Archiŭ

Imre Kiertes. Stračany los

№ 39 (301), 18 kastryčnika 2002 h.

Imre Kiertes

Stračany los

Nobeleŭskuju premiju ŭ halinie litaratury sioleta atrymaŭ vuhorac Imre Kiertes (nar. u 1929 h.) — pavodle aficyjnaj farmuloŭki Nobeleŭskaha kamitetu, “za svaju tvorčaść, jakaja supraćpastaviła cieńkuju ekzystencyju adzinki despatyčnamu barbarstvu historyi”. Frahmenty kanclahiernych uspaminaŭ Imre Kiertesa, pierakładzienych na 15 movaŭ śvietu.

18 siabroŭ kamitetu Švedzkaj akademii ŭ svaim vybary kirujucca nia tolki litaraturnymi vartaściami tvoraŭ. Uličvajecca mnostva inšych faktaraŭ: palitkarektnaść, palityčnaje stanovišča ŭ śviecie, hieahrafičny, połavy i palityčny pluralizm. Siarod sioletnich pretendentaŭ na premiju (1,1 młn. dalaraŭ) nazyvali amerykanca Džona Ešbery, peruanca Maryja Varhasa Ljosu, vuhorca Imre Kiertesa, syryjskaha paeta Adonisa. Mnohija piśmieńniki fihurujuć u śpisie vierahodnych nabelijantaŭ hadami — naš Vasil Bykaŭ, amerykancy Tomas Pinčan, Džon Apdajk, Filip Rot, anhličanka Dorys Lesynh, kanadki Marharet Etvud i Elis Munro, łatyška Vizma Bełševica, estoniec Jaan Kros, šved Tomas Transtremer, čech Miłan Kundera… Samaje skandalnaje imia ŭ hetym śpisie — Sałman Rušdzi.

U samoj Švecyi Nobeleŭskaja premija — źjava kultavaja. Šmat chto z knihalubaŭ składaje asabistyja biblijateki tolki z tvoraŭ nabelijantaŭ. Niekatoryja kniharni z takoj nahody vystaŭlajuć u handlovych zalach televizary, kab naviedniki mahli pahladzieć tranślacyju z Švedzkaj akademii. Šmat u jakich kniharniach napiaredadni abviaščeńnia laŭreata byli padrychtavanyja plakaty “Tut pradajucca knihi nobeleŭskaha laŭreata-2002”. Zastavałasia tolki dapisać imia.

Šmat chto z krytykaŭ ličyŭ, što palityčnaja sytuacyja na Blizkim Uschodzie zmusić Nobeleŭski kamitet prysudzić uznaharodu piśmieńniku z hetaha rehijonu. Ale jaje ŭpieršyniu ŭ historyi atrymaŭ pradstaŭnik vuhorskaj litaratury Imre Kiertes — vychadziec z budapešckaj habrejskaj siamji, viazień Aśviencymu i Buchienvaldu ŭ 1944—45 h., aŭtar ramanaŭ “Śledapyt”, “Anhielski ściah”, zbornikaŭ ese. Na padstavie kanclahiernych uspaminaŭ jon u 1975 h. napisaŭ knihu “Stračany los”, pierakładzienuju na 15 movaŭ. 15-hadovy hieroj Kiertesa nie asudžaje žorstki śviet — jon adno sprabuje ŭ im vyžyć. “NN” prapanuje čytačam uryŭki z taje knihi.

…Ja b skazaŭ, što napačatku pačuvaŭsia hościem u toj niavoli — heta było całkam zrazumieła i vynikała, pa sutnaści, z taho, što ŭsie my, uvieś rod ludzki, lubim ciešycca ź iluzijaŭ. Panadvorak — vypaleny soncam plac — zdavaŭsia pustavatym: nidzie ani śledu humnaŭ, harodaŭ, traŭnikaŭ abo kvietnikaŭ. Tut stajaŭ adno prosty, padobny da vialikaj stadoły draŭlany budynak, našaje žytło. Znachodzicca ŭsiaredzinie možna było chiba ŭ časie načnoha adpačynku. Pierad budyninaj i za joj — doŭhi, biaźmiežny šerah padobnych stadołaŭ, ź levaha boku — dakładna takija samyja, zbudavanyja praz adnolkavyja pramiežki; jany paŭsiul: śpieradu, zzadu, z bakoŭ. Za imi — taja šyrokaja, aśvietlenaja šaša, a mo j niejkaja inšaja — nia viedaju jak astatnija, ale ja, idučy z łaźni, straciŭ užo aryjentacyju i nia moh identyfikavać darohi, placy dy asobnyja budynki na hetym vializnym plaskatym abšary. Tam, dzie hetaja daroha, vidać, sustrakałasia z papiaročnaj, što biehła siarod stadołaŭ, prachod pierakryvaŭ vielmi pryhožy, niby cacačny, čyrvona-bieły šlahbaŭm.

Z pravaha boku była dobra ŭžo mnie viadomaja aharodža z kalučaha drotu, jak ja sa ździŭleńniem daviedaŭsia, pad napružańniem, i, naturalna, tolki tady ja zaŭvažyŭ na betonnych słupach šmatlikija parcalanavyja izalatary, jakija bačyŭ doma na elektryčnych i telehrafnych słupach. Nas zapeŭnivali, što ŭdar tokam — śmiarotny. Dyj dosyć było tolki stupić na drobny piasočak vuzkaj ściažynki kala aharodžy, i ciabie z vartavoj viežy (mnie jaje pakazali; heta było jakraz toje, što ad stancyi mnie padałosia palaŭničym pamostam) biaz słovaŭ, biez papiaredžańnia zastrelać, paŭtarali z usich bakoŭ, strojačy ź siabie adzin pierad adnym daśviedčanych važnikaŭ. Nieŭzabavie z hučnym źviahańniem źjavilisia dobraachvotniki, što zhinalisia pad ciažaram katłoŭ koleru čyrvonaje cehły. Zahadzia praniesłasia pahałoska, jakuju adrazu ž padchapiŭ, pačaŭ abhavorvać i paŭtarać uvieś panadvorak: zaraz pryniasuć haračy sup! Što tut kazać, ja taksama padumaŭ, što ŭžo samy čas, adnak toje źziańnie na tvarach, taja ŭdziačnaść, taja asablivaja, amal dziciačaja radaść, ź jakoj pierakazvali hetuju viestku, mianie krychu ździviła: padałosia, što radaść i ŭdziačnaść adnosilisia nia stolki da supu, kolki da samoha dbańnia pra nas: maŭlaŭ, narešcie, paśla stolkich niespadziavanak… Zdajecca, infarmacyja zychodziła ad taho mužčyny, taho viaźnia, jaki adrazu padaŭsia nam vierchavodam, kab nie skazać — haspadarom. Jon nasiŭ padahnanuju pad svoj pamier robu, u jaho byli ŭžo zusim niazvykłyja ŭ maich vačach vałasy, na ich baret z hrubaha hranatavaha sukna, na nahach pryhožyja žoŭtyja pantofli; čyrvonaja paviazka na ruce śviedčyła pra jahonuju ŭładu... Taksama ŭ jaho na hrudziach byŭ čyrvony trochkutnik — i heta ŭsim adrazu pakazvała, što jon tut znachodziŭsia nie z pryčyny kryvi, a tolki praz svaje pohlady.

...Sup nalivaŭ jon sam, dziŭnavatym čarpakom, što mieŭ chutčej formu palivački, z doŭhimi tronkami, dvoje inšych — vidać, pamočniki — razdavali čyrvonyja emalavanyja miski j paabciranyja łyžki — adnu na dvuch, bo, maŭlaŭ, ich duža mała, i tamu, pajeŭšy — skazali jany — my adrazu ž musim usio viarnuć. Praź niejki čas nadyšła maja čarha. Sup, łyžku i misku ja atrymaŭ na paru z Kaletnikam — ja hetym nia nadta byŭ zadavoleny, bo nikoli j ni z kim nia jeŭ z adnaje talerki i adnoj łyžkaj, ale patreba časam moža zmušać čałavieka da ŭsiakaha. Najpierš jon źjeŭ adnu łyžku i adrazu ž addaŭ mnie cełuju misku. U jaho na tvary źjaviłasia trochi dziŭnaja mina. Ja spytaŭ u jaho, jak sup, i jon skazaŭ, kab ja pakaštavaŭ sam. Adnak ja ŭžo ŭbačyŭ, što mužyki navokał pazirajuć adzin na adnaho, niekatoryja źbiantežana, inšyja pyrskajučy ad śmiechu. I ŭsio ž ja pakaštavaŭ. I adrazu ž zrazumieŭ, što jon, na žal, niejadomy. Ja spytaŭ u Kaletnika, što nam rabić, i jon adkazaŭ, što ja spakojna mahu ŭsio vylić, jon nie pakryŭdzicca. U toj samy čas zzadu azvaŭsia spakojny hołas: “Heta tak zvany Dorgemüse“. Ja ŭbačyŭ karžakavataha, užo niemaładoha mužčynu: pad nosam bialejšaja pałoska — śled śvietłaje pamiaci vusoŭ, tvar azorany viedami. Vakoł nas stajała kolki čałaviek z kisłymi minami, ściskajučy ŭ rukach miski i łyžki, i jon raspaviadaŭ im, što na pieršaj suśvietnaj byŭ aficeram i tady ŭ jaho było dosyć nahodaŭ, kab paznajomicca z hetym supam, mienavita na froncie, siarod niamieckich žaŭnieraŭ, “iakija tady byli našymi chaŭruśnikami”. Jon paviedamiŭ, što heta nia što inšaje, jak “sušanaja harodnina”. Dla vuhorskaha straŭnika, dadaŭ jon ź niejkaj łahodnaj, pabłažlivaj uśmieškaj, jasnaja reč, heta krychu niazvykła. Adnak jon ćvierdziŭ, što da hetaha možna i navat, jak jon miarkuje, treba pryzvyčaicca, bo hety sup utrymlivaje bahata “pažyŭnych rečyvaŭ i vitaminaŭ”, što zabiaśpiečvajecca dziakujučy admysłovamu sposabu sušeńnia harodniny, a taksama niamieckaj daśviedčanaści ŭ hetym pytańni. “Zrešty, — zaŭvažyŭ jon ź niaźmiennaj uśmieškaj, — pieršy nakaz dobraha žaŭniera — treba jeści ŭsio, što dajuć siońnia, bo nieviadoma, ci daduć zaŭtra”, — tak jon skazaŭ. A tady sapraŭdy źjeŭ svaju porcyju, spakojna, razvažna, biez adzinaj hrymasy, da apošniaje kropli. Ja, tym nia mienš, svoj sup vyliŭ pad ścianoju baraku, hetaksama, jak niekatoryja darosłyja i dzieciuki. Ja źbiantežyŭsia, bo zdala adčuŭ na sabie pohlad našaha vierchavody, i spałochaŭsia, ci nie ŭhniaviŭ jaho, ale, zdajecca, na jahonym tvary ja bačyŭ usio tuju ž dziŭnuju, nieakreślenuju ŭśmiešku. Ja adnios posud i atrymaŭ naŭzamien vialikuju łustu chleba, a na im — niejkuju biełuju masu ŭ formie pryzmy, nibyta dziciačy kubik i pryblizna takoha samaha pamieru; masła? Nie, kažuć mnie, marharyn. Heta ŭžo ja źjeŭ, choć raniej i nia bačyŭ takoha chleba: u formie kuba, źvierchu i źsiaredziny niby z čornaje hrazi, z kavałkami sałomy j niazmołatym zierniem, što chrupała na zubach, ale heta byŭ chleb, a ja darešty byŭ zhaładnieły paśla toj doŭhaj darohi. Marharyn, nie adšukaŭšy lepšaha sposabu, ja razmazaŭ palcam, jak Rabinzon dyj usie inšyja navokał. Potym ja pašukaŭ vačyma vady, ale vyjaviłasia, što zapić niama čym. Nu, uzłavaŭsia ja, iznoŭ nas budzie mučyć smaha, jak u ciahniku.

Ciapier varta krychu padrabiaźniej raspavieści pra pach, što stajaŭ u pavietry. Ad jaho, saładžavaha j niby klejkaha, z damieškam znajomaha ŭžo chimičnaha srodku, ciahnuła na vanity, i ja ŭžo pabojvaŭsia, ci nia vybluju chvilu tamu źjedzieny chleb. Ja biaź ciažkaściaŭ zrazumieŭ: vinavaty byŭ komin źleva ad šašy. My adrazu razvažyli, što heta komin fabryčny, i ludzi sapraŭdy daviedalisia ad našaha viaźnia, što tam znachodzicca fabryka skuranych vyrabaŭ, jak, zrešty, šmat chto i mierkavaŭ. Ja zhadaŭ: kali časam u niadzielu my z baćkam vybiralisia na futboł i tramvaj prajaždžaŭ mima takoj fabryki, ja zaŭždy musiŭ zatykać nos. Zrešty, kazali nam, my, na ščaście, nia budziem pracavać na toj fabrycy, kali tolki nia vybuchnie tyf, kryvaŭka ci inšaja pošaść... Kali ŭsio pojdzie dobra, my rušym dalej, u inšaje, lepšaje miesca. Mienavita tamu my nia nosim pakul na robie, a tym bolej na skury numaroŭ, jak naš vierchavoda, “bločny”, jak jaho nazyvali. Taki numar šmat chto ŭžo bačyŭ na ŭłasnyja vočy: śvietła-zialonym atramantam jon pišacca na ruce, potym nakołvajecca hołkaj, i jaho ŭžo nia zmyješ; heta zaviecca tatujavańnie. Pryblizna tady ž da maich vušej dajšło apaviadańnie dobraachvotnika, jaki prynios sup. Jon taksama bačyŭ u kuchni numary na rukach u ludziej, jakija byli tut daŭžej. A asabliva ŭsie pierakazvali j šukali sensu ŭ adkazie, jaki adzin ź viaźniaŭ kinuŭ niekamu z nas na pytańnie, što heta. Himmlische Telephonnummer, numar telefonu niabiosaŭ — zdajecca, tak jon skazaŭ.

...Pastupova vyjaviłasia, što toj komin nasamreč byŭ zusim nia fabryka, a ŭsiaho “krematoryj”, to bok pieč dla spalvańnia, jak nam patłumačyli značeńnie hetaha słova. Ja pryhledzieŭsia da jaho lepiej: prysadzisty, kantovy, jon zaviaršaŭsia viancom z šyrokim vuściem. Mušu skazać, što aproč strachavitaj pavahi, nu j akramia pachu, viadoma, jaki nas ablaplaŭ niečym hustym, nakštałt hrazi, ničoha inšaha ja nie adčuvaŭ. I tut my z novym ździŭleńniem adkryli navoddal jašče komin, za im druhi i ŭžo na ŭskrajku bliskučaha nieba jašče adzin; dva ź ich, padobna da našaha, plavali dymam, i, mahčyma, mieli racyju tyja, chto padazrona pahladaŭ na chmary kurodymu, što ŭzdymalisia z-za dalokaha rachityčnaha pieralesku. Vidać, całkam słušna pryjšło im da hałavy: što ž heta za pošaść takaja, ad jakoj tut stolki niabožčykaŭ?

Mušu skazać, što, pierš čym spuściŭsia viečar pieršaha dnia, amal usio stałasia mnie zbolšaha jasna. Datul my pabyvali taksama ŭ baraku z klazetami — pamiaškańni, jakoje składałasia niby z troch mastkoŭ, što ciahnulisia praz usiu jaho daŭžyniu, i ŭ kožnym ź ich było pa dva, heta značyć razam šeść radoŭ adtulinaŭ — možna było nad imi pasieści abo ŭ ich calać, jak kamu zručniej. Nadta šmat času, u kožnym razie, na heta ŭ nas nie było, bo nieŭzabavie źjaviŭsia niejki šalony viazień, hetym razam z čornaj paviazkaj i ciažkim drukom u ruce, i kožny musiŭ vyjści, jak byŭ. Snoŭdała tam jašče kolki inšych starych viaźniaŭ: tyja byli ŭžo łahadniejšyja i achvotnyja da tłumačeńniaŭ. I tudy, i nazad my išli ništavataj darohaj, u supravadžeńni bločnaha, i hetaja daroha viała mima cikavaha miesca: za drotam stajali stadoły, pierad imi — dziŭnyja kabiety (ad adnaje ź ich ja adrazu ž advioŭ pozirk, bo z-pad jejnaj rasšpilenaj bluzki źviesiłasia niešta, da čaho sutarhava prypała łysaje niemaŭla ź bliščastym na soncy čerapam) i jašče bolš dziŭnyja mužčyny, zmarniełyja, adnak apranutyja jak volnyja ludzi. Na zvarotnaj darozie ja ŭžo viedaŭ: heta byŭ lahier dla cyhanoŭ. Ja navat krychu ździviŭsia: doma praktyčna ŭsie, i ja taksama, nie ličyli cyhanoŭ nadta sumlennymi, ale datul ja nikoli jašče nia čuŭ, kab i jany byli złačyncami. U toj momant na terytoryju ichnaha lahieru zajechaŭ voz, jaki ciahnuli małyja dzieci sa zbrujaj na plačach, niby poni, pobač ź imi kročyŭ mužčyna ź vialikimi vusami i puhaj u rukach. Hruz byŭ prykryty huńkami, ale praz ščyliny, praź dziravyja šmatki vidać byŭ z usioj peŭnaściu chleb, bochany biełaha chleba; z hetaha ja zrabiŭ vysnovu, što cyhany stajać na stupień vyšej za nas.

Pierakłaŭ Siarhiej Smatryčenka


Kamientary

Ciapier čytajuć

Pamierła Śviatłana Kurs. U jaje tvorach spałučalisia mahija žyvoha žyćcia i biaźlitasny psichałahizm. A ŭ publičnych vystupach i FB — rezki antyimpieryjalizm i elehantny liryzm16

Pamierła Śviatłana Kurs. U jaje tvorach spałučalisia mahija žyvoha žyćcia i biaźlitasny psichałahizm. A ŭ publičnych vystupach i FB — rezki antyimpieryjalizm i elehantny liryzm

Usie naviny →
Usie naviny

Azijacki žuk-zabojca prajšoŭ praz Rasiju i Ukrainu da Jeŭropy. Jaho ŭžo vyjavili ŭ Biełarusi — pad udaram jasieni7

U Minsku pradajucca jahady pa 150 rubloŭ za kiłahram1

Pad Babrujskam ranicaj zaŭvažyli śmierč1

Prezidentam Vienhryi moža stać viadomaja šachmatystka Judzit Połhar6

Ukrainskaje vydańnie patłumačyła sutnaść pretenzij da hałoŭnakamandujučaha Syrskaha13

Staŭ viadomy prysud padpałkoŭniku Čaramnych, jakoha abvinavačvali ŭ zdradzie dziaržavie i ŭ «raspalvańni varožaści» pry hetym6

Vyjšła pa-biełarusku kniha pra Tadevuša Kandrusieviča. U zahałovak vyniesieny słovy jaho maci1

«Adčuła plavok — i ŭsie śmiajucca». U polskim Bydhaščy siamja napała na muža i žonku ź Biełarusi26

Žychary Naroŭli bjuć tryvohu, što ŭ miascovaj balnicy zakryli dziciačaje adździaleńnie2

bolš čytanych navin
bolš łajkanych navin

Pamierła Śviatłana Kurs. U jaje tvorach spałučalisia mahija žyvoha žyćcia i biaźlitasny psichałahizm. A ŭ publičnych vystupach i FB — rezki antyimpieryjalizm i elehantny liryzm16

Pamierła Śviatłana Kurs. U jaje tvorach spałučalisia mahija žyvoha žyćcia i biaźlitasny psichałahizm. A ŭ publičnych vystupach i FB — rezki antyimpieryjalizm i elehantny liryzm

Hałoŭnaje
Usie naviny →

Zaŭvaha:

 

 

 

 

Zakryć Paviedamić