Ivansaj «pra Žančynaŭ z-pad kantrolu»
Žančyny vychodziać z-pad kantrolu: Biełaruskaje žanočaje apaviadańnie. – Miensk: I.P.Łohvinaŭ, 2007. Kniharnia “Naša Niva”.
Trapiłasia mnie pamiž dvuma sakavickimi dniami ŭ ruki hetaja knižyca pahartać. I voś što ja adtul vyhartaŭ.
Jany, naturalna, chacieli mianie spravakavać. Kab ja pačaŭ davodzić, što nia maje sensu tvory pryhožaha piśmienstva padzialać na žanočyja i mužčynskija. Maŭlaŭ, jakaja roźnica, praz kaho pramović biaspłocievy Boh. Ale, jak kazaŭ niezabyŭny Adamovič Słavamir, my na pravakacyi nie paddajemsia, my ich stvarajem sami. Zaŭvažu tolki, što Boh nie zaŭsiody pramaŭlaje. Voś u čym štuka. I tady apaviadańni stanoviacca žanočymi i mužčynskimi. Padobnyja padzieły charakternyja dla nieprafesijnych litaratur, jakimi zajmajecca zvyčajna nie litaraturaznaŭstva, a navuka etnahrafija. Nu dyk, skažacie, našy apaviadańni i nia jość prafesijnymi, prynamsi, u sacyjalnym sensie – za ich nichto nia płacić i nichto nie žyvie.
Ale nia budu dalej raźvivać hetuju dumku i spračacca z ananimnym układalnikam “Žančyn”, bo nasamreč tema zbornika moža być luboj i ŭ našym vypadku abranaja takaja, kab nia tolki spravakavać uvahu, ale, najpierš, -- adciahnuć jaje ad hałoŭnaha. Ci adbyłasia kniha? Ci stvaryŭsia novy kantekst, novaja litaraturnaja kali nia źjava, dyk kambinacyja, što stała b niemimalotnym zdabytkam pryhožaha piśmienstva? Mnie vyhladaje, što takaja zadača i nia staviłasia. Mechanična paŭtoranyja z hazetnych staronak roznych hadoŭ teksty nia skupilisia ŭ estetyčnuju viaršyniu času, nie zaśviedčyli evalucyi albo dehradacyi abranaha žanru, nia skłalisia ŭ dokaz asablivaha našaniŭskaha stylu i duchu.
Navat najbolš udałyja tvory tut nie ŭzajemadziejničajuć, bo naležać da roznych kantekstaŭ. Skažam, kali apaviadańni Maryi Roŭdy ź lohkaściu ŭjaŭlajucca ŭ Antalohii kanca minułaha stahodździa pobač z tvorami Stralcova i Adamčyka (jość efekt abertonu), dyk skrypt Kryściny Kurčankovaj ja b adnies da vybarki najlepšych Debiutaŭ pačatku stahodździa ŭžo hetaha. Tvory Paŭliny Kačatkovaj – sapraŭdny zdabytak adnoŭlenaha našaniŭstva – musili b drukavacca ŭ mižžanravaj (i mižpłocievaj) knizie najlepšych publikacyjaŭ zhadanaje hazety.
Jość u knizie i zusim vypadkovyja, dla płocievaha abjomu dałučanyja teksty, jakija sami pa sabie nie dazvalajuć vyfantazijavać navat niejkaha ŭjaŭnaha kantekstu, u jakim jany b zaihrali jak dyjamenty. Tamu ich zakranać nia budu, całkam dapuskajučy, što niekali ŭ inšych padborkach ci knihach jany vyjaviacca frahmentami praŭdzivych šedeŭraŭ. Skažu pra toje, što papała ŭ “Žančyn” jaŭna nievypadkova.
Natałka Babina. “Škielcy, škielcy”. Vierahodna, heta i jość toje “žurnalisckaje apaviadańnie”. Sumiaščeńnie niesumiaščalnaha. U dziacinstvie ja taksama dumaŭ, što najlepšy žyvapis – heta hrafika. Ale ŭrešcie ŭsio stała na svaje miescy. Bo ŭ narysa i apaviadańnia roznaja pryroda typizacyi. Raspaviadzi aŭtarka narmalnaj “hazetnaj” movaj pra hety realny vypadak z žyćcia, ja b zadumaŭsia pra jaho, jak pra źjavu, ale na pamiać pryjšli b tolki prykłady ź viaskovymi babulami, jakim nievynosna ŭ horadzie. Što da viaskovaj pryhažuni dy jašče j prydumanaj – nia vieru. I ad taho zusim nijakavata mnie nazirać, jak aŭtarka mačalić biednuju hierainiu to varjactvam, to maścitam, pryčym biez usialakaj miery.
Adkul takaja niaŭstrymanaść? Moža ŭ hetym bačycca žanockaść – jak hłyboka schavanaja ŭ dušy babskaja kryŭda na śviet nia ceły, a prynamsi na pałovu jaho? Aŭtarka zusim nie ŭžyvaje paŭtonaŭ i byccam nie adčuvaje pierahibaŭ, a naadvarot, -- imkniecca pierahibać.
Toje samaje ŭ apaviadańni “Taciana Janaŭna i jaje ahava”. Historyja, vartaja žurnalisckaha apisańnia, u takim pseŭdamastackim piśmie dy jašče ź pierahibami, nie vyklikaje davieru jak u cełym, tak i ŭ detalach. Da prakładu, ni ŭ jakim kantekście nie mahu sabie ŭjavić, kab mužčyna nazyvaŭ tvar žonki “mordaj”. Heta nijak nie charaktaryzuje žonku (jakoj by jana ni była), a charaktaryzuje persanaža, ad imia jakoha dajecca apovied, užo navat nie jak “daremnaha”, a prosta nierealnaha čałavieka. I što tady nam usie astatnija jahonyja pačućci?
Praźmiernaja hiperbalizacyja nadajecca dla satyry, ale tut nie satyra.
Niaŭstrymanaść vyjaŭlajecca jašče i ŭ bojazi niedakazać, kali da samadastatkovaj frazy abaviazkova pryčaplajecca para lišnich vahonaŭ. Nu pastaŭ ty kropku! Nie. Chočacca jašče i jašče “raźvivać dumku”. Astapa niasie, jon sam adčuvaje, što nie tudy, i tamu abaviazkova šukaje niečaha biaź miery paradaksalnaha, kab apraŭdać pustahavareńnie. Jon hrafikaj dapaŭniaje žyvapis... A niedzie vyšej zusim zblakła taja akvarelnaja dumka, što nasamreč vyśpieła ŭ dušy i moža nie za adzin hod.
Ja čuŭ, što Natałka Babina piša ramany. Całkam dapuskaju, što tam, na bolšaj prastory ŭsie hetyja žurnalisckija spajki patraplajuć niejak razychodzicca ŭ prozie. Ale nie čytaŭ.
Jeva Viežnaviec. “Vizyt Archivaryjusa”. Nie apaviadańnie. Kali b niechta ŭziaŭsia akreślić, što takoje našaniŭskaja eseistyka i sabrać Antalohiju najbolš charakternych tvoraŭ, hetamu miesca tam.
“Śviata viartajecca” – taksama nie apaviadańnie. Zamaloŭka, zanatoŭka, abrazok. Pryčym matyvacyja ŭ jaho znachodzicca tolki jak u ahitacyjnaha materyjału. Z usich inšych hledziščaŭ usio niajasna. Navošta było aŭtarcy ŭłazić u skuru niejkaha Mikoły, kab śćvierdzić biazhłuzdaje “Mikoła žančyn uvohule nie lubiŭ”. Tak nie byvaje. (A kali byvaje, dyk heta zusim nie pryčyna čytać dalej, a roŭna naadvarot. Zusim jak “morda tvaru” ŭ Babinaj). Tak moža być tolki ŭ psychična nieadekvatnaha čałavieka, ale ŭ astatnim heta nie paćviardžajecca. Navošta było Mikołu tak doŭha zhadvać, što značyć 27 lipienia, kali jon, nibyta, aktyŭny ŭdzielnik historyi, jak vyśviatlajecca paźniej. Hryba pomnić na demanstracyi ŭ biełym harnitury. Navošta pisać, što ŭ jaho niama hrošaj na tralejbus, kab čytač dumaŭ – adkul jon uziaŭ na aŭtobus, na piva i navat na vobłu? I hałoŭnaje – nu i što? Jakim bokam usio heta pavinna kahości kranać?
“Niachaj vyłupicca cmok”. I taksama nie apaviadańnie. Tekst darečy byŭ u hazecie. I praz sto hadoŭ jon budzie na miescy na toj samaj, tolki zžaŭciełaj hazetnaj pałasie, dzie chtości budzie šukać śladoŭ našaha času. Nia niečaha viečnaha, a mienavita fizijalohii našych dzion, vyjaŭlenaj u tym, uva što apranalisia, što pili, na što takoje aranžavaje namiakali.
Śviatłana Śmirnova. “Kupidon”. Narešcie, sapraŭdy apaviadańnie. Ale miesca jamu ŭ hlancavym časopisie dla padletkaŭ, a nie ŭ pryhožym piśmienstvie, bo jano dystylavanaje i nie niasie na sabie nijakich prykmietaŭ aŭtarstva. Takoje moža zhieneravać adpaviednym čynam zaprahramavany kamputar. Urešcie nikomu, aproč chiba siaredniestatystyčnaj dziaŭčynki, nie cikavaje žadańnie takoj samaj siaredniestatystyčnaj – vyjści zamuž za bahataha. Ani asablivaści luboŭnaha pačućcia, ani admietnaści charaktaru i śvietapohladu aŭtarki, ani jakohaś vyviertu ŭ siužecie ŭ hetym sačynieńni nia vyjaŭlena. Adnak heta čysty žanr. I zusim nie vina aŭtarki, što jaje tvor niajomka pačuvajecca ŭ zborniku “Žančyny vychodziać z-pad kantrolu”.
U apaviadańni Taciany Śnitko “Kurs maładoha bajca” jość praŭda detalaŭ, paznavalnych asobaŭ i pačućciaŭ aŭtarki. Ale paradaksalnym čynam niama praŭdy žanru, bo aŭtarka stavicca da svajho litaraturnaha zaniatku pa-studencku lehkavažna, jak da zabavy, a nie jak da ŭtajmavańnia stychii. Tezysna pisać prozu praściej, čym “cialesna”, ale i cana tvoru vychodzić adpaviednaja. Tezysna, za abryvami fraz, možna schavać niaroŭnaści stylu, dyspraporcyi važnaha i druhasnaha, “zabytaje” słova, ale paŭnavartasnaha vobrazu i duchu času pieradać niemahčyma.
Volha Babkova. “Krumkač i Franka”. Čaściej byvaje naadvarot, a tut – pry dobrym ramiastvie apaviadańniu brakuje aŭtarskaj ambicyi, kab bačyć hety tvor u zborniku-antalohii. Mnie lohka ŭjaŭlajecca kniha takich apaviadańniaŭ – vialiki farmat, malavanyja kalarovyja ilustracyi i -- čytać dzieciam. Nie samim, a kab mama ci dziadula čytaŭ dzicionku hadoŭ siami. I ŭ pracesie kab jany abmiarkoŭvali. Tvor idealna nadajecca dla takoha vykarystańnia.
Taciana Barysik. Ironija, viadoma, reč dobraja i navat śmiešnaja. Ale jość tut adna maleńkaja prablema. Kali iranizuješ z čałavieka tupoha, ciomnaha, chvoraha, staroha, robiš heta nie dla samoj ironii abo śmiechu, a dla taho, kab adkryć dźviery ŭ inšy pakoj – u inšy čałaviečy śviet. Hetak Uładzimier Ściapan kaliści apisvaŭ chvoraha Viciu z rybaju. Bo śviet kožnaha hieroja Taciany Barysik pa-svojmu zavieršany i samadastatkovy – sa svaim kosmasam. A ludzi, jakija padajucca nam dzivakami albo tupymi, nasamreč, takija samyja, jak my, tolki ŭ ich usio zharmanizavana krychu pa-inšamu. Kali ž pradmietam ironii stanoviacca tolki źniešnija rysy – ci to dAŭna ci viaskovaj durnički ci tupavataj babki albo jakoha spraŭnaha kałdyra, tady nijakija dźviery nikudy nie adčyniajucca, a apisańnie zastajecca prastarekvańniem. Heta tolki na pieršy pohlad niama nijakaj “infarmacyjnaj prastory” ŭ paŭvymierłaj vioscy. Treba ŭmieć bačyć i čuć. Nakolki tut “pierahortvajecca śviet” tvaich haradzkich stereatypaŭ važnaha i niavažnaha. I nikoli nia možaš skazać, što heta jon z noh na hałavu pieraharnuŭsia, a nie naadvarot. I voś z hetaj bahaciennaj faktury vybirajecca jakajaś paciarucha.
U mianie niama nijakich zaŭvah da aŭtarak zbornika, a ŭsie zakidy da ichnych tvoraŭ ja adrasuju ananimnamu ŭkładalniku i jašče bolš ananimnamu redaktaru knižki. Padazraju, što jany jakraz nie žančyny. I vystavili svaich hałatejaŭ na ŭsieahulnaje aśmiajańnie ŭ nieŭłaścivych ubrańniach i nieŭłaścivych pozach. Heta ichny nieprafesijanalizm bokam vyłazić “Žančynam”, bo sami jany schavalisia ad čytača ŭ nieviadomaść. Choć materyjał, napisany aŭtarkami, całkam prydatny dla stvareńnia sapraŭdy vartasnych zbornikaŭ i knih u adpaviednych kanfihuracyjach i farmatach. Tolki zaŭsiody ŭ padobnych zbornikaŭ najpieršyja aŭtary – układalnik i redaktar.
Ci varta vydavać ese, natatki, narysy, abrazki za abaviazkovyja apaviadańni? Čym kiepskija pieraličanyja žanry? Žanr tym i kaštoŭny, što jon čysty. Na butelcy šampanskaha taksama možna napisać “Śpirt”. Praŭda, dla spraviadlivaści treba dadavać – “niačysty”.
Čym kiepski tekst, raźličany na adzin dzień abo na tydzień ci miesiac? Kali ŭ svaim žanry jon paŭnavartasny, heta robić honar i imia aŭtaru, a nia toje, što my na sutačnym tekście pastavim – viečny. Tady jakraz ni honaru, ni imia nie atrymlivajecca.
Pahadžusia, što mižžanravaść – adna z charakternych rysaŭ našaniŭskaha stylu. Ale voś u čym sakret. Heta mižžanravaść, advarotnaja tamu, jak zrazumieŭ jaje ananimny ŭkładalnik. “Naša Niva” ad pačatku była i zastajecca ŭ vialikaj stupieni almanacham u vyhladzie hazety. Heta značyć, što “viečnyja” tvory tut kamuflujucca pad “adnadzionnyja”. Hety pryjom dazvalaje vyciahvać z udzielnikaŭ pracesu maksymum tvorčaha samavyjaŭleńnia. Inakš kažučy, redakcyja paprostu “padmanvaje” aŭtara, zaprašajučy jaho na “pieršuju repetycyju” i toj vyjaŭlaje poŭnuju svabodu, bo nie vychodzić u abliččy pryznanaha piśmieńnika, a tolki praktykujecca ŭ vysokaj litaratury. Jon dbaje pra toje, kab u jaho vychodziła jak najlepiej i jašče kryšku lepiej, ale zusim nie skavany dumkaju pra toje, jak heta ŭsio vyhladaje z boku. Padumaješ, hazeta, žyvie adzin dzień! Jon skača, śmiajecca i płača ad usiaho serca, bo ŭsio jak by nie nasamreč. Hazeta i ŭsprymajecca im jak repetycyja knihi.
Ale voś praźvinieŭ treci zvanok. I... dzie dzielisia tyja raźniavolenyja i takija zachoplenyja ŭ svaich zabavach, takija fejeryčnyja i biezahladnyja, takija nievierahodnyja persanažy? Jany miamlać zavučany tekst... Jany błytajuć słovy i nia mohuć pieradać nastroju, jany biezdapamožnyja i vartyja žalu.
Pajdu kulnu...
Ciapier čytajuć
Biełaruś užo nie tolki pra palitviaźniaŭ. Z čym Śviatłana Cichanoŭskaja pajechała na adzin z hałoŭnych forumaŭ pa biaśpiecy ŭ ZŠA i što tam rabiŭ Siarhiej Cichanoŭski
Kamientary