Pastka dla krata
Praciah. Pačatak u № 23—29.
Studentka mienskaje Palitechniki Janina znachodzić na leciščy trup nieviadomaha čałavieka, a nazaŭtra ledź nia robicca achviaraju zabojcy. U časie nastupnych vizytaŭ na lecišča vyśviatlajecca, što da złačynstva maje niejkija adnosiny susied Mikałaj Kieržyč. Janina zmušaje jaho pryznacca: hałoŭny złačynca — jejny kachanak-specsłužbist Andrej, jaki nibyta raśśleduje spravu. U časie razmovy niečakana źjaŭlajecca zabojca...
— Ruki na stoł! — skamandavaŭ jon, zaŭvažyŭšy, što spałatnieły Kieržyč paciahnuŭsia pa adkrutku. — Nia treba honki ŭzbrajeńniaŭ.
— Adkul vy ŭzialisia? — razhublena spytaŭ dziadźka Mikałaj.
— Padazravaŭ, što siońnia maje adbycca peŭnaja razmova, voś i vyrašyŭ uziać udzieł, — spakojna adkazaŭ Andrej, nabližajučysia da stała, za jakim my siadzieli. — Ech, hramadzianin Kieržyč! Jazyk, jaki praz zuby vybivajecca, moža stacca pryčynaju niebiaśpiečnaha kalectva...
Jon karotkim rucham vychapiŭ z-pad pachi pistalet i rukajatkaju daŭ staromu pa hałavie. Toj biaz słova absunuŭsia dołu. Ja ŭskryknuła. Andrej pavolna paviarnuŭsia da mianie. Jaki jon byŭ pryhožy! Jakim hłubokim, prychavanym ahniom pałali jaho šeryja vočy... Z hetym čałaviekam ja spała, jamu ja raskazvała svaje sny, a ciapło jahonaha cieła, pach jaho skury...
— Typovy intelihient — ni dva, ni paŭtara. Słabak.
— Andrej, — prašaptała ja, — ty što, zdurnieŭ? Navošta ty heta zrabiŭ? Navošta?
Jon padyšoŭ da mianie ŭsutyč i ŭźniaŭ z kresła. Biazdonnyja jaho vočy pałali zusim blizka ad majho tvaru.
— Tamu što ja ciabie kachaju, — prašaptaŭ jon.
Serca majo kałaciłasia, pierad pravym vokam kruciłasia viasiołkavaje koła. Ja hatovaja była stracić prytomnaść.
— Šaleju ad ciabie, — šaptaŭ jon, i ruka jaho hładziła maje vałasy, i śpinu, i nohi, i płaviłasia ŭ pavietry jahonaje kachańnie, atrutnym hazam uvachodziačy ŭ lohkija. — Ty dumaješ, ja nia viedaŭ pra tvaje šašni z tym žydkom, jakomu dźviery padpalili? Usio viedaŭ i hatovy byŭ daravać. Ale ty kruciła chvastom. Ja chacieŭ ažanicca, a ty śmiajałasia, paźbiahała adkazu...
— Andrej...
— Ty nie razumieła mianie... Zrešty, što ty viedaješ pra žyćcio? Baćka juryst, zarablaje daj boža, žyvieš u pryhožym domie, u bahataj kvatery... Pa piceryjach chodziš... Ty ž nia možaš zrazumieć, što takoje žyć u halečy, kali baćka zaŭsiody pjany, a maci, zmučanaja i chudaja, pje ŭ niadzielu, kab trochi adpačyć... Ty nikoli nie žyła ŭ internacie — prusaki, vanity pa kalidorach paśla śviataŭ, čužyja śmiardziučyja škarpetki pad nosam... Ty nie mahła zrazumieć, što takoha šancu moža bolš nia być, a ja dobra bačyŭ, što hublać jaho nielha...
Kali vyjšaŭ ukaz ab padtrymcy maładych siemjaŭ, ja ŭpieršyniu pasprabavaŭ pahavaryć s taboj — pamiataješ? Čas nie čakaŭ: kredyt davali tolki siemjam, dzie i jon, i jana jašče nia majuć dvaccaci piaci hadoŭ. Ty choć razumieješ, što takoje kredyt ad dziaržavy? Dzie tabie! Na “Absalut” dla zekaŭ starych dalary vykidaješ!
Kali ŭ rajkamie pačali składać ilhotnuju čarhu, ja apynuŭsia druhim paśla Miancieja. Kvatery musili vydzielić usiamu rajkamu i adnamu čałavieku z čarhi. Kali b ja neŭtralizavaŭ Miancieja i ažaniŭsia z taboju, my atrymali b kredyt, dastatkovy, kab zbudavać kvateru ŭ Malinaŭcy… Tudy moh by pierajechać tvoj baćka, a my zastalisia b u centry… Ale ty na ŭsie maje ŭhavory tolki śmiajałasia. A ja chacieŭ žyć jak čałaviek — i žyć z taboj. Dy mnie tolki śvisnuć varta było — lubaja b za mnoj pabiehła. Ale prykipieła majo serca da ciabie, pryvaryłasia...
Čas padhaniaŭ. Miancieja tre było zabić, a ciabie — napałochać, prymusić skarycca. I ty była amal hatovaja, asabliva kali ja papužaŭ ciabie strełami ŭ kalidory — ź luku ŭ stoli... I ŭsio było b tak dobra, kab nia hetaja chalernaja sparža, nia hetaja chalernaja pastka dla krata… Los paviarnuŭsia inakš, ale takoj biady… — Jahonaja ruka ŭsio łaščyła maju śpinu, a vočy pacichu rabilisia varjackimi, — biady niama... — Jon zachapiŭ maje vałasy ŭ pryharščy i, rezka paciahnuŭšy ŭniz, nahnuŭsia nad maim zakinutym uvierch tvaram. — Lubaja, apošni raz budźma razam?
Rulaj svajho pistaleta jon lohieńka šturchnuŭ mianie pad rabrynu, pryciskajučy da siabie... Matka Boska! Voś nie šancuje z mužykami! Toj uciakaje ŭ Ameryku, hety, vidać, źbirajecca zhvałcić i zabić... Biada!
— Ja ž nie zrabiła tabie ničoha kiepskaha, — prašaptała ja, adčuvajučy jaho dychańnie na svajoj ščace. — Kali łaska, nie zabivaj mianie! Ja nikomu ničoha nie skažu, abiacaju. Davaj prosta cicha razydziemsia...
— Zapozna. Nielha pakidać śviedkaŭ. A ty — śviedka...
Ja nie mahła advieści pozirku ad jaho vačej — takoha žadańnia ja nia bačyła ŭ ich nikoli, i niešta ŭva mnie adklikałasia... Jon prymušaŭ mianie lehčy śpinaj na stoł. Ja miakka praviała rukoj pa jaho kalučaj ščace:
— Prybiary sa stała pryjomnik...
A kali jon rukoj ź pistaletam skidaŭ radyjo na padłohu, ja z usiaje mocy zajechała jamu kalenam u pachvinu, schapiła sa stała adkrutku i naŭzdahad sadanuła pa ruce ź pistaletam. Jon zakryčaŭ, sahnuŭšysia, zbroja vypała, i ja nahoj adkinuła jaje jak maha dalej. Ale druhoj rukoj jon mocna trymaŭ mianie za vałasy i, kali sahnuŭsia ad bolu, prymusiŭ i mianie nachilicca da padłohi. Tut užo zakryčała ja, pasprabavała vyrvacca, ale jon navaliŭsia na mianie i z razmachu ŭdaryŭ. I mianie niby amok jaki apanavaŭ! Zabić — niachaj sabie, fors-mažornyja abstaviny prymusili, ale ŭdaryć pa tvary! Mianie, słabuju žančynu! Usio majo trymcieńnie pierad Nakryj-mianie-andarakam ad hetaj pluchi raśsiejałasia, jak tuman. Vo haŭniuk! I ja takomu raskazvała sny! Zaviščaŭšy, jak parsiuk na śniežańskim padvorji, ja ŭčapiłasia kipciurami ŭ jahony tvar. Jon adpuściŭ mianie, ale tolki dziela taho, kab skoknuć pa zbroju. Nie paśpieła ja ŭźniacca z padłohi, jak Andrej užo stajaŭ nada mnoju, trymajučy pistalet u levaj ruce, a pravaja, skryvaŭlenaja, visieła jak bizun.
— Ty ŭsio mitusišsia, — ciažka dychajučy prašypieŭ jon. — Byvaj, kachanaja.
Andrej pryceliŭsia; ja ściałasia pad pistaletam, nia majučy siłaŭ advieści pozirk ad čornaj dzirki. Kryčać? Kinucca jamu ŭ nohi? Matlanucca ŭbok? Ja adčuvała, jak ściakajuć apošnija imhnieńni majho žyćcia. Stuk, stuk — serca, stohn — Kieržyč na stale. Andrejeŭ palec zdryhanuŭsia na kurku, zaraz, zaraz jon strelić...
— Kiń zbroju!— prahrymieła raptam, dźviery pchnuli nahoj. Zbyšak z dubaltoŭkaj, Dubroŭski j Ślozka ŭbiehli ŭ pamiaškańnie. Braznuła pabitaje škło — Anupry ź niejkim abrezam, jakoha ja raniej nia bačyła, usunuŭsia ŭ maleńkaje akienca la stoli.
— Kiń zbroju — chata abkružanaja! — huknuŭ Zbyšak i dla peŭnaści dadaŭ kolki vyrazaŭ, što ŭ druku nie dapuskajucca.
Ja schapiłasia z padłohi j kinułasia da Fabijana. U hety momant prabačyła jamu i “histeryčnuju durnicu”, i sapsavanuju tapalohiju, i ŭsie jaho mahčymyja i niemahčymyja praviny pierada mnoju až da skonu... U žyćci nia bačyła bolš nadziejnaha prytułku, čym kaścistaja hrudzina, na jakoj ja rydała, učapiŭšysia ŭ štryfli marynarki...
Ślozka spakojna padyšoŭ da Andaraka, zabraŭ, tuzanuŭšy za rulu, pistalet i praburčaŭ, abšukvajučy:
— Prafesijanał, prafesijanał... A my što, aboraj chleb kroim? — pavyciahvaŭ z Andrejevych kišeniaŭ niejkija papiery i pierajšoŭ da Kieržyča:
— Zaraz ačuniaje, ničoha surjoznaha. Pajšli, pany-braćcia!— Na parozie jon azirnuŭsia i źviarnuŭsia da Andaraka, jaki ašaleła stajaŭ z padniataj rukoj: — A pan niachaj nia robić lišnich ruchaŭ. Zajmisia voś rukoj… Z taboju jašče budzie razmova, — i, padmirhnuŭšy, dadaŭ: — Saroka saroku bačyć zdaloku, praŭda?
Zakančeńnie budzie.
Kamientary