Zdajecca, bard‑rokierka Tania Biełanohaja nie imkniecca być aryhinalnaj. Zatoje ŭ ščyraści jaje mudraja prastata jość — być samim saboj. «Ja chaču banalščyny: mora, miesiačnaj ściažynki, piasočku, kachać i być kachanaj».
Zdajecca, bard‑rokierka Tania Biełanohaja nie imkniecca być aryhinalnaj. Zatoje ŭ ščyraści jaje mudraja prastata jość — być samim saboj. «Ja chaču banalščyny: mora, miesiačnaj ściažynki, piasočku, kachać i być kachanaj».
Spatkalisia my napiaredadni Taninaha adjezdu ŭ rodnaje Maładziečna. Tania radasnaja: elektryčka — nie mietro. Tam buduć pryhožyja dalahlady, i knižku narešcie pačytać možna.
Tata‑niefarmał
Dziacinstva Tanina — maładziečanski internat z doŭhim kalidoram, na 26 pakojaŭ. Matula, siastra, tata i Vysocki, Butusaŭ, Arkadź Sievierny. Štodzień u tym pakojčyku, adnym‑adzinym, śpiavajuć. Heta ŭsio tata, «schavany niefarmał»!
Nu a siabie Tania ŭzhadvaje niepasłuchmianaj, navat škodnicaj. Mahła brata padstavić: šukaje na ciele ranku, kab atrymaŭ toj. A jašče dziacinstva Tanina — heta luboŭ mamy i taty. Tamu i ŭ internackim pakojčyku ciesnym była svaja ščaślivaja paŭnata.
«U mianie i ciapier vielmi mocnaje adčuvańnie, što jość siamja. My ź siastroj pryjazdžajem da baćkoŭ — i byccam by heta naša krepaść. Nie ścieny, nie špalery, nie novaja mebla, a ŭ pavietry niejki efir niemažlivy! Zadychaješsia ad kachańnia. Ja ŭdziačnaja Bohu. Heta mudraść maci i taty, kab zachavać siamju i vyraścić dziaciej!» Tania ŭvohule ŭpeŭnienaja, što luboŭ — heta samaje hałoŭnaje. Nie varta bieź lubovi horad budavać…
Štoleta była vioska z babulaj, vialikaj biblijatekaj, ciotki — vykładčycy suśvietnaj mastackaj kultury. «Pamiataju, lubiła hartać knižku pra Antanijoni, z pałkimi čorna‑biełymi kadrami filmaŭ. Heta byŭ niejki patajemny chod u inšaje vymiareńnie. Što za biazhłuździca, ale ž cikava! Potym pačała razumieć, chto heta i navošta. Lubiła Žorž Sand, asabliva jaje bijahrafiju».
U hadoŭ čatyrnaccać znajšła knižku Anatola Sysa. Nie zachapiłasia, ale zapomniła. Paźniej, užo studentkaj, adkryła: Sys — Paet! Pobač z Sysam u jaje sercy źmiaścilisia jašče dva paetyčnyja kachańni — Saša Bašłačoŭ i Lera Som.
«Prosta heta takija paety… Navat nie rastłumačyš! Takaja paezija, jakaja nad paezijaj! Voś knižka — a nad joj para, jak tuman! Paezija, jak efir, niabačnaja».
U vioscy Tania viedała, što nie musić iści tusavacca z usimi na łavačkach. Heta — niejak niapravilna.
«Nie umieju siabie pavodzić u vialikaj kampanii! U tusoŭkach stračvajecca hłybinia, hublajucca vočy, i mnie vielmi baluča. Paasobku ludzi pryhožyja, a kali ich šmat, ja nie baču hetaj pryhažości».
U škołcy pamylacca nielha
Kali zaplatali Tani chvościki ŭ škołku, dyk płakała jana. «Nienavidzieła ŭ dziacinstvie škołu, tam było strašna, tam nielha było pamylacca». A Tania — dziaŭčynka hipieradkaznaja. Vydatnica. Uroki nie zroblenyja — na vulicu nie idzie, spać nie kładziecca.
«Ja i ciapier na pracy ŭsie dakumienty try razy pierapravieru. Ale kali palubić siabie i zrazumieć, što hipieradkaznaść — heta narmalovy stan, to nie tak užo i drenna tady».
Pastupiła na pryrodaznaŭčy fakultet — i zapłakała
Było ŭ Tani pamknieńnie stać restaŭrataram, dy zrok drenny. U fiłołahi pamknieńnie było padacca. Ale — sšytki praviarać!
I pastupiła na pryrodaznaŭčy fakultet. Pastupiła — i zapłakała. Studentkaj była paviarchoŭnaj: kab adharadzicca ad akademizmu univiersiteckaha tužlivaha. Zatoje jak vychodziła da doški — adnahrupniki ŭśmichalisia. Nie mahła jana surjozna pra budovu lista, ksielemu i fłaemu. Tani chaciełasia pra ich śpiavać! Zatoje va univiersitecie była miłaja sercu hieahrafija i znajšlisia sapraŭdnyja siabry — fatohraf Vital Matusievič, Dzianis i Źmicier z hurta «Rachis». Jany i zaviali Taniu ŭ Zadzinočańnie biełaruskich studentaŭ, dzie spatkałasia tak šmat śvietłych ludziej. I svaje pieršyja kancerty bard‑rokierka hrała ŭ ZBSie.
Ja — babulka stareńkaja, u vačach jakoj ziamla adhukajecca
A da biełaruščyny Tania pryjšła praz kachańnie. Jaje chłopiec zachaplaŭsia «N.R.M.» «Pamiataju, jak «Odzirydzidzinu» słuchała. Jakoje varjac¬tva, ale jak heta cudoŭna! I pačało prychodzić: heta maja muzyka, ja biełaruska…» Kachańniu dziakujučy i śpievy Taniny naradzilisia. «Ja mocna kachała ŭ žyćci. Ale ničoha, akrom pieśniaŭ, z majho kachańnia nie vyjšła… Nu, a dla žančyny ž kachańnie — heta asnoŭnaje».
Tania maryć kachać i być kachanaj. Sa studenctvam nie tak daŭno raźvitaŭšysia, jana ŭ darosłaje žyćcio kročyć. I jak by joj tut ščyraj zastacca. Pa pravilnych kaśmičnych zakonach raźvivacca. I kab usie byli ščaślivymi, zdarovymi — ab hetym Tania Biełanohaja maryć.
Jaje pałochajuć kamputary. «Ludzi ŭ zacikaŭlenaściach livejournal pišuć: «hulać pad daždžom, źbirać liściki». Strašna mnie ad hetych frazaŭ! Jany siadziać u hetym ŽŽ, a pad daždžom nie hulajuć! Ludzi nakupili kamputaraŭ, pišuć takija frazy, a tak šmat niaščaściaŭ…»
Natchniaje jaje teatr z hłybokim sensam. I Boh natchniaje. «Ja Boha pa‑svojmu ŭsprymaju, praz darohu, praz babulu, praz dom. Boh — moj pieršy siabra. Malitvy zaŭždy sa mnoj. Biez chramu ja b nivodnaha kancertu nie syhrała. Pryjdzieš u carkvu, kali zakachałasia, i prosiš dla hetaha čałavieka ŭsiaho samaha dobraha albo prosiš u Boha dobraj darohi».
Z uzrostam Tania prychodzić da iściny: ničoha ŭ žyćci nie dadziena prosta tak, a dadziena, kab my vučylisia. Urok, adčuvaje jana, moža iści ŭ dvuch kirunkach: u bok azłobleńnia, niepryniaćcia, kali zastaješsia dziciem, jakomu usio niešta nie tak, albo ŭ bok mocy, spakoju.
A z kim i z čym atajasamić siabie moža? Z babulkaj. «Idzie jana ŭ vioscy, i takaja pryhažość! Niejki dyjałoh u sabie niasie, dumaje pra nas usich, pra karoŭku svaju, pra kozačku dumaje… Byccam by ziamla, byccam ŭsio ŭ jaje vačach adhukajecca».
Kamientary