maje być. Adna ź ich Mihaŭka — kolišni falvarak Alaksandra Ŭłasava, pieršaha redaktara hazety «Naša Niva». Ale što my viedajem pra jahonaje žyćcio ŭ Mihaŭcy? Chiba tolki toje, što jon paśpieŭ napisać, zhadać u svaich uspaminach. I to z malenstva, pra malenstva. A bolej? A byli ž u jaho i susiedzi. Jak jany pamiatajuć Ułasava, što jany pamiatajuć?
Z takim voś kłopatam adnojčy ja i zavitaŭ u luby Ŭłasavu kut Mihaŭku, što pablizu Radaškavičaŭ pry vilenskim haścincy.
Viła Mihaŭka
Alaksandar Ułasaŭ zaŭsiody nazyvaŭ svoj falvarak na hišpanski ład — viłaj.
Viła... Hetaj nazvaju jon zaduryŭ hałavu i adnoj hamialčancy. Jana, kažuć, pryniała słova «viła» z vusnaŭ Ułasava za čystuju praŭdu. Kažuć, pakul jechała ŭ Mihaŭku, dyk usio dumała pra tuju viłu. Joj bačyłasia štoś ramantyčnaje, uźniosłaje... A pryjechała — ubačyła pačarnieły draŭlany šerańki falvaračak na pahorku pad viekavymi lipami z aharodami. Moŭčki zirnuła na svajho naračonaha: «A dzie ž taja viła?» Ułasaŭ zrazumieŭ hety pahlad, hučna, jak zvyčajna, zarahataŭ: «A čym nia viła? Tut ciša, prastor. Volnaje pavietra... Nichto nikoha nia honić u šyju... Chočaš pracuj, chočaš adpačyvaj. Sałoŭki śpiavajuć... Vuń unizie i ručainka hamonić... Tak što abžyvajsia, miłaja pani. Budź haspadyniaj, ładź haspadarku, jak tabie chočacca, jak žadajecca...»
Z haspadarom Mihaŭki ciažka było zasumavać.
Apantany adradžeńniem Biełarusi, jon pačuvaŭsia ŭpeŭniena i ščaśliva. Hetuju ŭpeŭnienaść adčuvała i jahonaja Mihaŭka. Kožny viedaŭ, što haspadar falvarku čałaviek vučony, daśviedčany, starajecca, kab dla prostaha ludu adčyniali škoły, vučyć, jak lepš vieści haspadarku, kab ź jaje mieć bolšuju karyść...
Na jahonaj siadzibie, zhadvajuć, była spartyŭnaja placoŭka: bum, leśvicy, chaduli, brusy dla raŭnavahi. Šanavaŭ jon i rovar. Na hetym rovary abjechaŭ ci nia ŭsiu Biełaruś. Šmat kaho navučaŭ jeździć na im. Ličyŭ, što sport — heta zdaroŭje.
«Dajcie ž, ja!»
(pavodle ŭspaminaŭ Michasia Šnejdara, susieda i śviedki žyćcia Ŭłasava)
Haspadar Mihaŭki mieŭ vałatoŭskuju siłu... Daŭniej, dzie nie było tartakoŭ, doški piłavali sami. Rabili vysokija kozły, siak-tak uściahvali na ich bierviano i vializnaju piłkaju piłavali jaho na doški: adzin pilščyk źnizu, a druhi źvierchu, idzie pa biervianie.
Nialohkaja heta była praca, ale ničoha — ludzi davali i joj rady.
Ot idzie raz Ułasaŭ... Až troje najmitaŭ źbirajucca piłavać bierviano, ale nijak nia mohuć uściahnuć toje bierviano na kozły. Dźmucca-tužacca, ale ničoha nie vychodzić. Toje palena ŭ ich nazad suniecca-kocicca. Tady Ŭłasaŭ i kaža im:
— Dajcie ž, ja!
I toje palena, jak piorka, uźlacieła na kozły. Tolki ŭłasaŭski vałatoŭski krekat recham adhuknuŭsia ŭ navakolli.
A jon i napraŭdu byŭ vołat. I jak usie vołaty — flehmatyčny, a dušy — najdabrejšaj. Rostu vyšej siaredniaha. Hruzny. A dałoni mieŭ — mo nie pavierycie — šyrokija, jak łapaty. Jaho adna dałania była, jak u zvyčajnaha hrešnaha dźvie razam składzienyja.
Mieŭ kłopat z abutkam i vopratkaj, asabliva z botami. Kupić ci pašyje, zdajecca, i mieraje dobra, a abujecca, dyk jany jamu ciesnavatyja. Tak-siak uściahnie na nohi, zojdzie ŭ rečku i razmočvaje ich tam.
I hołas u jaho byŭ vałatoŭski. Kali hukaŭ dzieci, dyk čuła ŭsia Mihaŭka. Aproč usiaho, Ułasaŭ byŭ dosyć zahartavany čałaviek.
...Była ŭ jaho koška. Šustraja takaja. Usio praz fortku łaziła. Umieła jaje sama adčyniać. Dyk uletku heta ničoha. A nadarałasia, i zimoj adčyniała. A Ŭłasaŭ jakraz spaŭ pad hetaj fortkaj na daŭžeznaj kanapie. Dyk za noč na jaho praz tuju fortku cełuju hurbu śniehu namiacie, a jon choć by što: śpić i śpić, tolki nosam, jak paravoz, sapie, pakul žonka nie razbudzić. A jak razbudzić, jon tolki ŭśmichniecca dy skaža: «Ot spaŭ, dyk spaŭ. Hop! Hop!» Strusić ź siabie toj śnieh i davaj łapatkami vadzić, kroŭ razhaniać zaspanuju.
Knihalub
Alaksandar Ułasaŭ z małych hadoŭ knihi lubiŭ. Pryhadvajuć takoje. Pasadziać jaho niamieckuju movu vučyć, a jon nabiare lubimych jamu knih i čytaje ich. Vačyma čytaje, a jazykom na ŭvieś pakoj hałosić naraśpieŭ: «Der Rabe! Der Knabe! Der Rabe! Der Knabe! Der Vater!».
Usie dumajuć: Saša ŭroki vučyć! Bač, jak navuku hryzie! Nia treba jamu zaminać! Ale što heta? Prajšło piać, dziesiać chvilinaŭ, a jon, jak toj hołas z płytki, dzie ihołka zajeła, adno i toje pravić: «Der Rabe! Der Knabe!..».
Pračyniajuć dźviery. A Saša nikoha i nie zaŭvažaje. Siadzić nad knihaju, adno i toje jak zaviedzieny ładzić: «Der Rabe! Der Knabe!» A rukoj jašče pad stałom nitačku z papierkaj šmorhaje, z katkom hulaje.
Zhadvajuć: kali jon sadziŭsia čytać, braŭ z saboju stos knih i hazet. Jon nie pryznavaŭ adnoj knihi. Adnoj knihi jamu było mała... Ź dziasiatak knih — nia mieniej — zaŭsiody trymaŭ kala siabie. Adnu pahartaje — adkładzie, druhuju, treciuju... I hetak pakul ź dziasiatak nie pierabiare, pakul na katoraj nie zapynicca. Čytaŭ jon i mastackuju litaraturu, i ekanamičnuju, i palityčnuju. Čytaŭ pa-biełarusku i anhielsku, pa-niamiecku i francusku, pa-rasiejsku i polsku.
Pra svajo zachapleńnie knihaj z malenstva Alaksandar Ułasaŭ zhadvaje tak:
«U adnu ź zim, kali my žyli ŭ Vilni, ja pačaŭ pić z krynicy knižnaj mudraści. «Rodnaje słova» Ušynskaha spačatku było instrumentam pytki dla mianie, ale potym ja palubiŭ «Kata i Pieŭnia», jakija z kamfortam žyli ŭ chatcy, troški ja apasaŭsia Baby Jahi, Ivan Carevič zdavaŭsia mnie čužym i durkavatym chłopcam. Pa słovach starych, ja nadta małym čytaŭ darosłyja knižki. Navat pomniu ja Hohala, pračytaŭ raman Pola de Koka, astałosia mnie ŭ hałavie da siahońnia, što hieroj ramana ŭ važnych vypadkach nadziavaŭ chałat.
Padabaŭ ja Rabinzona. Čytaŭ ja jaho kala lulki kaho-niebudź z małodšych braćciaŭ ci siaścior, katorych ja musiŭ pilnavać. Čytaŭ ja Rabinzona, musibyć, paru miesiacaŭ, bo kali kančaŭ, to iznoŭ pačynaŭ spačatku. Ja zalivaŭsia ślazami, kali majho Rabinzona prypirała dola, jak kažuć, da ściany. Kali Rabinzon zavodziŭsia inventarom, žyvym i miortvym, to ja byŭ bolš, musibyć, rad, čym sam hieroj».
Zhadki Alaksandra Ŭłasava pra luboŭ da knihi tłumačać nam, čamu jon staŭsia takim, a nia inšym.
Branisłaŭ Taraškievič nazyvaŭ Ułasava samym vialikim i niearhanizavanym hultajom. Tym nia mienš, heta zusim nie zaminała jamu hory varočać. Jon byŭ toj rabočy voł, jaki pracu robić nibyta marudna, ale zatoje ŭpeŭniena, tryvała.
Biaź viery žyć ciažka...
Alaksandar Ułasaŭ byŭ nadta davierlivy. Daviaraŭ i svajmu akanomu. Što zapiša ŭ knihu, jak zapiša, tak i budzie. Ale adnaho razu schapiŭ jaho za ruku.
Niejak zakazaŭ tamtejšamu kraŭcu štany. Sam schadziŭ na adnu, druhuju prymierku. A ŭžo hatovyja daručyŭ zabrać svajmu akanomu-arandataru. Zvali jaho Viernikoŭski. Toj zabraŭ.
Minuła kolki času... Jedzie Ŭłasaŭ na kani, a nasustrač jamu toj kraviec. Dyk Ułasaŭ:
— Siadaj na voz!
Toj sieŭ... Z panam jedzie!
Jeduć, hamoniać. A kraŭcu karcić pra štany spytacca, ci daspadoby jaho šytvo, ci ŭdałosia, ci panu Ŭłasavu ŭ tych štanach zručna, utulna, ci dobra jon ich adšyŭ...
— A ničoha, kaža. Štany ŭdalisia... Tolki darahavata pan za šytvo ŭziaŭ...
— A ci ž heta doraha? — zapiarečyŭ kraviec. — Usiaho adnu maleńkuju załatoŭku...
— Jak heta adnu załatoŭku? U majoj rachunkavaj knižačcy zapisana šeść...
— A vy spytajcie ŭ svajho akanoma, što jon na heta skaža, — raić kraviec.
Spytaŭsia. Dyk toj adno tolki pačyrvanieŭ dy na kaleni buch: «Darujcie, panie, niačyścik pabłytaŭ!..»
Ničoha nie skazaŭ Ułasaŭ. Adno tolki zaznačyŭ, kab bolš tak nie rabiŭ, bo nia budzie jamu vieryć. A biaź viery žyć ciažka.
Mnie heta nie balić
Nadta dobry byŭ čałaviek Ułasaŭ. Pakładzisty.
...Siadzić na hanku, čytaje hazetu. Až žonka niečaha hukaje:
— Saša! Saša!
A jon:
— Zaraz, zaraz, — i praciahvaje čytać.
A žonka znoŭ:
— Saša! Saša!
A Ŭłasaŭ:
— Nu, skazaŭ ža — zaraz... Ot dačytaju i pryjdu...
Ale dačytać jamu nie ŭdajecca. Žonka, jak vichor jaki, padlataje da jaho, vyryvaje hazetu i pa ščokach jamu toj hazetaj plaś — źleva naprava...
A jon adno joj na heta:
— Nu što ž ty robiš? Mnie ž heta nie balić... Adno siabie nervuješ, adno siabie zvodziš...
Znoŭ, jak ničoha nie było, uvieś u hazecie.
Mihaŭskija špektakli...
U žniŭni 1913 hodu paśla radaškaŭskaha pakazu «Paŭlinki» A.Ułasaŭ zaprasiŭ artystaŭ u svaju Mihaŭku, i tyja naładzili tam spektakl dla mihaŭcaŭ. Mihaŭcy lubili vidoviščy. I nia tolki hatovyja. Jany j sami časta ładzili roznyja pastanoŭki. «Da kožnaha śviata ŭ domie Ŭłasava, kolki ja pamiataju, rychtavaŭsia jaki-niebudź «špektakl». I abaviazkova viasioły...» Heta zhadvaje kolišniaja susiedka Ŭłasava Viera Ŭładyka: «Pomniu, stavili my i «Paŭlinku», i «Raskidanaje hniazdo», i «Mikitaŭ łapać...» Byli «špektakli» i na Novy hod, na Kalady. Stavili vialikuju jołku, razvučvali jakuju-niebudź pjesu, najmali muzykaŭ. Prychodzili z Šałuchaŭ, ź Piaciulaŭ. Dzieci, stałyja... Nikomu nie brakavała miesca ŭ domie Ŭłasava. Pamiataju, pabraŭšysia za ruki ŭ karahod, chadzili vakoł jołki i śpiavali:
Padušačka, padušačka
Maja puchovaja,
Małodačka, małodačka
Maja małodaja.
Kaho lublu, kaho lublu...
Paśla «špektaklaŭ» pačynalisia pačastunki. I nas, dziaciej, častavali: jabłyčkami, jakim-niebudź piečyvam. Paśla dzieci razychodzilisia. A darosłyja hulali, tančyli roznyja polki...
Ja taksama mieła adnaho razu rolu Lisy. Siastra maja była za Staruju. Aleh Šnejdar za sabaku Šaryka. Dałučaŭ Ułasaŭ da mihaŭskich spektaklaŭ i svaich dziaciej, Aleha i Dzimu. Pomniu, Dzima Ŭłasaŭ pavinien byŭ skazać, što śvinka aparasiła ź dziasiatak parasiat, a ŭ jaho vyrvałasia — śvinka aparasiła štuk ź piaćdziasiat parasiatak. Usie družna zaśmiajalisia... Takoha ž nikoli nie byvaje.
Svaje «špektakli», roznyja viečaryny mihaŭcy ładzili ŭ tak zvanaj «dzikaj zali». Była takaja zala ŭ domie Ŭłasava. U joj nie žyli. Jana była chałodnaja i prastornaja. Vialikaja. Bolš za ŭsich pra hetyja «špektakli» rupiłasia žonka Ŭłasava — Alaksandra. Jana vielmi lubiła ŭsio heta. Postać Ułasava taksama była zaŭsiody prykmietnaja na mihaŭskich viečarynach. Jon taksama kłapaciŭsia, kab ludziam było cikava, viesieła, utulna ŭ jahonym domie. Abodva byli pryvietnyja. Palakam niedaspadoby byli mihaŭskija «špektakli». Časta dom Ułasava naviedvali palicyjanty. Pytalisia, ci maje jon dazvoł: «Ci maje pan pazvaleńnie?» Najčaściej takoha dazvołu nie było i jaho štrafavali. Ułasaŭ zvyčajna płaciŭ dvaccać piać złotych štrafu, i spektakli praciahvalisia. A kab sudzić, to nie sudzili. I razhaniać nie razhaniali. Dazvalali zakončyć. I bić nia bili... Adno — abychodzilisia štrafam...».
Pamiataje mihaŭskija «špektakli» u domie Ŭłasava i Michaś Šnejdar, susied Ułasava. Jon, jak i Ŭłasaŭ, byŭ ekanamistam, vučyŭsia ŭ Varšavie. Tamu jaho kamentar bolš analityčny:
«Moj brat Alaksandar, jon z 1902 hodu, časta biehaŭ da Ŭłasava. I ja razy z dva byŭ. Hetymi svaimi spektaklami, viečarynami, — kaža Šnejdar, — Ułasaŭ chacieŭ padniać nacyjanalnuju śviadomaść biełarusaŭ, kab biełarusy viedali, što jany biełarusy, samabytny narod, majuć svaju historyju, kulturu i pavinny pasłuhoŭvacca najpierš svajoj kulturaj, nie ŭstydacca jaje...».
Viečaryny ŭ domie Ŭłasava najčaściej prymiarkoŭvali da roznych kalandarnych śviataŭ. Pryhoža pravili Dažynki, Kalady. Usie byli zadavolenyja, ščaślivyja. Usim było cikava. Kožny ź mihaŭcaŭ mieŭ mahčymaść być i ŭdzielnikam, i tvorcam hetych «špektaklaŭ» u domie Ŭłasava.
Mihaŭka za časami Ŭłasava, pavodle słoŭ Michasia Šnejdara, była vydatnym asiarodkam biełaruskaj kultury. Praź jaho mihaŭcy daviedvalisia ŭsie naviny śvietu. Praź jaho šmat chto byŭ aśviečany navukaj, prahnuŭ viedaŭ. Šmat chto praź jaho vybiŭsia ŭ ludzi.
Apošnija dni falvarku...
Źniknieńnie falvarku źviazana ź vieraśnioŭskim pachodam Čyrvonaha vojska ŭ Zachodniuju Biełaruś. Nieŭzabavie paśla «vyzvaleńnia» ŭ Mihaŭku źjaviŭsia kamisar z Uschodniaj Biełarusi i skazaŭ Ułasavu, kab jon vymiataŭsia ź Mihaŭki, «uziaŭšy, jak tut praktyka, palto i šapku». A «ŭ mianie jość vialiki archiŭ pa školnych bieł. spravach i ŭsiaki druhi. Mnohija fatahrafii, niejkija knihi», — pisaŭ Alaksandar Ułasaŭ svajmu daŭniamu pabracimu Antonu Łuckieviču, jakoha samoha praz paru dzion aryštujuć.
Takoha pavarotu padziejaŭ haspadar falvarku nie spadziavaŭsia. Vieraśnioŭski pachod Čyrvonaha vojska ličyŭsia vyzvalenčym, suhučnym jaho ideałam. Jon mroiŭ zasnavać u Mihaŭcy škołu. Jaho žonka budzie za nastaŭnicu, a jon narešcie ździejśnić svaju daŭniuju maru i budzie vydavać sapraŭdnuju biełaruskuju hazetu. Z hetymi svaimi dumkami jon i padaŭsia ŭ Maładečna. Prasiŭ novuju ŭładu adterminavać choć na kolki dzion vysialeńnie, kab jon moh choć zbolšaha ŭparadkavać svoj archiŭ i biblijateku. Jaho chtoś tam pryniaŭ z novaha načalstva, pasłuchaŭ trochi i skazaŭ: «Pišy, čałavieča, zajavu i aŭtabijahrafiju». I jon napisaŭ. A jak napisaŭ, to j nia vyjšaŭ bolš adtul na volu. Sprytnyja čyrvonaarmiejcy zapchnuli jaho ŭ Maładačanski astroh. Na svabodu vyjści jamu bolš nie paščaściła.
Nieŭzabavie ŭ Mihaŭcy źjavilisia milicyjanty i čyrvonaarmiejcy na vaśmi furmankach i davaj usio vyhrabać z domu Ŭłasava. I biblijateku jaho vyvieźli, i archiŭ uvieś. Tydni jaho mo try raźbirali, tasavali, što ŭ ahoń, što na karystańnie. Na hłum puścili ŭsio, što było pra Biełaruś, pa-biełarusku. Na karystańnie pakinuli tolki rasiejskuju klasyku — Turhienieva, Tałstoha, Puškina...
Nie pakinuli ŭ spakoi jany i siamju Ŭłasava. Usio šukali, chadzili pa dvarach i pytalisia: «Dzie Ŭłasavy?»
A žonka Ŭłasava, Alaksandra, jak tolki dačułasia, što jaje čałavieka zaryštavali, pačała ź dziećmi chavacca ŭ svaich susiedziaŭ, u dobrych znajomych. Ale ci moža biezabaronnaja žančyna schavacca ŭ samaj šmatnasielenaj častcy Biełarusi, kali na jaje palujuć metadyčna, jak na źviera, uzbrojenyja ludzi?
Adnaho razu jaje ŭsio ž adšukali i vyvieźli ź Biełarusi.
Niejki čas siadziba Ŭłasava i jahony dom bubnieŭ, jak pustka, ale, jak kažuć, śviatoje miesca doŭha pustoje nie byvaje. Dom Ułasava zasialiŭ adzin tutejšy haspadar.
Ale nia vypała jamu doŭha ŭ im pažyć. U vajnu, dzieści pad 1943 hod, miž niemcami i partyzanami pačałasia stralanina. Ad adnaho vypadkovaha strełu dom Ułasava zahareŭsia. Voś z taje pary i pierastała isnavać viła Mihaŭka Ŭłasava.
Mihaŭskija zdymki
Ci acaleli staryja zdymki z tych kutočkaŭ? Pra heta ja pacikaviŭsia i ŭ spadaryni Verci Ŭładyki. «Dy trochi jość», — skazała jana i pryniesła ceły žmut pažoŭkłych fotazdymkaŭ roznaha farmatu, kampazycyi i źmiestu. Na mianie dychnuła niepaŭtornym vodaram dalokaha ad nas času. Voś adzin z takich zdymkaŭ — viasielnaje tančańnie ŭ Mihaŭcy na volnym pavietry. U kadar patrapiŭ i kutočak tahačasnaj Mihaŭki. Na zdymku my bačym i muzykaŭ. Siarod ich cymbalist!
A voś jašče adzin niepaŭtorny mihaŭski zdymak. Na im mo la sotni asobaŭ. Jak tolki fatohraf skampanavaŭ hetkuju proćmu ludziej u adzin kadar! Siarod ich i žonka Alaksandra Ŭłasava. Čaćviertaja źleva na pieršym radzie. A ci acaleŭ choć adzin zdymačak samoha Ŭłasava ŭ Mihaŭcy? O, tak. Na im Alaksandar Ułasaŭ z spn.Alaksandraj i dziećmi ŭ mihaŭskim siadzibnym dvoryku.
Na hetym zdymačku pa-sialansku ŭsio prosta. Arystakrat Alaksandar Ułasaŭ u jakimś prościeńkim, ci nie z pałatna, harnitury. I jahonaja žonačka apranuta zaprosta. Navat chustka na hałavie pa-sialansku, pad babačku. Dzieci, Dzima i Aleh, štoś piłujuć, ćvikujuć, majstrujuć.
Voś taki byŭ arystakrat i pan Alaksandar Ułasaŭ: haspadarlivy, mirny, stvaralny. Try staryja zdymki danosiać da nas podych stvaralnika našaj «Našaj Nivy».
*Papiaredni artykuł na hetuju temu «Falvarak Mihaŭka» Źmitra Bartosika drukavaŭsia ŭ «Našaj Nivie» №17 za 2 žniŭnia 1999 h.
Kamientary