Minčanka Alena Łukaševič-Kuźmič 25 lipienia pryjechała ŭ Brest da svajho 4-hadovaha syna Dekstera, jaki žyvie ź jaje mužam Uładam (Uład i Alena ciapier razvodziacca). Skončyłasia ŭsio skandałam. Žančyna zakryłasia ź dziciom u aŭto i prasiadzieła tam uvieś viečar i ŭsiu noč. Na miesca pryjechali orhany apieki, milicyja, miascovyja čynoŭniki… U vyniku dzicia źmiaścili ŭ prytułak, ciapier Alena i Uład čakajuć rašeńnia suda, jaki vyznačyć, z kim zastaniecca syn.
Sud adbudziecca ŭ pačatku žniŭnia. Da pasiadžeńnia 4-hadovy Dekster budzie znachodzicca ŭ prytułku. Alena płanuje da suda znachodzicca ŭ Breście: kaža, štodnia naviedvaje syna.

Alena pahadziłasia raspavieści «Našaj Nivie», navošta jana siadzieła z małym 14 hadzin u mašynie i što ŭvohule adbyvajecca ŭ ich z Uładam siamiejnym žyćci.
«My žyli ŭ Polščy, ale muž nie płaciŭ padatki, jamu anulavali vizu. Tady viarnulisia ŭ Biełaruś, žyli ŭ Minsku.
Naradzili syna. Nazvali Deksteram. Uład vielmi chacieŭ takoje imia małomu. Praź sieryjał heta ci nie, nie skažu, moža, i tak [sieryjał «Dekster» raskazvaje pra sieryjnaha zabojcu, jaki ź dziacinstva byŭ sacyjapatam — «NN»]. Kali naradziŭsia mały, my jašče žyli ŭ Polščy, i Uładu zdavałasia, što Dekster — kłasnaje jeŭrapiejskaje imia. Jon nastojvaŭ — i ja pahadziłasia: nu, dumaju, kali baćka vielmi choča, to chaj tak i budzie», — uzhadvaje Alena.
Ale, kaža jana, niadaŭna Uład zabraŭ syna i pierajechaŭ da svaich baćkoŭ u inšy horad:
«Ja adsutničała doma pa svaich spravach, mianie nie było dzień. Uład sabraŭ syna, zabraŭ kaštoŭnyja rečy i źjechaŭ u Brest».
U Aleny jość jašče adno dzicia: 8-hadovaja dačka Jeva ad papiaredniaha šlubu. Jevu Uład advioz da maci Aleny pierad tym, jak źjechać ź Minska.
Raniej Uład Kuźmič vykazvaŭsia, što Alena była nie nadta ŭzornaj matulaj: maŭlaŭ, kiepska dahladała i Jevu, i ich ahulnaha syna Dekstera. Žančyna heta rašuča abviarhaje:
«Heta niapraŭda. I ź jaje baćkam my cyvilizavana raźvialisia, ciapier padtrymlivajem adnosiny, siabrujem. I ja adekvatnaja mama, viadu zdarovy ład žyćcia, zajmajusia sportam. Nie hulaju niedzie, nie prapadaju na tusoŭkach. Zaŭsiody zajmałasia dziećmi!»
Alena kaža, što i sama dakładna nie razumieje, čamu muž raptoŭna vyrašyŭ źbiehčy ŭ Brest.
«My nie rychtavalisia da razvodu, navat nie havaryli pra heta. Svarki nie było. Jon prosta raptoŭna źjechaŭ. Paśla kazaŭ, što jamu čamuści padałosia, što ja chaču źjechać u Rasiju razam ź dziećmi. Ja sprabavała da jaho dahrukacca: jakaja Rasija?! Ale biezvynikova», — zapeŭnivaje žančyna.
«Paśla adrazu pajechała ŭ Brest. Ale tam Uład prosta začyniŭ pierad maim nosam dźviery. Jon i ŭsie jaho svajaki paadklučali telefony. Tydzień ja nie mahła da ich dazvanicca, nie viedała, dzie moj syn, što ź im. Ja vyklikała i milicyju, i apieku — i nichto nie moh da ich dahrukacca.
Tolki praz tydzień orhany apieki niejak uhavaryli Ułada pakazać mnie syna. Mianie puścili ŭ kvateru, ale nie dali pabyć z synam sam-nasam. Kali ja trochi pryčyniła dźviery ŭ pakoj, dzie była z Deksteram, na mianie adrazu nakinuŭsia baćka muža, iznoŭ vyklikali apieku, milicyju…
Było zrazumieła, što Uład nie addaść mnie syna. Tady, kab choć niejak bačyć dzicia, na słovach my damovilisia, što ja budu pryjazdžać na vychodnyja i Uład budzie dazvalać mnie sustrakacca z synam, — raspaviadaje Alena. —
Na nastupnych vychodnych ja pryjechała razam ź Jevaj: u ich dobraja suviaź z Deksteram, jany vielmi siabrujuć. Ale Uład znoŭ nie puściŭ mianie da syna, navat nie pakazaŭ jaho. To nie adkazvaŭ na telefon, to kazaŭ, što dzicia śpić, jeść — karaciej, zaniataje i nie moža sustrecca sa mnoj.
I ŭ vyniku paŭtara miesiaca ja nie bačyła syna zusim».
Alena kaža, što paźniej da jaje dajšli niadobryja čutki: nibyta advakat muža raić tamu zabrać małoje dzicia i źjechać u Rasiju.
«Ja paŭtara miesiaca nie bačyła syna i zrazumieła, što treba jaho prosta zabrać», — kaža Alena.
Tady jana ŭziała mašynu siabroŭ (bo jaje zialonaje aŭto muž dobra viedaŭ i adrazu b zaŭvažyŭ).
Taksama Alena paprasiła kahości ź siabroŭ źjeździć ź joj. Adzin pahadziŭsia.
«Heta nie bojfrend, heta prosta siabar. Zavodzić bojfrenda mnie ciapier i nie chočacca, i času na takoje niama, — kaža Alena. — A pra toje, što ŭ hetaha siabra rasijskaje hramadzianstva, ja i sama daviedałasia tolki paśla jaho zatrymańnia, kali pračytała ŭ navinach».
Jana zapeŭnivaje, što źjazdžać u Rasiju z małym nie źbirałasia ni ŭ jakim vypadku. Toje, što mašyna siabroŭ akazałasia na rasijskich numarach, śćviardžaje Alena, heta taksama prosta supadzieńnie.
«Kali my pryjechali ŭ Brest, to padjechali da doma, dzie žyŭ Uład. Jon byŭ na vulicy z Deksteram.
Ja nazirała za małym, chacieła prosta jaho pabačyć. Paśla Uład zahavaryŭ ź niejkaj žančynaj. Dekster ź inšymi dziećmi biehaŭ vakoł doma, ja vyrašyła padyści da jaho, pahladzieć, ci nie advyk jon ad mianie za paŭtara miesiaca.
Syn adrazu pabieh da mianie, pačaŭ abdymać, kazać, jak sumuje, pytacca, dzie ja była… I spracavaŭ maciarynski instynkt. Ja ŭziała syna na ruki i pajšła ŭ mašynu. Sieła, pasprabavali vyjechać — Uład kinuŭsia na kapot, — kaža Alena. — My stajali. Paśla nam zabłakavali vyjezd mašynaj.
Ja navat zvaniła ŭ milicyju! Paviedamiła, što mnie nie dajuć vyjechać. Ale paśla, kali milicyja pryjechała na miesca, zajavy pryniali ad usich: ad Ułada, ad jaho svajakoŭ — ale nie ad mianie, — kaža Alena. — Paśla maci Ułada łamiłasia ŭ mašynu, pužała syna. Ja znoŭ nabrała milicyju, ale nichto ničoha nie zrabiŭ».
Paśla Alena z synam prasiadzieła ŭ aŭto ŭvieś viečar, usiu noč i ŭsiu ranicu. Ahułam kala 14 hadzin.
«Z synam usio było dobra. Jamu było kłasna, ja ŭsio padała jak hulniu: maŭlaŭ, my hulajem u pirataŭ, ad usich chavajemsia. Małomu było viesieła i cikava paspać nie ŭ łožku, a ŭ «namiocie», jaki ja zrabiła ŭ mašynie ź pledaŭ, — kaža Alena. — Ježa i vada ŭ nas byli, była sadavina, harodnina. Paśla mama Ułada nam pieradała harščok, z hetym prablemy taksama nie było, Dekster schadziŭ na jaho, moža, adzin raz».
Ale ci nie škaduje Alena, što vybrała taki davoli radykalny ŭčynak?
«Synu patrebnaja mama. Ja ž musiła pryniać niejkija miery, kab jaho viarnuć.
Muž byŭ zaŭsiody adekvatny, narmalny, my ź im mahli narmalna razmaŭlać. A kali jon raptam źnikaje z małym, nie pakazvaje mnie jaho paŭtara miesiaca… Ja nie razumieła, što adbyvajecca, moža, u muža dach raptam pajechaŭ? Ja bajałasia, što ŭvohule nikoli bolš nie ŭbaču syna», — tłumačyć Alena.
Ciapier Dekster u prytułku. Alena kaža, što i jana, i muž chodziać da małoha štodnia.
«Syn u paradku, dziakuj bohu. Jamu prykolna, my skazali, što heta taki letni łahier», — kaža Alena.
Jana płanuje znachodzicca ŭ Breście da suda.
«Ja choć atrymała mahčymaść bačyć syna štodnia. U Breście ja z dačkoj Jevaj, my štodnia chodzim da Dekstera, hulajemsia ź im. Chacia b bačym jaho», — raskazvaje Alena.
Časam jana bačyć muža ŭ prytułku, kali prychodzić da syna. Ale, pa słovach žančyny, Uład nastrojeny vielmi kateharyčna: syn musić być ź im — i kropka. Damaŭlacca z Alenaj jon nibyta nie choča.
«Navat orhany apieki nam kazali: damaŭlajciesia. Ja kazała Uładu, što nam treba niejak siabravać dziela syna, sprabavała damovicca… Jon nijak nie idzie nasustrač. Ja padazraju, što na Ułada mocna ŭpłyvaje jaho maci, jana prychodziła ŭ orhany apieki i kazała takoje: «My vyrašyli, što nam lepš biez mamy!» — uzhadvaje Alena.
U vyniku los małoha vyrašyć sud.
«Ja nie chaču pomścić Uładu… Prapanuju jamu narmalny varyjant: syn žyvie z mamaj, jak va ŭsich siemjach. A Uład u luby čas moža pryjazdžać da jaho… Ale muž nie čuje mianie», — kaža Alena.
Kamientary