Adam Hlobus
Na roŭnym miescy
Aŭtapartretnaje apaviadańnie
Kurortnaja ranica. Idylija. Zamoviŭ kavu j dumaju: z cukram pić ci biez. Nia vypiŭ. Raźliŭ na bieły stoł i sabie na šorty, i na majku. I cukarnicu raźviarnuŭ. A ŭsio z-za vosaŭ, ich proćma nalacieła. Nu, nie zusim proćma, a tak, para-trojka zunzoniła nad maimi kaleńmi, nad kavaju, nad cukram. Ja ich chacieŭ adahnać, i haračaja kava apiakła mnie žyvot. Kab nie parezany siaredni palec na pravaj ruce, ja b ich sprytna adahnaŭ i papiŭ by kavy. Nu, dy Boh ź joj, z kavaju. I z vosami ja nie lublu zmahacca. Čym bolš ich haniaješ, tym bolš nachabna jany da ciabie lezuć, a kali adhaniać ich miakkimi rukami — adlatajuć. Vosy razumnyja i lubiać kroŭ. I prylacieli jany na pach majoj kryvi. U mianie parezany palec, jak užo kazaŭ, i čatyry drapiny na levaj dałoni. Ich mała i možna paličyć. A voś drapiny na levym ściahnie ja ličyć nie źbirajusia, ich šmat. Usio ściahno, jak padranaje źviarynymi kipciami. U doŭhich drapinach i pisiahach. Strašna hladzieć. I kaleni ŭ drapinach i ranach, nibyta chto siakieraju paciukaŭ. Hłybakavata pasiek. Kaleni mnie halandki plastyram zalapili. Spačatku mianie lekavali halandki, a potym pjanyja litoŭki, bo halandki nastojvali, kab ja pajšoŭ u lakarniu. Ja pasłuchaŭsia j pajšoŭ. Usio hetaje zaleplivańnie, zamazvańnie zialonkaju, pramyvańnie pierakiśsiu kaštavała 21 lit, ale kali ja skazaŭ, što mnie biez patreby, litoŭki zadavolilisia 20 litami. Ja spytaŭsia ŭ ich, ci možna mnie kupacca ŭ mory. Jany skazali, možna. Havaryli jany pavolna-pavolna. I nie tamu, što movy słavianskaj nia viedali, a tamu, što byli ŭščent pjanyja. Ranica, paniadziełak, a doktarki dobra tak pryniali, bo ŭ ich, ty razumieješ, śviata — dzień uźniasieńnia Božaj Maci Maryi na nieba. Śvietły taki dzień, i možna pić na pracy, nichto nie asudzić. I ja nie asudžaju. Choča čałaviek pić — šklanku jamu ŭ ruku. I jak možna kiepskaje dumać pra žančyn, a tym bolš pra žančyn, jakija ciabie lekujuć, i jakija skazali, što kalena zašyvać nia treba. Zraściecca samo. Jany doktarki, im lepš vidać. Praŭda, i halandka skazała, što jana doktarka. I vyhladała jana na sapraŭdnuju doktarku. Usie čatyry žančyny vyhladali na doktarak i byli ŭ tym uzroście, kali tak adrazu j nia skažaš, zajmajucca jany seksam, ci ŭžo pakinuli siabravać z Erotam. A voś z mastactvam jany ŭsie siabrujuć. Taja, što mazała zialonkaju, tak i skazała: zaraz namaluju tabie karcinu-tatuiroŭku, vielmi modna chadzić pa plažy z tatuiroŭkami. Vydatny tvor u jaje atrymaŭsia. Možaš mnie adsiekčy nahu da kalena, kali pamylusia. Ale ni ŭ koha na ŭsim Bałtyjskim mory niama takich mastackich drapinaŭ, jak u mianie. Halandki nie malavali, jak litoŭki. Jany myli rany antyseptykam dla vačej, niejki novy biezalkaholny antyseptyk. Mnie navat i nie piakło. I plastyr u ich byŭ vydatny, cialesnaha koleru ŭ čornyja bubački. Naohuł u ich byŭ vialiki ručnik z kišeniami, poŭny roznych lekaŭ. U mianie mieŭsia prościeńki ručnik, i ja jaho ŭvieś pierapeckaŭ u svaju kroŭ. A halandcy — bahatyja ludzi, pryjechali ŭ Nidu na vializnym furhonie, siadzieli sabie, śniedali, a tut — ja ŭvieś u kryvi. Sapsavaŭ im śniadanak. A moža i nie sapsavaŭ, bo daktary da kryvi pryvučanyja. A voś svaju ranicu ja sapsavaŭ adnaznačna, kali nyrnuŭ ź pirsa. Ja ž nia viedaŭ, što za tryccać metraŭ ad bieraha vady budzie kryšku vyšej majho pabitaha kalena. Da pirsaŭ ža musiać padpłyvać karabli, nu, nie karabli, dyk čaŭny. Dobra, što nie hałavoj skoknuŭ, a płazam. Kab hałavoju — kapiec. Dno — kamiani ŭ rakaŭkach. Hetyja paskudnyja rakaŭki i padrali-parezali majo nierazumnaje cieła. Halandki ŭsio ŭščuvali… Tut ža nichto nie kupajecca, tut takaja brudnaja vada. Na ich uščuvańni ja pacikaviŭsia, ci nia budzie ŭ mianie zaražeńnia kryvi ad takoj hniłoj vady. Zapeŭnili, što nia budzie. Ale čamu Vy navažylisia nyrnuć mienavita tut? A dzie ž mnie było skakać, kali mienavita ŭ hetym miescy boŭtnuŭsia ŭ vadu moj telefončyk. Ja jaho tak lubiŭ, jak rodnaha. Akuratnieńki, chamelijončyk, i huk byŭ vydatny. Brat mnie padaryŭ admysłovuju zaščapku, kab telefon čaplaŭsia na pas. Nu ja j čaplaŭ. Vielmi zručna, kali telefon na pasie, adno kiepska, jak nachiliśsia, jon zredku adčeplivaŭsia. Tak i zdaryłasia minułaj nočču. Pryjechaŭ ja ŭ Nidu ŭviečary, pakul zasialiŭsia, raspakavaŭsia, paviačeraŭ — ściamnieła. Ale ž chaciełasia na mora hlanuć. Voś i treba było hladzieć. Dyk nie. Palez pamacać vadu. Ci ciopłaja, ci možna ŭranku pakupacca. Pakupaŭsia. Ciapier treba iści kalena pramyvać i pieraviazvać. Zaraz-zaraz pajdu. Tolki spačatku vaźmu zapaskudžany kryvioju ručnik i zabju hetuju nadakučlivuju asu.
Nida. Žnivień 2000 hodu
Ciapier čytajuć
Novyja detali źniknieńnia Anatola Kotava. Jachta ź im źmianiła kurs na Abchaziju, dzie jaho vyvieli supracoŭniki FSB. Ale vykradańnie ci insceniroŭka?
Kamientary