Vinceś Mudroŭ
Kachańnie Levi Štraŭsa
ese
Maładość maja prypała na bieznadziejna pjanyja j darešty biazhłuzdyja siemdziasiatyja hady. Pamiać čaściakom viartaje ŭ toj čas, i mnie mrojacca padpityja tvary siabroŭ, mrojacca pracoŭnyja raparty i brežnieŭskija pramovy, a ŭ dušy ažyvajuć byłyja latunki i mary, siarod jakich hałoŭnym było — kupić “Levisy”, firmovyja džynsy, jakija kaštavali šalonyja hrošy.
Takim čynam, hety apovied pryśviečany džynsam — dziŭnamu vynachodnictvu Levi Štraŭsa — avanturysta j letucieńnika, čyjo imia stałasia nazvaj znakamitaj firmy i, adbitaje na skuranoj etykietcy, užo nie adno dziesiacihodździe ŭpryhožvaje dziavočyja dupci dy krasuje na tylnych bakach chłapiečych torsaŭ.
Levi Štraŭsu było čatyrnaccać hadoŭ, kali jon — da poŭnaha ačmureńnia — zakachaŭsia ŭ Hienryjetu. Jon byŭ hebrajem, ź biednaj siamji; jana – bahataj niemkaj, a tamu baćki — z abodvuch bakoŭ — zabaranili maładym sustrakacca.
Nieŭzabavie Levi paviedamiŭ baćku: “Jedu ŭ Ameryku”. — “I što ž ty tam budzieš rabić?”— zapytaŭsia stary Štraŭs. — “Zarablu šmat hrošaj, viarnusia i ažaniusia z Hienryjetaj”, — adkazaŭ syn.
Z chłopca, viadoma ž, paśmiajalisia, baćki i znajomcy adhavorvali Levi ad vandroŭki. Ale junak byŭ nastrojeny rašuča, dyj jechaŭ jon nie na pustoje miesca: u Amerycy na toj čas atabarylisia jahony dziadźka i starejšy brat.
Daroha ad rodnaha Butenhajmu da Ńju-Jorku niablizkaja. Vybiraŭsia jon za akijan z pryhodami, poŭny ramantyčnaha impetu, ale pieršyja ž dni zaakijanskaha pobytu vypietryli z dušy iluzii. Nia dziva – pracavać daviałosia na dziadźkavaj fermie, a sachor dy hnoj – rečy vielmi dalokija ad ramantyki. Nieŭzabavie junak raźvitaŭsia ź dziadźkam i padaŭsia ŭ Ńju-Jork, da brata, jaki handlavaŭ manufakturaj.
Cełymi dniami Levi kruciŭsia pry kramie, dapamahajučy bratu, pa viečaroch pisaŭ listy svajoj kachanaj, u jakich paviedamlaŭ, jakija vialikija hrošy jon tut zarablaje (nia majučy pry hetym ni centa ŭ kišeni), i adnojčy, nasłuchaŭšysia apoviedaŭ pra kalifarnijskaje zołata, huknuŭ bratu: “Vypraŭlajusia na Zachad!” Brat uzdychnuŭ, pachitaŭ hałavoj, ale ad pajezdki nie adhavorvaŭ i navat daŭ na darohu siakoha-takoha tavaru.
Toj paroj na Dziki Zachad — a na kalendary byŭ 1853 hod — jechali nia tolki šukalniki pryhodaŭ, ale j roznaha kštałtu prajdziśviety dy kryminalniki. A tamu atrymać kulu ŭ łob možna było ŭ lubym prydarožnym sałunie. Levi pašancavała: jaho nie zabili, adnak pa darozie abrabavali. Złodziei zabrali ŭsio, aprača niekalkich skrutkaŭ pałatna. Pałatno pryznačałasia dla vietraziaŭ, i ŭ kalifarnijskaj pustelni taki tavar nikomu nia byŭ patrebny.
Urešcie niebaraka prybiŭsia da zołatašukalnaj siabryny i prapanavaŭ joj svoj tavar, paviedamiŭšy, što pałatno nie prapuskaje vilhaci. Sioj-toj nabyŭ tkaninu, zmajstravaŭ namioty, dy tut nadaryłasia nievierahodnaje: pajšoŭ redki ŭ tych miaścinach doždž, i zmokłyja kalifarnijcy, prychapiŭšy kolty, kinulisia šukać handlara. Ale handlar jašče napiaredadni zalevy zadaŭ cubaka i, šybujučy pa darozie, prapanoŭvaŭ svoj ekzatyčny tavar kožnamu strečnamu. “Što ty nam hetuju chaleru prapanoŭvaješ? Ty lepiej nahavicaŭ pryviazi”, — paraiŭ jamu małady meksykaniec, i Levi paśla takich słoŭ zadumienna pačuchaŭ patylicu. Zołatazdabyvalnikam padčas pracy davodziłasia poŭzać na kaleniach, i lubyja, navat samyja tryvałyja, nahavicy ŭmomant raźlatalisia. Voś niaŭdały handlar i padumaŭ: a ci nia sšyć štany z parusiny?
Nie marnujučy času, Levi pajechaŭ u bližejšaje miastečka, znajšoŭ kraŭca i aznajomiŭ taho sa svajoj idejaj. “Ty što, chłopča, zvarjacieŭ? Chto heta šyje štany z takoj tkaniny?” — rahatnuŭ kraviec, ale, kali Levi vykłaŭ na stoł usie tyja dalary, što mieŭ u kišeniach, uzdychnuŭ i paabiacaŭ sšyć, dziela śmiechu, kolki štanoŭ z kalanaj pałatniny.
I voś nahavicy byli sšytyja i vyniesienyja na prodaž. Miascovy lud z takoha tavaru ščyra paśmiajaŭsia, ale adzin zołatazdabyvalnik nabyŭ sabie “vietrazioŭcy” i zaznaŭ proćmu kpinaŭ: “Hej, Džoni, pastaŭ svaje štany da ściany i zachodź u sałun!”. Praz kolki miesiacaŭ Džonavy siabruki ŭbačyli, što “vietrazioŭcam” niama znosu i pačali pytacca adno adnaho: dzie toj chłopiec, što handluje “žaleznymi” štanami?
Nieŭzabavie Levi Štraŭs adčyniŭ u San-Francyska kravieckuju majsterniu, a sabraŭšy ładna hrošaj, viarnuŭsia ŭ Niamieččynu, kab pabracca šlubam z kachanaj dziaŭčynaj. Adnak na radzimie jaho čakała niespadzieŭka: Hienryjeta ŭžo była zamužam, dyj dzicia mieła. Jak potym vyśvietliłasia, maci Hienryjety pierachoplivała ŭsie listy, jakija junak dasyłaŭ svajoj kachanaj, i dziaŭčyna padumała, što chłopiec na jaje zabyŭsia.
Levi Štraŭs viarnuŭsia ŭ Štaty i kinuŭsia ŭ vir pracy. Jahonaja firma Levi Strauss & Company stała vypuskać nahavicy błakitnaha koleru. U XX stahodździ z-za demakratyzacyi mody z adzieńnia zołatašukalnikaŭ i kaŭbojeŭ džynsy pieratvarylisia ŭ apratku miljonaŭ i “zachapili” spačatku amerykanski kantynent, a potym i matuchnu-Eŭropu.
Nu, a vynachodnik džynsaŭ tak i zastaŭsia kavaleram, i pamior na samym pačatku minułaha stahodździa ŭ 73 hady. Spadkajemcy znajšli ŭ jahonym stale pažoŭkłyja listy, jakija pisała jamu Hienryjeta, dy ssochłuju ružu, jakuju dziaŭčyna padaravała maładomu Levi, kali toj vypraŭlaŭsia ŭ Ameryku.
Apovied staŭsia b niapoŭnym, kali b my nie zhadali pra los džynsaŭ u “krainie raźvitoha sacyjalizmu”. A los toj byŭ niezajzdrosny, bo kamunistyčnyja ideolahi bačyli ŭ ich prajavu apalityčnaści i nizkapakłonstva pierad Zachadam. U tych ža savieckich filmach kanca 60-ch — pačatku 70-ch usie miarzotniki nasili džynsy; u našym maładym Navapołacku ŭ džynsach nielha było chadzić u škołu i navat na skoki: la ŭvachodu na tancplacoŭku “džynsavikoŭ” chapała milicyja. Siońnia tamu ciažka dać viery, ale heta było, i hetaha nia vykinuć z historyi.
Džynsy za brežnieŭskim časam byli nia prosta modnaj apranachaj, ale peŭnym znakam, śviedčańniem prynaležnaści ichnych “nośbitaŭ” da admietnaj kasty. Kaštavali jany vialikich hrošaj, dyj nabyć ich, navat pry najaŭnaści patrebnaj sumy, było niaprosta. Praŭda, kali na pačatku siemdziasiatych za “Levisami” jeździli ŭ Vilniu (kaštavali jany tam 80—90 rubloŭ), dyk u siaredzinie dziesiacihodździa ŭžo naš horad staŭsia “pastaŭščykom” firmovaha tavaru. U Navapołacku na toj čas atabarylisia budaŭniki polskaj firmy “Enerhapol”: palaki budavali naftapravod Połacak—Mažejkiaj i adnačasova rabili biznes na prodažy džynsaŭ, dzieručy z pakupnikoŭ pa 200—220 rubloŭ za štuku.
Nu, i, zrazumieła, nichto ŭ siemdziasiatych nie naśmielvaŭsia vyviešvać džynsy na prasušku ŭ dvary ci ŭ jakim inšym ludnym miescy. Kali b takoje nadaryłasia, ich by abaviazkova skrali. I tut samy raz zhadać vypadak, pra jaki raspavioŭ mnie kiraŭnik navapołackaj adradženskaj supołki “Ŭsiasłaŭ Čaradziej” Vasil Chramcoŭ i jaki ŭjaŭlajecca jaskravym frahmentam “džynsavaj epapei”.
Adnojčy, za časoŭ burnaj maładości, Vasil viartaŭsia dachaty a piataj hadzinie ranicy i niečakana ŭhledzieŭ na dachu adnaho z damoŭ svajho siabra, jaki trymaŭ u ruce śpininh. Rybałka na dachu — heta ŭražvała. Vasil, schavaŭšysia za drevam, staŭ cikavać — jakuju rybu budzie łavić siabruk. A toj zirnuŭ dołu, staŭ nakručvać śpininh i nieŭzabavie padčapiŭ na hačak džynsy, što sochli na balkonie vierchniaha pavierchu.
“Rybałka” takaja padpadała pad artykuł Kryminalnaha Kodeksu, i ŭsio ž taki heta byŭ nie banalny kradziež, a niešta inšaje. Bo kali b na haŭbcy visieła norkavaje futra, ci navat carskija šaty, siabruk na ich naŭrad ci pakvapiŭsia b. “Rybackaje ščaście” jon źviedvaŭ tolki tady, kali na hačak patraplali zaciahanyja i padziertyja džynsy — symbal dalokich i niezabyŭnych siemdziasiatych.
Kamientary