Kažuć, što paśla prychodu savietaŭ u miastečka N. dzieŭki pierastali naradžać toŭstych dziaciej. Ale heta nasamreč ad taho, što dzieŭki ciapier stali nie takija, a saviety tut ni pry čym.
Kažuć, što paśla prychodu savietaŭ u miastečka N. dzieŭki pierastali naradžać toŭstych dziaciej. Ale heta nasamreč ad taho, što dzieŭki ciapier stali nie takija, a saviety tut ni pry čym.
«Raniej, da savietaŭ, kali voźmieš dzieŭku za nahu, jana hładkaja i pachnie kvašanaj kapustaj, — raskazvaŭ staryźnik Mikitka svajmu siabru Łaŭrenu Kracu. — Ciapier, kab dzieŭka stała hładkaj i pačała pachnuć, mała ŭziać jaje za nahu, jašče niekalki razoŭ treba pakrucić jaje ŭ rukach».
Siarod usioj łuchty i chłuśni, jakuju zvyčajna raspaviadajuć žychary miastečka N., jość lehienda pra Čyrvonaha Krasnaarmiejca. Hety čałaviek uźnik u miastečku N. u adnu z navalnic. U žydoŭskich kvartałach potym raskazvali, što nočču na Maćvieja žachali małanki, i adna z małanak hrała ŭ niebie daŭžej za ŭsich. Takim čynam, suviaź pamiž pryrodnym dzivam i Čyrvonym Krasnaarmiejcam prasočvałasia metafizyčnaja. Z čyrvonymi lampasami na halife, u čyrvonych pahonach i z čyrvonaj zorkaj na furažcy, Čyrvony Krasnaarmiejec staŭ źjaŭlacca spačatku ŭ haradzkim parku. Praz tydzień jaho bačyli ŭžo i na Handlovaj płoščy, i za mostam. A adnaho razu bačyli tolki jahony bot, jakoha (u majoj mamy tak kažuć)Čyrvony Krasnaarmiejec pakazvaŭ z‑za dreva.
Saviety pryjechali na troch mašynach i ciapier akazałasia, što saviety — heta maleńkija, pałachlivyja mužčyny. Jany byli maleńkimi, bo tolki maleńkija ludzi źmiaščalisia ŭ ichnyja mašyny, a pałachlivymi jany byli praz palakaŭ, što žyli ŭ lesie za rečkaj i pisali ŭ miastečka N. svaje listy na polskaj movie. Saviety nie razumieli čytać pa‑polsku, i tamu listy pałochali ich i prymušali dumać.
Saviety začynilisia ŭ budynku škoły, kuryli tam, a pa načoch vychodzili ŭ miastečka paviesić praklamacyi. U pieršaj praklamacyi admianiałasia vajna, u druhoj praklamacyi admianialisia pany, u treciaj — žonki. Kali skončylisia vakacyi i dzieci zazirnuli ŭ budynak škoły, akazałasia, što saviety — heta nia tolki maleńkija mužčyny, ale taksama niekalki dzievak, kanservy i vielmi šmat fatazdymkaŭ. Kali na hetyja fatazdymki hladzieli ludzi, na ich byŭ baradaty mužčyna, a kali na fatazdymki nichto nie hladzieŭ, na ich byli žančyny pieradam, zadam i bokam.
Idučy pa darozie, staryźnik Mikitka skazaŭ sam sabie, što ciapier jamu jość za što palubić saviety. Razam z Łaŭrenam Kracam jany pračytali treciuju praklamacyju i pajšli ŭ dom pana Samujlonka, kab admianić jahonuju žonku.
Son panny Hruźnieckaj Stefanii, dački pana Hruźnieckaha Adama za adzin dzień da sychodu savietaŭ.
«Ja siadžu na kreśle i čytaju knihu Alaksandra Dziuma. Pa biełym dźmuchaŭcovym poli, vysoka padkidvajučy kapytami, jedzie šyroki ametystavy koń. Na im siadzić vusaty aficer carskaj armii z załatymi pahonami i papirosaj u rukach. Jon padjaždžaje da mianie, kab paprasić u mianie zapałku padpalić svaju papirosu. Vysokaje siniaje nieba nachilajecca nad jahonaj hałavoj, i jon zaziraje ŭ maje vočy. Bolej mnie nia bačna ničoha, bo, rastryvožanaja jarkimi vodbliskami pałachlivaha sonca z hullivych załatych pahonaŭ, ja zapluščvaju vočy i vyciahvaju nasustrač vusny. U hety momant da nas padychodzić Čyrvony Krasnaarmiejec. «Što, i ty pakuryć chočaš? — kaža jon mnie. — Na, pakury».
Ličycca, što tajemna prahny da śmierci doktar Ramuald Cyvis pamior paśla taho, jak staryźnik Mikitka advioz jaho na mohiłki i tam zadušyŭ viaroŭkaj. Adnak pakolki hetaha ciapier nichto nia pamiataje, a čałaviekam doktar Cyvis byŭ charošym, to nie, nasamreč jon žyvy. Ciapier doktar Cyvis, hetaja śvietła‑rudaja karova, maci.
U subotu ranicaj saviety paviesili na ŭsich vysokich budynkach miastečka čyrvonyja ściahi, sfatahrafavali ich i pajechali na svaich mašynach u vialiki horad M. Jašče było čuvać, jak jeduć ich mašyny, kali ŭ miastečka N. pryskakali dvaccać čatyry palaki na vysokich koniach i pačali abdymać žycharoŭ miastečka, doračy im kalandaryki i žaŭtavata‑biełyja varšaŭskija hazety. Palaki nia stali zabirać tych ludziej, na čyich damach visieli čyrvonyja ściahi, a prosta skinuli pałotniščy na ziamlu i sadrali sa słupoŭ druhuju i treciuju praklamacyi. Heta bačyŭ Čyrvony Krasnaarmiejec i rezaŭ nažom došku.
Son panny Hruźnieckaj Stefanii, dački pana Hruźnieckaha Adama praz adzin dzień ad sychodu savietaŭ.
«Vysoki zielenavaty dub. Pad dubam siadžu ja. Čyrvony Krasnaarmiejec padychodzić da mianie i kaža, kab ja raspranałasia, a inačaj jon raspraniecca sam. I tolki ja pačynaju raspranacca, jak pa biełym dźmuchaŭcovym poli, vysoka padkidvajučy kapytami, jedzie šyroki ametystavy koń, a na im siadzić vusaty aficer polskaj armii z žoŭtymi pahonami i pistaletam u rukach. «Nie čapaj hetuju dzievu», — kaža jon Čyrvonamu Krasnaarmiejcu, i stralaje ź pistaleta try razy».
Uviečary šanoŭnyja pany i pani miastečka sabralisia ŭ budynku tavarystva ŭzajemadapamohi hrać na akardeonie i patefonie mazurskija pieśni i razmaŭlać pa‑polsku. Kab usich raźviesialić, pan Stanisłaŭ D. raskazaŭ lehiendu pra scullivaha parašutysta, kožny palot jakoha mieścičy zaŭsiody błytali z daždžystym nadvorjem.
Dušačy na mohiłkach adnoj rukoj staryźnika Mikitku, a druhoj rukoj Łaŭrena Kraca, pan Samujlonak, kab zaniać čas, raskazvaŭ, što im budzie na tym śviecie za admienu jahonaj žonki. Spačatku ich pasadziać u kacioł. «A jaki heta budzie kacioł — voś taki?» — pakazaŭ rukami i spytaŭ staryźnik Mikitka šeptam, bo jaho ciapier dušyŭ pan Samujlonak. «Nie, voś taki», — pakazaŭ pan Samujlonak. Staryźnik Mikitka i Łaŭren Krac pabiehli.
Pan Samujlonak amal nie dahnaŭ staryźnika Mikitku, jak raptam, prabiahajučy paŭz dreva, staryźnik Mikitka pavaliŭsia, i pan Samujlonak jaho dahnaŭ. Kali b jon potym nia byŭ zaniaty, jon by pabačyŭ Čyrvonaha Krasnaarmiejca, a dakładniej, jahony bot, jakoha Čyrvony Krasnaarmiejec pakazvaŭ z‑za dreva.
Kab raźviesialić panoŭ i pani miastečka na viečarynie ŭ budynku tavarystva ŭzajemadapamohi, pan Stanisłaŭ D. pračytaŭ lubimy vierš doktara Ramualda Cyvisa:
- Pole pachnie kvietkami.
Kakaju tabletkami.
Pan Samujlonak amal nie dahnaŭ Łaŭrena Kraca, jak raptam, prabiahajučy pa darozie, Łaŭren Krac pavaliŭsia, i pan Samujlonak jaho dahnaŭ. Kali b jon nia byŭ potym zaniaty, jon by pabačyŭ čyrvonuju anuču, jakaja tolki ŭ minułuju subotu visieła na adnym z samych vysokich damoŭ miastečka N.
Źbirajučysia na viečarynu ŭ budynak tavarystva ŭzajemadapamohi, pani Hruźnieckaja Stefanija, dačka pana Hruźnieckaha Adama, namazała ruki i ščoki, paliła plečy aramatyčnaj vadoj, zaviazała na vałasach siniuju stužku i ŭziała ŭ ruki knihu Alaksandra Dziuma. Stomlenaja pryhatavańniami, jana prysieła na krajočak kanapy, razharnuła staronki i zapłakała. Joj było sorak vosiem hadoŭ.
U nastupnuju subotu palaki paviesili na samych vysokich damach miastečka polskija ściahi, sfatahrafavali ich i pajechali za rečku, stralać u lesie. Jašče było čuvać kapyty ich koniej, jak u miastečka pryjechali saviety ź pistaletami, vintoŭkami i šaškami na čatyroch mašynach. Usich ludziej, u kaho na damach raniej visieli čyrvonyja ściahi, a ciapier nie visieli, a valalisia na darozie, jany rasstralali. Usich ludziej, u kaho na domie visieŭ polski ściah, jany pasiekli šaškami. Ale nia treba zasmučacca čytaču praz taki sumny finał našaj historyi. Kali hetaje apaviadańnie nichto nie čytaje, u im napisana, što saviety nie pryjechali nikoli.
Idučy pa darozie, doktar Cyvis zaŭvažyŭ, što niejkaja anuča, koler jakoj jon nia zmoh zrazumieć, bo karovy nia bačać čyrvonaha koleru, kali na jaho hladziać, zabłytałasia ŭ jahonych nahach. «Jak šmat, jak šmat ja nie paśpieŭ zrabić», — padumaŭ doktar Cyvis, zručna staŭ nad anučaj i padniaŭ chvost.
Kamientary