Na ŭsiu moc
Kožnaha 25 studzienia dy žniŭnia, daty naradžeńnia j śmierci Ŭładzimiera Vysockaha, ja źbirajusia mocna napicca. Vykanać, jak mnie zdajecca, rytuał pamiaci da kanca j pa-rasiejsku. I kožnaha razu zaduma nie atrymlivajecca. Nie znachodzicca saŭdzielnika. Sa złości ja vynošu mahnitafon na haŭbiec i ŭrubaju na ŭsiu moc hołas, jaki tak i nie ŭvajšoŭ, jak mnie zdajecca, na ŭsiu poŭnicu ŭ dušy biełarusaŭ.
Mnie było hady try, kali ja ŭpieršyniu pačuŭ toj hołas. Kali zapracavała pamiać, pieršaje, što vyvučyŭ, byli «Koni privieriedlivyje». Mahnitafona ŭ nas nie było, tamu ja zadavolvaŭsia kružełkami z «dazvolenymi» pieśniami. Niedazvolenyja dalatali da mianie tolki z adčynienych voknaŭ. Kudy b ja ni śpiašaŭsia, ustavaŭ jak ukapany dy słuchaŭ. Choć takim čynam namahajučysia zadavolić svaju cikavaść da apalnaha barda. Razumieŭ mała, ale nievierahodna pryhožy hołas i napiataja da niemahčymaha maniera vykanańnia ŭražvali.
Mahnitafon u chacie zavioŭsia tolki praz paru hadoŭ paśla jahonaha sychodu. Jahonaja śmierć u majoj śviadomaści byccam adciahnułasia ŭ časie j prastory, dziakujučy majmu niaviedańniu bolšaści napisanaha im. Niedzie była Maskva j Vahańkava ź jahonaju mahiłaju, ale pakul u mianie ŭ zapasie zastavalisia nieprasłuchanyja babiny j niepačutyja pieśni, miortvaje Vahańkava lohka adcianiałasia žyvym hołasam. Tolki kali skončylisia stužki, što ja paźbiraŭ ad usich siabroŭ dy znajomych, jahony kančatkovy sychod raptam staŭ dla mianie samaj sapraŭdnaj realnaściu. Ad raptoŭnaści zrazumietaha ja, pamiataju, tady płakaŭ.
Z taje pary mnie ciažka zrazumieć ludziej, jakija mohuć abyjakava słuchać toj hołas. Hołas, jaki nie ŭva mnie adnym zaradziŭ žadańnie avałodać tryma akordami dy aprabavać svaje piaščotnyja źviazki.
Biełaruś nie była abyjdziena jahonaju ŭvahaju. Jakuju jon, jašče ŭ 79-m hodzie, budučy z teatram u Miensku na hastrolach, na adnym sa svaich vystupaŭ nazvaŭ krainaju. «Ja vielmi dobra viedaju hetuju krainu. Ja šmat čym źviazany ź Biełarusiaj, ź Mienskam». Darečy, u jaho tut musili być pamiatnyja miaściny. Navahradčyna, adkul karani jahonaj francuskaj žonki, mienski rajon «Uschod», dzie žyŭ jahony lepšy siabra Viktar Turaŭ, Dom aficeraŭ, dzie hastralavaŭ jahony Teatar. Adnak biełaruskich vobrazaŭ u jahonaj spadčynie nia tak i šmat. Uzhadvajucca «bud́ to Minsk, bud́ to Briest — v chołoda, v chołoda». Našyja harady supraćpastaŭlajucca chaładam jak polus ciepłyni. Taksama zhadvajucca biełaruskija słovy, jakija jon časam vykarystoŭvaŭ u svaich vieršach. Naprykład: «viartajsia» ŭ darožnym dziońniku. Tamsama jon apisaŭ Kurhan Słavy: «Dva ohromnych štyka połosnuli morozom po kožie. Ostrijami po mirnomu k vierchu, a nie nakrieniaś». I ci nia dziakujučy jahonamu ŭdziełu, našyja kinakrytyki nazvali karcinu Viktara Turava «Ja rodam ź dziacinstva» lepšym tvoram «Biełaruśfilma»?
A ci nie z Vysockaha pačałasia ŭsia naša bardaŭskaja pieśnia? Sprava tut navat nie ŭ jahonaj superpapularnaści, i tym bolš nie ŭ astranamičnaj kolkaści napisanych piesień. A, zdajecca mnie, u toj stupieni raźniavolenaści, jakoj zaŭsiody brakavała biełarusam, i zdolnaści razmaŭlać sa słuchačom na, byccam, «v dosku» jahonaj movie. Toj bytavoj movie, jakuju jašče nam treba znajści ci prydumać.
Naša kultura zdoleła prabracca na palicy abyvatala knižkami Karatkieviča j Bykava, ale ŭ tych damach biełaruskaje słova z «namahničiennych lent» pakul jašče nie zahučała. Ci nie tamu vysockija notki praryvajucca amal va ŭsich našych bardaŭ? Kali dla biełaruskaj masy jon nia staŭ kumiram, a dla elity nia staŭ paetam, heta nia značyć, što my prajechali Vysockaha ci vyraśli ź jaho. A moža nie daraśli?
Badaj, ja adstuplu ad svajho «privieržienstva k fatalnym datam» dy čaściej budu vynosić svoj mahnitafon na haŭbiec. Chaj słuchajuć.
... Znoŭ, jak u dziacinstvie, da mianie viartajecca adčuvańnie dalokaści taje Maskvy i niedarečnaści źviestak pra jahonuju śmierć. A kali i vypju, to za jahonaje žyćcio, i biaz sumu. Nia pjecca ŭ Biełarusi za jahony ŭpakoj.
Źmicier Bartosik
Kamientary