U kinateatry kuplajem bilet na film vytvorčaści ZŠA «Zialonaja kniha», a kasirka papiaredžvaje na ŭsiaki vypadak:
— Film na biełaruskaj movie.
— Usio cudoŭna, mienavita dziela hetaha my siudy i pryjšli, davajcie dva bilety! — paviedamlaju zasiarodžanaj žančynie, što zapytalna paziraje na mianie praz škło.
Razhladaju nietaropkuju kasirku i ŭjaŭlaju karcinu, jak u Francyi paryžanin prychodzić na sieans, a rabotnica kasy, praciaŭšy jaho pahladam, pytajecca: «Kino na francuzkaj movie, pojdziecie hladieć?» A žychar Paryža joj u adkaz: «Davajcie lepš na niamieckaj, ja da jaje bolš pryzvyčaiŭsia!» Prykolna, adnak nie realna.
Nu my ž nie ŭ Francyi. A Biełaruś — kraina paradoksaŭ, padvojenych sensaŭ i łozunha «A moža,tak i treba?», tamu ŭsie filmy ŭ nas ahučany na ruskaj, to bok movie krainy-susiedki. Ale ž adzin pa-biełarusku, dy tut hałoŭnaje pačać! Vielmi dobra, što «Zialonuju knihu» pierakłała na rodnuju movu nacyjanalnaja kampanija «Biełaruśfilm».
Zała była poŭnaja hledačoŭ.
Z padsłuchanaj razmovy maładych chłopcaŭ paśla sieansa: «Ja načał smotrieť, srazu było udivitielno, čto amierikancy hovoriat na biełorusskom jazykie, no čieriez piať minut ja etoho užie nie zamiečał, a naša mova pridavała kakuju-to osobuju atmośfieru filmu, intiellihientnosti čto li, i śmiahčała dažie hrubyje słoviečki Toni Bałbatuna».
Toni, pa mianušcy Bałbatun, bieły kiroŭca aŭto i achoŭnik-vyšybała, staŭ siabram afraamierykanskaha pijanista, paśla taho jak jany razam u pačatku šaścidziesiatych prajechali z hastrolami pa paŭdniovych štatach Amieryki, dzie raniej było rabstva. «Zialonaja kniha» była mapaj miescaŭ adpačynku, hatelaŭ i kafe, dzie možna było spynicca ciemnaskuramu, kab paźbiehnuć prynižeńniaŭ z boku biełych. Razam pieraadoleli vyprabavańni achoŭnik-vyšybała i vytančany pijanist. Heta padarožža kardynalna ich źmianiła.

Kamientary